Wojenny Kołobrzeg i okolice – Część. 1

Kołobrzeg to przede wszystkim miasto wojskowe bowiem już w XVII wieku było znane jako twierdza a jeszcze wcześniej także stanowiło wartość militarną.
Do dziś całe miasto a także najbliższe okolice chowają ślad dawnych czasów w postaci starych i zniszczonych wojskowych pozostałości czy zupełnie odrestaurowanych miejsc, które zamieniono na mieszkania czy obiekty użytku publicznego. Modernizacje takich obiektów widać zwłaszcza w samym centrum Kołobrzegu natomiast na obrzeżach i poza miastem w okolicznych wsiach i miasteczkach sytuacja wygląda dosyć smutno bo w większości są to miejsca zniszczone i zaniedbane. Tym samym chciałbym rozpocząć krótką serię wpisów odnoszących się do wojennej historii Kołobrzegu i okolic.

Dla zainteresowanych zamieszczam poniżej mapkę z krótkim opisem wszystkich punktów, które będą się pojawiać w tej serii wpisów. Będzie ona na bieżąco aktualizowana o kolejne punkty z kolejnych wypraw a każda część będzie miała swój kolor znaczników. Dla tej części jest to czerwony.

Pod koniec lat czterdziestych XX wieku, w Kołobrzegu zdecydowano się na budowę 19 Baterii Artylerii Stałej. Na polskim wybrzeżu wybudowano 11 takich obiektów, które miały jeden cel – bronić Polskę przed atakiem wojsk NATO od strony morza. Do dnia dzisiejszego BAS 19 jako jeden z nielicznych ostał się w praktycznie w całości. Zlokalizowany przy samym wejściu do portu, na dużym, zalesionym terenie zbudowano kompleks umocnionych budynków i stanowisk w których skład wchodziły m.in stanowiska artylerii przeciwlotniczej, stacja radiolokacyjna, schrony amunicyjne i kierowania ogniem oraz 4 żelbetowe stanowiska dla armat kalibru 130 mm. Nie bez powodu wybrano akurat taką lokalizację gdyż w tym samym miejscu w 1939 roku wybudowano niemiecką baterię zaporową Nettelbeck, której zadaniem była obrona przed nalotem powietrznym oraz walka z jednostkami pływającymi. Wraz ze zmieniającymi się rozkazami, Niemcy zdecydowali się przenieść baterię dalej na zachód pozostawiając w Kołobrzegu schrony i stanowiska ogniowe. Część schronów przejęła właśnie 19 BAS a część Marynarka Wojenna. W latach 80 w miejscu baterii Nettelbeck postawiono wieżę radarową. Obiekt został wcielony w Zautomatyzowany System Radarowego Nadzoru polskich obszarów morskich (ZSRN) do czego służyły dwa radary – większy – wczesnego ostrzegania N-23 „Daniela” oraz mniejszy – nawigacyjny SRN-7453 „Nogat”.

Wjazd do 19 Baterii Artylerii Stałej (19 BAS)19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)Wejście do bunkru oraz wieża strzelnicza - 19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)Wieża radaru i wieża dalmierza - 19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)Wieża radaru i wieża dalmierza - 19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)

19 Bateria Artylerii Stałej została oddana do użytku w 1950 roku i funkcjonowała do 1977 roku. W tym okresie powstało większość nadbrzeżnych umocnień obronnych i przeciwdesantowych a także punkty obserwacyjne, które się ciągną prawie do Dźwirzyna. Początkowo planowano wybudować Batalionowy Rejon Umocnień (BRU nr. 8), który miał się ciągnąć aż do Mrzeżyna ale jednak powstał tylko Kompanijny Rejon Umocnień, którego jedynym zadaniem była obrona 19 Baterii Artylerii Stałej. Zostały wydzielone dwa rejony obronne, pierwszy znajdujący się w Grzybowie oraz drugi na wschodzie Kołobrzegu w miejscu dzisiejszego sanatorium „Arka”. Jednak nie zdążono wykonać całego planu zabudowy i aktualnie w Grzybowie możemy zobaczyć tylko wieżę lewego punktu obserwacji dwubocznej (obiekt 419a) oraz resztki fundamentów schronu pogotowia lewego punktu obserwacji dwubocznej (obiekt 419b) a na wschodzie pozostałości po schronie prawego punktu obserwacji dwubocznej (obiekt 421b). Wieża została rozebrana w 1996 roku z powodu niebezpiecznego przechylania się.

Umocnienia i fortyfikacje - 19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)Pozostałości po starych magazynach należących do 19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)Wejście do bunkra - 19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)

Do terenu 19 BAS pociągnięto tory, po której koleją wąskotorową dowożono amunicję. Do dnia dzisiejszego pozostał jedynie nasyp, kilka wagoników a dokoła bazy można jeszcze znaleźć resztki torowisk.

Schodząc na plażę i idąc brzegiem w kierunku terenu wojska można zobaczyć pozostałości po wieży radaru oraz wieży dalmierza. Odnalazłem kilka zdjęć sprzed około 10 lat na których można było spokojnie tam się dostać niestety dzisiaj jest to praktycznie niemożliwe bo teren w tym miejscu jest dobrze ogrodzony. To właśnie na tych dwóch wieżach opierała się cała bateria gdyż to tu podawano namiary i namierzano cel. W tamtych czasach był to bardzo nowoczesny sprzęt, którego ostatecznie nigdy nie wykorzystano.

Aktualnie teren Baterii jest własnością Wojska Polskiego i choć od wielu lat, różne organizacje starają się odzyskać to miejsce i przemienić na atrakcję turystyczną to nikomu się jeszcze nie udało nic w tym kierunku zdziałać. Część byłego wyposażenia trafiła w ręce Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu i tam można je zobaczyć.

Niecały kilometr od 19 Baterii Artylerii Stałej znajduje się składnica garnizonowa. Dzisiaj są to już bardzo okrojone resztki budowli aczkolwiek pewien zarys architektoniczny można dojrzeć. To kompleks kilku budynków o różnej wielkości wyglądających bardziej na hangary samochodowe i składy amunicji. Zbudowany na zadrzewionym terenie, za wydmami stanowił z pewnością niewykrywalne z morza czy powietrza miejsce zaopatrzenia. Przechodząc przez wydmy na plażę i idąc kilkaset metrów na zachód znajdziemy wejście do fortyfikacji Batalionowego Rejonu Umocnionego (BRU nr 5.), do którego jeszcze w tamtym roku (2015) można było wejść. Niestety na początku 2016 w ramach modernizacji linii brzegowej, wejście zasypano i zastawiono. Tuż obok znajduje się wieża strzelnicza, która również wchodziła w skład BRU nr 5.

Składnica garnizonowa - 19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)Składnica garnizonowa - 19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)Składnica garnizonowa - 19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)Składnica garnizonowa - 19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)Składnica garnizonowa - 19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)Składnica garnizonowa - 19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)Składnica garnizonowa - 19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)Składnica garnizonowa - 19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)Składnica garnizonowa - 19 Bateria Artylerii Stałej (19 BAS)Wieża strzelnicza Kompanijnego Rejonu Umocnień (KRU)Wieża lewego punktu obserwacji dwubocznej

Między Kołobrzegiem a Grzybowem wciąż można w lesie znaleźć wiele pozostałości po umocnieniach, które stanowią swego rodzaju cmentarzysko. Największe z nich znajdziemy obok dzisiejszej Szkoły Morskiej.

Cmentarzysko umocnieńCmentarzysko umocnień

 W następnej części serii odwiedzimy Fort Rogowo. 😉

Andrzej Piaseczny – Andrzej Piaseczny (#011)

Dawno nie recenzowałem żadnej płyty więc czas się wziąć i coś machnąć. Najbliższe dwie recenzje poświęcę płytom Andrzeja Piasecznego. Jedynym dwóm jakie mają zaszczyt znajdywać się w mojej płytotece o ile można to w ogóle nazwać zaszczytem 😉

W listopadzie 2003 roku na muzycznym rynku pojawił się trzeci, studyjny album Andrzeja Piasecznego zatytułowany po prostu Andrzej Piaseczny. Płyta na którą fani musieli czekać aż trzy lata. W mediach mówiono o problemach osobistych Andrzeja a jako inny powód tak długiej absencji przedstawiano tragiczny rezultat występu w konkursie Eurowizji w 2001 roku. Z drugiej strony patrząc, płyty artystów, które są wydawane co kilka lat przeważnie są bardzo dobrze dopracowane, wypieszczone do granic możliwości bo po prostu był czas by to zrobić. Tak też wydaje się i z tym albumem, który w większości skomponował sam Piaseczny. Płyta doszła do 13 miejsca OLiS czyli oficjalnej listy sprzedaży detalicznej polskiego Związku Producentów Audio-Video czyli przyniosła wymierny sukces aczkolwiek wydaje się, że pomogła wrócić na dobrą drogę kariery.

Andrzej Piaseczny - Andrzej Piaseczny - 2003

Płytę kupiłem dość dawno temu i właściwie przez przypadek. I tych kilka lat kurzyła się na półkach aż do dziś kiedy to wziąłem ją do ręki, dysk włożyłem do odtwarzacza i zaczęła się przygoda. Już od samego początku intryguje sama okładka, która moim zdaniem jest bardzo dobra. Okładka ograniczona do minimum, minimalistyczna a jednak mocno tajemnicza i dająca wiele domysłów. Kolorowe drzwi z zaproszeniem do wysłuchania? Być może, bo sam Andrzej w opisie płyty napisał:

uwaga! ta płyta mówi! z przyczyn nie do końca ode mnie zależnych, niestety mówi sporo o mnie… ale nie tylko o tym co, jak, z im, gdzie i jaki jestem świetny. mówi o tym, jak nie umiem się ustrzec tęsknoty za wszystkim, czego nie potrafię, tym, czego chciałbym jeszcze dotknąć, miejscami gdzie jeszcze nie byłem. mówi o uczuciach i emocjach. tak się dla mnie wesoło składa, że kim byś nie był, uczucia i emocje odczuwamy wszyscy z podobną siłą. jeśli już więc masz tę płytę w rękach (pomijając recenzentów i prześmiewców) powie ona również coś o tobie. z całą pewnością. jesteś gotów posłuchać, co? proszę bardzo…

Doczytałem się w jakiejś gazecie, że w tym okresie Piasek sporo podróżował po świecie. Zdjęcia, których użyto na okładkę a także na zaprojektowanie książeczki musiały być wykonane gdzieś w Ameryce Południowej. Sama książeczka również w wersji minimalistycznej – znajdziemy tu krótki tekst, który zacytowałem przed momentem a także podziękowania i spis utworów. Najbardziej tu brakuje chyba tekstów piosenek, bo jednak w tym okresie ludzie z chęcią z nich by skorzystali.

Album zawiera 11 piosenek, z których aż 9 autorem tekstu jest Andrzej. Muzykę w większości skomponował Adam Abramek, który od lat pracuje z wieloma, polskimi gwiazdami. Kompozycja jednego utworu należy do Seweryna Krajewskiego, z którym wówczas zaczynał współpracować.

Całość zaczyna się jedną z dwóch piosenek, które znałem przed przesłuchaniem płyty – Chociaż Ty. Uwielbiam ten utwór. Świetna lekka ballada z niezwykle poetyckim tekstem utrzymana trochę w stylu Mafii z pierwszych płyt. Zdecydowanie jest to jeden z lepszych kawałków w całej dyskografii i to pod każdym względem – tekstu, muzyki, kompozycji czy aranżacji. Dziwne, że utwór nie znalazł się na żadnym singlu promocyjnym bo zdecydowanie zachęciłoby to większe rzesze ludzi do zakupu płyty.

Nie chcę wiary w siłę własnych kłamstw
Nowy jestem, chociaż wciąż ten sam
(…)
nie chcę wiary w siłę własnych kłamstw
nowej prawdy chcesz
już prawdę znasz

Drugi utwór to zarazem pierwszy, oficjalny singiel z płyty – Teraz płacz. Piosenka dotarła do 4 miejsca listy przebojów radia RMF. Kolejna ballada tym razem utrzymana w gitarowym stylu. O czym to piosenka? O związku, w którym stało się coś co nie powinno było nigdy się stać i czy teraz jedna łza mogłaby coś zmienić, naprawić? Odbieram to dosyć personalnie stąd też duże uwielbienie dla tej kompozycji.

płacz teraz płacz póki czas
stało się co miało stać
teraz płacz póki czas
może cos zmieni jeszcze ta łza

Numer trzy to chyba najbardziej rozpoznawalny utwór z tej płyty – Szczęście jest blisko. Jest to jedyna kompozycja Seweryna Krajewskiego do tekstu Andrzeja, pochodząca z tego albumu. Czemu najbardziej rozpoznawalny? Być może dlatego, że to był jeden z wielu utworów, który Piaseczny śpiewał w duecie z Krajewskim w czasie ich wspólnych koncertów, także na tym który został wydany na płycie, którą zresztą już recenzowałem tu na blogu – Na przekór nowym czasom – Live z 2009 roku. To jedna z dwóch piosenek, do których zrealizowano teledyski, których reżyserem była Joanna Rechnio – scenarzystka i reżyserka wielu klipów polskich gwiazd muzyki rozrywkowej. Teledysk został zresztą umieszczony jak bonus do płyty co w tamtych latach było szalenie popularne albo raczej popularyzowane.

Szczęście jest blisko
co w głowie się nie mieści.
Szczęście jest blisko
na wyciągnięcie ręki.

Andrzej Piaseczny - Andrzej Piaseczny - 2003

Ileż w tym prawdy. Ile razy bardzo czegoś chcemy, o czymś cały czas myślimy, coś jest naszym marzeniem i jest blisko choć nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę. Ta piosenka ma świetne przesłanie: nie szukaj szczęścia daleko, szukaj tuż obok siebie.

Czwórka to utwór Zawsze pod wiatr. Domyślam się, że Piasek pisał ten utwór pod kątem mocno autobiograficznym. Ja się utożsamiam z każdym słowem tej piosenki w stu procentach. Właśnie o to chodzi w życiu, by robić nie to co ktoś by od Ciebie chciał ale to co sam chcesz, co sam czujesz, co sam pragniesz. Robić to nie patrząc czy komuś to się podoba czy nie. Marzyć o rzeczach niemożliwych i wybierać ścieżki, którymi nikt jeszcze nigdy nie szedł. Andrzej tutaj wydobył całą swoją duszę nie tylko artysty, ale podróżnika bo tak też można go nazwać patrząc ile miejsc widział, w ilu krajach był. Zresztą patrząc na całą jego biografię, nigdy nie robił nic pod publikę. Od lat podąża swoimi czy to artystycznymi czy innymi ścieżkami i widać, że dobrze mu to wychodzi. Warto naśladować.

Bo nie tak coś z tobą na pewno
Ty drogę masz jedną i
Prosto w oczy patrz i prosto żyj
To zawsze słyszałem
Dlatego się stało że
Kiedy wszyscy na raz pędzą gdzieś
Ja wolę odejść
Ja wolę wciąż mieć

Numer pięć to piosenka Wszystko trzeba przeżyć, do której także zrealizowany został wideoklip w reżyserii Joanny Rechnio. Nie posądzam oczywiście o plagiat ale intro tego kawałka jest dziwnie znajome i takie oklepane, jak już bym gdzieś to słyszał. Może mi się wydaje. To kolejny utwór, który daje jakąś wskazówkę życiową – tytułowe wszystko trzeba przeżyć. Całe, nasze życie to jest jedna wielka walka ze swoimi słabościami, lękami itp. Człowiek musi przejść przez każdy, życiowy etap. Czasem musi znaleźć się na dnie by potem móc się cieszyć najmniejszymi szczegółami i po prostu wszystko musi przeżyć by się spełnić, by być osobą doświadczoną i mądrą by nie popełniać drugi raz tych samych błędów. Utwór został wykonany i nagrany przez Piaska w remasterowanej wersji z orkiestrą i zamieszczony na jego płycie Kalejdoskop z 2015 roku.

Jeszcze zmieni się na lepsze – bądź pewien
Że nie raz z nieba rzucą nam
Cud i cios jakbym już to znał
(…)
A wszystko trzeba przeżyć
Co do dnia każdy cal
To wszystko trzeba przeżyć
Słabość jest siłą w nas

Drugą połowę tracklisty otwiera Wyjadę stąd. Piosenka bardzo melancholijna, słychać tu pragnienie ucieczki od problemów a zapewne Piasek pisząc ten tekst miał na myśli partnerkę więc od partnerki. Tu już kolejny utwór w którym Andrzej chce uciekać, szukać innej drogi i zgubić wszystkie problemy. Najwyraźniej media celnie trafiały w punkt, że tak długa nieobecność na rynku muzycznym jest spowodowana problemami osobistymi. Słychać to w każdej piosence a w tej chyba szczególnie mocno.

Wyjadę dzisiaj stąd i jak najdalej
żyć z Tobą nie chcę już, nie trochę, wcale
Wyjadę dzisiaj stąd, nie będę zwlekał
Dziś poczuć chcę się tak, jakbym uciekał

Andrzej Piaseczny - Andrzej Piaseczny - 2003

Numer siedem – Gdy kobieta mówi ciałem. Doszedłem do tego momentu w którym trafia się na najgorszy utwór albumu. Najgorszy jak do tej pory. Strasznie słaba kompozycja i aranżacja piosenki a sam tekst też nie powala na kolanach. Dodatkowo przeszkadza mocno mi tu wokal Piaska, który wypadł bardzo przeciętnie. Zdecydowanie nie.

Ósma piosenka z tytułem Jedna na Milion. Sporo właściwie tych piosenek o takim samym tytule, czy to tu, w Polsce czy zagranicą w różnych językach. Już się bałem, że to cover znanego artysty Boston’a ale całe szczęście to oryginalna kompozycja Piaska. Same zwrotki według mnie słabe ale refren jest naprawdę dobry a końcówka już w ogóle jest rewelacyjnie. Pod względem wokalnym ten utwór prezentuje się zdecydowanie na podium.

I wiem, że nie potrafisz też inaczej
I wiem, że za to dziś nie minie Cię
Jedna na milion noc i dzień
Jak milion słońc niech rozpali Cię

Dziewięć – Kocham Dwie. Kocham dwie, czyżby kobiety? Sądząc po tekście to prawdopodobnie tak. Intro z gitarą elektryczną bardzo miłe dla ucha ale cała reszta bardzo przeciętna. To kolejny utwór w którym tekst jest delikatnie mówiąc tragiczny a przynajmniej poniżej poziomu Piaska. A tak swoją drogą, można kochać dwie? Szczerze wątpię chyba, że to jakaś inna miłość.

Bo skoro miłość to traf
Który przydarza się raz
Jak tu powiedzieć jej nie
Kiedy tak wiele jej masz

Dycha i zarazem przedostatni utwór to Wczoraj do dziś. Piasek to jednak jest z tych artystów, który ma ciężkie teksty. Zdecydowana większość śpiewająca taki rodzaj muzyki preferuje o wiele lżejsze słowa i rymy. Piasek zdecydowanie nie boi się tworzyć tekstów, które na pierwszy rzut oka mogą być trochę dziwne, mało spójne. Jednak po zagłębieniu się w całość, okazuje się, że są to naprawdę piękne, uczuciowe i mądre teksty. No i tak jest w tym przypadku.

Andrzej Piaseczny - Andrzej Piaseczny - 2003

Płytę zamyka piosenka Pozostawiasz ślad. Bardzo miłe zakończenie całości – lekki, melancholijny utwór opowiadający o tym by idąc jakąś drogą, zostawiać ślady by kolejni, którzy zdecydują się na tą ścieżkę, nie popełniali tych samych błędów. Podoba mi się bardzo intro wykonane trochę w takim stylu ambient, wokal również zasługuje na pochwałę chociaż nie ma tu jakiś fajerwerków ale bardzo przyjemnie się słucha.

Bo mądrzy i bogaci
Jesteśmy wszyscy każdy z nas
Więc gdy raz przyszliśmy dajmy ślad, pozostawmy ślad

Cały album jest bardzo wymowny i czuć, że to bardzo osobista twórczość chociaż jak sam Piasek wspomniał w opisie – każdy znajdzie tu siebie. I taka jest prawda. Tę płytę każdy może potraktować osobiście. Wielu mówi, że Andrzej jak wino, czym starszy tym lepszy ale czy tą płytą nie przeczy temu? Według mnie zdecydowanie tak. Myślę, że fani, którzy czekali na jakiś nowy krok artystyczny, nie zawiedli się i stwierdzili, że warto było poczekać by Piaseczny nagrał tak udany album.

Festiwal San Remo – 2016

I już po…    Właśnie wczoraj zakończył się 66 Festiwal Włoskiej Piosenki w San Remo.  Tak, to już sześćdziesiąta szósta edycja tego najstarszego konkursu w Europie.   Udało mi się, po raz pierwszy z kolei w mojej historii, obejrzeć całość – od pierwszego wieczoru pierwszego dnia aż do finałowego, piątego dnia tego legendarnego wydarzenia. Jestem z siebie dumny.

Kiedy w styczniu ujrzałem listę biorących udział w tegorocznym San Remo mocno się ucieszyłem bo znaleźli się tam artyści, którzy codziennie pojawiają się w odtwarzaczu. Byłem pewny, że w połowie lutego do moich playlist dojdzie sporo nowych, świetnych utworów. No i tak się w końcowym rezultacie stało. Doszło kilka hitów, które popsuły mi głowę, weszły do niej i już nie chcą wyjść. Z drugiej strony po pierwszym i drugim wieczorze, po przesłuchaniu wszystkich 20 utworów prezentujących się w konkursie, bałem się, że wszystkie są jednakowo kiepskie. To tylko potwierdza, że do pewnych kawałków po prostu muszę się przyzwyczaić, osłuchać się z nimi i być może dopiero polubić lub nie.

Od czego zacząć? Chyba najlepiej od kategorii Nowe Propozycje – Nuove Proposte. Chyba jak nigdy, w tym roku nowe propozycje dały mi tyle świetnych kawałków. Poziom był naprawdę zaskakująco wysoki i widać, że większość z tych artystów, którzy trafili do tej kategorii, wystąpi w przyszłości w głównym konkursie i będą kolejnymi, włoskimi gwiazdami. Warty wyróżnienia jest Francesco Gabbani z piosenką Amen, który wygrał zresztą tą kategorie i zgarnął cztery inne wyróżnienia. Tekst do tej piosenki został uznany przez Jury jako najlepszy ze wszystkich na całym festiwalu. Muszę przyznać, że to jeden z lepszych utworów jakie pojawiły się w tym roku. Wspaniała poezja w słowach i bardzo energiczny występ Francesco, który wywijał się na wszystkie strony. Melodia wpadająca w ucho i wszechobecne AMEN. Drugą, wartą uwagi piosenką jest utwór, który przegrał w kwalifikacjach do czołowej czwórki właśnie z piosenką Amen tylko o 0,8%. Chodzi bowiem o Miele i jej utwór Mentre Ti Parlo. Dawno nie słyszałem tak fajnego, wyrazistego i ciekawego wokalu. Piosenka raczej średnia ale właśnie ten wokal przykuwa uwagę. Myślę, że usłyszymy o tej artystce niebawem.

Czas na główną kategorię – Campioni. Tak by wyglądała klasyfikacja jeśli miałbym ja decydować o niej.

1. Lorenzo FragolaInifnite Volte
Utwór niesamowicie piękny. W tamtym roku Truskawka wystąpił z piosenką Siamo Uguali, która do dzisiaj krąży po mojej głowie. Wiedziałem, że w tym roku też nie może zawieźć. Nie spodziewałem się jednak, że zaśpiewa taką bombę. Dla mnie zdecydowanie numer jeden tego festiwalu. Być może w czasie wieczorów, kiedy wykonywał ten kawałek na żywo, nie wychodziło to idealnie, ale już wersja studyjna jest nie do podważenia. W finałowym wieczorze, gdyby brano pod uwagę tylko głosy z głosowania telewidzów, Fragola zająłby drugie miejsce. Jednak gdyby wziąć pod lupę głosy jury to spadłby na odległe 11 miejsce. Zliczając wszystkie głosy, ustawiło go ostatecznie na piątej lokacie. Uważam, że to i tak dobrze. To młody artysta, który ma przed sobą całą karierę i jeszcze zdąży wejść do trójki a nawet wygrać cały festiwal.

2. Francesca MichielinNessun Grado Di Seperazione
Tą artystkę poznałem stosunkowo niedawno. Pół roku temu po raz pierwszy udało się wysłuchać jej duetu z włoskim raperem – Fedezem. Od tej pory zakochałem się w jej wokalu. Tak delikatny, tak aksamitny i tak doskonały. Jako jedna z nielicznych zaśpiewała idealnie czysto w każdym ze swoich występów. Dodatkowo rewelacyjna piosenka z mocno refleksyjnym tekstem. Drugie miejsce u mnie, drugie miejsce na festiwalu. Bardzo spodobała mi się jej reakcja przy werdykcie kto zwyciężył San Remo – zaczęła klaskać, cieszyć się razem ze zwycięzcami, no coś świetnego. Ona doskonale zdaje sobie sprawę, że i tak za rok, za dwa wygra ten festiwal.

3. Valerio ScanuFinalmente Piove
Do tego utworu musiałem przekonywać się właściwie całych pięć festiwalowych dni. Dopiero po zakończeniu ten kawałek wkręcił mi się niesamowicie. Intro na klawiszach, które zaczyna utwór w wersji studyjnej jest po prostu porażająco piękne. Uwielbiam takie klimaty. Zasłużone podium aczkolwiek w konkursie znalazł się na dalekim 13 miejscu. Publiczności się spodobał ale Jury dało mu okrągłe 0% głosów. Trochę szkoda.

4. Giovanni Caccamo & Deborah IuratoVia Da Qui
Duet na który bardzo mocno liczyłem. Caccamo spodobał mi się już rok temu kiedy wygrał Nowe Propozycje z piosenką Ritornerò Da Te. Deborah natomiast to również artystka, którą poznałem niedawno i bardzo mocno spodobał mi się jej repertuar. Razem zaśpiewali naprawdę ładną, romantyczną balladę. Najlepiej wyszedł im chyba finałowy wieczór gdzie ich występ chyba był najbardziej magiczny i zmysłowy. Myślę, że trzecie miejsce dla nich jest ogromnym sukcesem, który zwiastuje jeszcze większe osiągnięcia w przyszłości.

5. Arisa – Guardando Il Cielo
Artystka, na którą nie mogę patrzeć wizualnie ale wokal ma ładny i coś w tym utworze jest co każe wciskać ponowne odtwarzanie. Piosenka wylądowała w konkursie na 10 miejscu.

6. Stadio – Un Giorno Mi Darai
Po pierwszym wykonaniu tej piosenki, uważałem, że to dno i nie osiągnie nic. Jednak ciekawiła mnie bardzo żywiołowa reakcja publiczności, która jak przy nikim innym głośno skandowała i wiwatowała po zakończeniu każdego występu Stadio. Okazało się, że jednak wygrali i to ze sporą przewagą głosów. Ostatecznie i mi udało się przekonać do tego utworu, który może nie jest rewelacyjny i w moim odczuci zasłużył maksymalnie na pierwszą piątkę. Zespół miał jechać na Eurowizję jak to bywa ostatnimi latami ze zwycięzcami San Remo, ale dzisiaj ogłosił, że rezygnuje z udziału w Eurowizyjnym konkursie. W moim odczuciu bardzo dobrze zrobili. Pełen szacun. Stadio wygrało również konkurs coverów i w tym wypadku uważam, że całkowicie zasłużenie ale o coverach za moment.

7. Alessio Bernabei – Noi Siamo Infinito
Ten utwór jako jedyny po pierwszym wieczorze mi się chociaż w niewielkim stopniu spodobał. Alessio wcześniej znałem z zespołu Dear Jack, od którego w zeszłym roku odszedł i przeszedł na solową karierę. Patrząc po ostatecznych rezultatach jego i jego byłego zespołu, który również brał udział w tegorocznej edycji – nie wyszło im to na dobre. Ten utwór to taki typowy radiowy kawałek, który świetnie się w radiach sprzeda. Szybki, energiczny.

8. Annalisa – Il Diluvio Universale
Zakochany w Annlisie jestem od poprzedniego San Remo, na którym zaprezentowała utwór Una Finestre Tra Le Stelle, który do dzisiaj krąży po playlistach. W tym roku zaprezentowała się średnio a na pewno gorzej niż rok temu. Piosenka średnia ale i tak dużo lepsza niż pozostała reszta.

Odnośnie pozostałych 8 artystów to zacytuję słowami krytyka F. Kiepskiego: Dno, dno i jeszcze raz dno. Niestety ale niektórych się nie dało słuchać choćby Neffa albo Bluvertigo. Coś okropnego dlatego też nie ma sensu się nad nimi dłużej rozwodzić.

Kilka słów jeszcze do trzeciego wieczoru w którym artyści zaprezentowali covery. Tak jak przed momentem wspomniałem, tutaj zasłużenie wygrała grupa Stadio, która zaśpiewała cover piosenki Lucio Dalla – La Sera Dei Miracoli. Dawno nie słyszałem tak rewelacyjnej piosenki i tak sentymentalnego, nostalgicznego wykonania. Może wokalnie średnio ale i tak całością występu wygrali wszystko. Drugie miejsce dałbym Lorenzo Fragoli, który zaśpiewał piosenkę Francesca De Greogori – Le Donne Cannone. Nie znałem wcześniej tego utworu a okazało się, że to jeden z najpiękniejszych jakie mogłem usłyszeć. Wspaniały tekst, którzy rzuca na kolana, tyle poezji w tak krótkiej piosence. Coś niesamowitego. Trzecie miejsce podzieliłbym między dwie kobity – Annalisę i Noemi. Ta pierwsza rewelacyjnie zcoverowała piosenkę America z repertuaru Gianny Nannini choć niektórzy twierdzili, że zabrakło pazura, którego w oryginalne jest nawet trochę za dużo. Noemi natomiast zaśpiewała rewelacyjnie utwór Loredany Berte – Dedicato. Poza podium wrzuciłbym Francescę Michielini, która zaśpiewała utwór Lucio Battisty – Il Mio Canto Libero.

W tym roku jako super opsiti czy super goście, goście specjalni pojawiły się trzy wspaniałe włoskie gwiazdy. W pierwszym wieczorze pojawiła się Laura Pausini, która wróciła na deski teatru Ariston po 22 latach. Piękny występ. Zaśpiewała m.in Strani Amori, utwór z którym zajęła 3 miejsce na Festiwalu w San Remo w 1994 roku a także utwór La Solitudine czyli wygrana piosenka z kategorii Nowości z Festiwalu w San Remo w 1993 roku. To chyba był najciekawszy fragment całego występu bo przygotowano specjalnie na tą okazję kurtkę, w której Laura wystąpiła 23 lata wcześniej. Całość wyszła naprawdę świetnie a publiczność potwierdziła to długimi owacjami. Laura wypadała świetnie ale to na drugi wieczór czekałem najbardziej. W drugim wieczorze pojawił się Eros Ramazzotti, który świętował 30 lecie zwycięstwa na festiwalu. Eros w 1986 roku wygrał San Remo z piosenką Adesso Tu, którą zaśpiewał właśnie w czasie tegorocznego festiwalu. W repertuarze pojawił się jeszcze utwór Terra Promessa, czyli wygrana piosenka z Nowych Propozycji z San Remo 1984, Una Storia Importante, utwór z którym Ramazzotti wystąpił na San Remo w 1985 roku. Między nim a Carlo Contim, prowadzącym festiwal wywiązał się wspaniały dialog odnośnie rodziny, miłości. Świetnie się słucha Erosa nie tylko jak śpiewa, ale jak po prostu mówi o rzeczach ważnych w życiu. Na koniec pożegnał wszystkim utworem Rosa Nata Ieri, czyli piosenka z najnowszej płyty Perfetto. Tak samo Laura jak i Eros dostali przeogromne owacje.

W czasie piątego wieczoru jako super gość pojawiła się inna legenda włoskiej muzyki – Renato Zero. Wspaniały występ tego utalentowanego artysty. Choć ma już swoje lata to jednak nadal jest świetny ale już nie tak kontrowersyjny jak kilkanaście lat temu. Zaśpiewał swoje największe hity w tym mój ulubiony – Il migliori anni della nostra vita. Natomiast w czasie trzeciego wieczoru nastąpiło również przełomowe wydarzenie we włoskiej muzyce rozrywkowej. Po ponad 40 latach zaśpiewali znów razem. Kto? Zespół Pooh w starym składzie czyli razem z Riccardo Foglim. Wokalnie tragicznie ale sentymentalnie na najwyższym poziomie.

Całość oglądało się całkiem dobrze nawet pomimo tego, ogólnego średniego poziomu. Patrząc po komentarzach w internecie, na facebooku, nie tylko ja mam taką opinię. Zbyt dużo reklam, czasu dla sponsorów itp. Ja wiem, że to ważne, że z tego są pieniądze ale to przeszkadza tym, którzy tych pieniędzy dają najwięcej – widzom przed telewizorem. Sporo lokowania produktu, który został mało umiejętnie wciśnięty.

Tegorocznego San Remo opiewało w dużą dozę humoru a to za sprawą prowadzących. W tym roku ponownie głównym konferansjerem był Carlo Conti a towarzyszyła mu włoska aktorka Virginia Raffaele, rumuńska modelka Mădălina Ghenea i włoski aktor Gabriel Garko.

No cóż… teraz czekać kolejny rok na kolejny festiwal 😉

Ronnie O’Sullivan – Running – Autobiografia Mistrza Snookera

Nie dowiedziałbym się pewnie o tej książce gdyby nie krótka recenzja pana komentatora w czasie relacji z turnieju snookerowego Championship League Snooker 2016.  Nie dowiedziałbym się, że Ronnie O’Sullivan, legenda tego sportu, napisała autobiografię.

IMAG1599-2Postać Ronniego zawsze mnie intrygowała. Ot koleś, który gra całe życie w snookera, zgarnął 5 tytułów mistrza świata, zapisał się na kartach historii wbijając break’a 147-punktowy w najkrótszym czasie i który jest żywą legendą tej dyscypliny. Z jednej strony mistrz a z drugiej oszołom, który nie radzi sobie w pewnych sytuacjach, czasami wydaje się lekko psychiczny a momentami nawet bardzo. Taki obraz wyłania się z przeciętnego odbiorcy snookera jakim ja właśnie jestem.  Przez wiele lat O’Sullivan powodował w ludziach skrajne emocje – począwszy od tych najlepszych, wychwalających go ponad wszystko do tych najgorszych, skreślających go jako zawodnika a nawet człowieka.

Ta książka pozwala dowiedzieć się o nim nowych i zaskakujących rzeczy.  Bo kiedy myślałem, że on ma z głową coś nie tak, to okazuje się, że było to spowodowane szeregiem różnych problemów, większych, mniejszych, rodzinnych itp.  Można powiedzieć, że jest to swoiste rozgrzeszenie Ronniego z pewnych przykrych incydentów i wytłumaczenie kibicom dlaczego momentami jego zachowanie było niezrozumiałe, dziwne.

Po przeczytaniu trzystu stron, obraz Ronniego w moich oczach ale myślę każdego kibica, zmienia się diametralnie. Odwraca się o 180 stopni.  Dzięki tej książce zrozumiałem, że życie Ronniego O’Sullivana nie jest tak proste jak mogłoby się wydawać. To osoba, która przeszła w życiu dużo więcej niż każdy z nas. To człowiek, który zmagał się z uzależnieniami od alkoholu, narkotyków, który był w głębokiej depresji i którego ojciec znalazł się w więzieniu oskarżony o morderstwo. To człowiek, któremu całe życie niszczyła się rodzina, wieloletnia walka o dzieci z byłą żoną, problemy z przyjaciółmi i w końcu problemy z samym sobą. Okazuje się, że Ronnie jest bardzo silnym facetem, który pomimo tylu potknięć, wciąż daje radę a to wszystko dzięki jedynemu zdrowemu uzależnieniu – bieganiu.

Nie ukrywam, niektóre wątki dotyczące biegania, trochę nużą czytelnika ale na szczęście są one poprzeplatane z historiami z kariery jako sportowca czy dotycząca ta najgorszych momentów w jego życiu.  Mówią, że to geniusz. Patrząc na jego grę z pewnością tak jest, jest świetny w każdym elemencie snookera. Dla mnie jest też genialny jako człowiek. Bo godnym naśladowania jest fakt podnoszenia się po każdej porażce, zwłaszcza tej życiowej i próbowanie poukładania wszystkiego na nowo.

W trakcie czytania odbywał się Masters, jeden z lepszych turniejów snookerowych. Patrząc na mecze O’Sullivana, patrzyłem już na niego nie jak na przygłupa a raczej z dużym zrozumieniem i jakąś taką większą sympatią niż zawsze.  Słuchając odgłosów z trybun może się wydawać, że nie tylko ja mam takie wrażenie.  Wygrał ten turniej z dużą klasą. Teraz nic, tylko czekać na Mistrzostwa Świata i kibicować mu w osiągnięciu szóstego tytułu.

Książkę polecam, to typowy odmóżdżacz.  Pozycja koniecznie do przeczytania dla każdego fana snookera. Książka dla każdego, kto lubi życiową literaturę,  szczerą spowiedź wielkiego człowieka.

Ocena:    

WŁOCHY – Włoski trip część 2 – Florencja – 2015

Do Florencji zajechałem na sam wieczór i jedyne o czym marzyłem to położyć się spać. Niestety zarezerwowany B&B okazał się beznadziejnym miejscem bo nikogo nie było a telefon pozostawał nieodbierany. Jak to bywa w moich wojażach zawsze może być gorzej i dla uszczęśliwienia mnie zaczął konkretnie padać deszcz. Cud, że w czasie całej wyprawy towarzyszył mi internet i tylko dzięki temu udało mi się znaleźć hostel i przekimać nockę, a że było całkiem wygodnie to i drugą też.
Florencja ma to coś czego nie ma żadne inne miasto. Ten zapach, ten klimat.  Dwa florenckie dni okazały się bardzo słoneczne i ciepłe co pozwoliło odwiedzić wszystkie miejsca, które sobie wcześniej zaplanowałem a i poznanie innych również pięknych i cudownych. Czytaj dalej