Krzysiu, gdzie jesteś?

Krzysiu, gdzie jesteś? Oh, jak dawno mnie nie było w kinie… Zawsze mi jest tam nie po drodze. Zresztą wydaje się strasznie drogie za obejrzenie półtora godzinnego filmu. Pewnym zbiegiem okoliczności jednak wylądowałem w koszalińskim Multikinie. Oczywiście u boku Ukochanej. Paleta filmów była tak „szeroka” że ciężko było coś wybrać. Naprawdę wybór jest ubogi i mało zróżnicowany gatunkowo. Horror, komedia, bajka, horror, komedia, bajka, horror, komedia, bajka i to właściwie na tyle. Padło zatem na film którego reklamę widziałem kilka razy w telewizji i wydawał się całkiem interesujący: Krzysiu, gdzie jesteś?
Czytaj dalej

Muzyczny poniedziałek #12 – Al Bano – È La Mia Vita (Paura Alla Maledive) (XVI)

Al Bano & Romina Power - Nostalgia Canaglia - Festival Di San Remo 1987Mieć dziecko w wieku czterdziestu lat to rzecz wspaniała. Jest to przeżywanie najgłębszych uczuć związanych z rodzicielstwem. W przypadku Cristel czułem się jak lew który zdolny jest stawić czoła wszystkim trudnościom jakie można sobie wyobrazić i wszystko poświęcić. Jednocześnie w tym samym czasie byłem rozbity, pozostawałem na łasce nieskończonej kruchości która przychodziła nawet wtedy kiedy byłem uśmiechnięty. Jak już mówiłem, ostatnie trzy miesiące ciąży Romina pozostawała w domu. Wiele zobowiązań zawodowych musieliśmy przez to opóźnić i teraz trzeba było się z nimi zmierzyć. Znowu zaczęliśmy podróżować, tym razem zabierając ze sobą małą Cristel. Czytaj dalej

GRECJA – Saloniki na dwa dni i plaża w Peraia

O dworcu w Sandaski pisałem w poprzednim wpisie. Po dwóch dniach nieobecności z powrotem pojawiliśmy się w tym zacnym budynku. Tym razem czas odwiedzić Saloniki w Grecji i takiego szukaliśmy połączenia. Nieznajomość cyrylicy i brak internetu sprawił, że trzeba było próbować pogadać z panią w okienku. Zaproponowano nam bilet na autobus za 33 lewy sztuka. Na taką cenę naturalnie nie mogliśmy się zgodzić widząc dzień wcześniej bilety u innego przewoźnika za 18 lewów. Moja cebula wygrała i grzecznie podziękowaliśmy za tą jakże wspaniałą ofertę. Jedynym mankamentem tańszej oferty był fakt, że autobus nie odjeżdżał z dworca głównego w Sandaski tylko przy knajpie na wylotówce z miasta. Początkowo to nie było przerażające więc poszliśmy na to i staliśmy się dumnymi posiadaczami dwóch biletów na busa do słonecznej Grecji na kolejny dzień. Czytaj dalej

BUŁGARIA – Piramidy w Melnik

Ziemia spalona do granic możliwości. Tylko poupychane kamienie w drodze dają poczucie, że gleba ta nie uległa jeszcze całkowitej erozji. W niektórych miejscach widać już pęknięcia a w innych teren zaczyna dopiero powoli kruszeć. Zastanawiam czy to przypadkiem nie pustynia Atakama gdzieś w północnym Chile. Szybko jednak dochodzę do wniosku, że to tylko Bułgaria. Wędrówka najpierw przez lasy, potem przez polany by w końcu zacząć podejście pod piramidy okazała się morderczą ale jakże szczęśliwą. Dotarcie do Melnik nie należy do tych najłatwiejszych ale wszystkie panoramy i krajobrazy są warte tego czasu, pieniędzy i zmęczenia. Najmniejsze miasto w Bułgarii pozostawiło bardzo przyjemne wspomnienia. Czytaj dalej

BUŁGARIA – Góry Vitosha

Zawsze lubiłem chodzić po górach. Lubiłem i lubię chociaż rzadko kiedy mam do tego okazję. Góry to coś nadzwyczajnego. To coś niesamowitego gdzie człowiek zupełnie inaczej funkcjonuje. Cały organizm inaczej działa. Cała dusza kołysze się zupełnie w innym rytmie. Monstrualne, prężące muskuły szczyty gdzie każdy kolejny wydaje się toczyć bitwę o to by to właśnie jego nazywać mianem najwyższego. Skały ostre jak brzytwy pokazują jak niedostępne są to miejsca. Wśród nich maleńcy ludzie którzy pragną wedrzeć się na samą górę i poczuć się jak król świata. Poczuć jakiś kraniec, nawet jeśli to tylko pozory bo zawsze można wchodzić wyżej i wyżej. Ludzie i góry zdają się nie lubić wzajemnie. Nie dążą się sympatią. Góry ze swoją monumentalną osobowością nie dają się ugiąć pod ciężarem tego małego człowieka dlatego też większość pojedynków właśnie one wygrywają. Tutaj trzeba mieć szacunek i bez różnicy czy to mały pagórek w masywie Vitosha czy sam Mount Everest. Mimo wszystko warto zacząć od tych mniejszych dlatego też wybraliśmy się na treking w sofijskie góry. Czytaj dalej

BUŁGARIA – Spokojny Płowdiw

Lot z Bergamo był spokojny. Wychodząc na główny hol lotniska w Płowdiw poczułem to samo co wysiadając, ponad rok wcześniej, na lotnisku w Rabacie. Zwyczajną nienawiść do małych aeroportów. Szybki rzut okiem na całą przestrzeń tego miejsca i domysł, że ciężko będzie stąd dotrzeć do centrum miasta. Nie ułatwiła nic godzina przylotu. Późnym wieczorem wszystko już było pozamykane i tylko garstka ludzi stała na samym środku wypatrując osoby na które czekali. Brak kantoru oznaczał kłopoty ale z pomocą przyszedł bankomat schowany na samym końcu. Na szczęście działający. Wypłaciłem tylko tyle pieniędzy by mieć na dojazd do hostelu i małe zakupy by nie umrzeć z głodu. Po wyjściu z terminala ujrzeliśmy dwa rzędy taksówek i prywatnych samochodów – te przyjeżdżały tak szybko jak odjeżdżały. Pojawiła się wątpliwość którą taksówkę wziąć. Czy jest tu jakaś kolejka? Chciałem chwilę poobserwować otoczenie by wiedzieć jak się poruszać i jak załatwić bezpieczny dojazd do centrum. Z perspektywy czasu może to wydawać się głupotą ale zdecydowanie wolę powoli stawiać kroki niż lecieć w biegu by się połamać. Czytaj dalej

Pamiętne mecze piłki nożnej

Nieubłaganie, wielkimi krokami, zbliża się mundial.  Tylko kilka dni zostało do rozpoczęcia Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2018.  Impreza na którą trzeba czekać tyle czasu ale kiedy już jest to człowiek poza nią nie widzi nic innego. Z jednej strony jest to piękne a z drugiej dla kogoś kogo to zupełnie nie obchodzi z pewnością irytujące.  Ja w dzisiejszym wpisie chciałbym trochę sobie powspominać. Pamiętne mecze piłki nożnej… ileż ich jest… W końcu praktycznie całe moje życie związane jest mniej lub bardziej z piłką nożną. Kiedyś bardziej w praktyce teraz raczej teoretycznie ale wciąż z ogromnym zainteresowaniem.
Czytaj dalej

Giro D’Italia – 2018

Kolarstwo… kolarstwo… kolarstwo. Kiedyś ten sport był dla mnie dziwny, niezrozumiały. Jak można fascynować się setką facetów którzy jadą w obcisłych gaciach na rowerze. Nic się nie dzieje i tak jadą i jadą i tyle właściwie tej relacji. Kiedy widziałem, że zamiast meczu piłki nożnej który akurat chciałem obejrzeć, dają kolarstwo, to wściekałem się. Jakim prawem ten pseudo sport może być na żywo kiedy równocześnie dzieją się dużo ciekawsze rzeczy w innej dyscyplinie. Nie tylko nie rozumiałem jak można to oglądać ale także jak samemu jeździć na rowerze bo uważałem to za słaby sposób na spędzanie wolnego czasu. Przez długi czas nawet nie miałem roweru no bo po co skoro nie lubię. Wszystko zmieniło się wraz z przeprowadzką nad morze. Czytaj dalej

Marco Masini – T’Innamorerai (#016)

Marco Masini - T'Innamorerai - 1993 Dzisiaj w odtwarzaczu płyta która na mojej półce jest już od kilku dobrych lat. To między innymi od niej zaczynałem swoją fascynację językiem włoskim a przede wszystkim muzyką. To album który nie został należycie doceniony głównie przez charyzmatyczny wokal i niepokorne piosenki. To artysta który pokazał, że pomimo rzucanych kłód pod nogi, można wysoko zajść i wystarczy wierzyć w swoje umiejętności i przeć do przodu. Polskim słuchaczom pewnie powie to nie wiele ale w tym wpisie chciałbym zrecenzować album Marco MasiniT’Innamorerai. Czytaj dalej

Eros Ramazzotti – Tutte Storie (#015)

Eros Ramazzotti - Tutte Storie - 1993 Przez jakiś czas miałem problem z serwerem i blog najzwyczajniej nie działał. Teraz jest już wszystko okej więc pora zabrać się za pisanie, regularne pisanie. Mamy maj choć pogoda bardziej przypomina lato. W przygotowaniu mam jeszcze kilka innych wpisów – recenzji i innych pierdół ale dzisiaj recenzja płyty. Płyty która jest nastrojowa, emocjonalna i po prostu piękna. Na mojej półce od lat, od lat znam te piosenki ale dzisiaj wkładając krążek do odtwarzacza, znalazłem ukrytą w niej wspaniałość. Cóż tak zachwalam? Album Tutte Storie włoskiego artysty – Erosa Ramazzottiego. Czytaj dalej