Archiwum

Archiwum dla ‘Prywatne’ Kategoria

Uaktualnienie.

Sierpień 17th, 2010 Brak komentarzy

Ostatnio nie miałem pomysłu na cokolwiek co mogłoby się nadawać na dodanie na tego bloga.  Miałem pisać częściej ale coś mi to nie wychodzi. Trzeba to będzie naprawić jakoś.  Zauważyłem ostatnio wzrost publiki odwiedzającej mojego bloga np. we wtorek, 10 sierpnia zanotowałem najwyższą ilość unikalnych odwiedzin od powstania tego bloga! Wbiła się seteczka a dokładnie 105 osób czytało moje smętne notki.  O dziwo to nie był żaden atak spamerów ;p większość osób wchodziło z googli, i tu jest zagadka po co? Ha, ale i tak dziękuje, uradowaliście mnie tym niesamowicie.

Ostatnie 2 tygodnie bezmyślnego leżenia dupą do góry. Te wakacje zaliczę do średnich, mimo, że nie pojechałem tam gdzie chciałem, ba nie pojechałem nigdzie ale to z pewnych powodów i te plany które miały być realizowane przesunęły się o rok, jednak zobaczyłem, że mogę przeżyć bez Internetu prawie 2 miesiące wykorzystując ten czas na czytanie książek, słuchanie muzyki, oglądanie miasta i po prostu leniwe leżenie na łóżku.

Technikum Hotelarskie, brzmi ładnie, jak będzie to się dopiero okaże. 4 lata i jestem wolny, już snuję plany na temat drogi jaką przemierzę Europę za ten utęsknione 4 lata. Zatrzymam się na pół roku w jakiejś włoskiej wiosce i spełnie swoje jedno z wielu marzeń.  Tylko cztery lata czy aż cztery?  Coś nie samowitego, że muszę czekać tyle czasu żeby po prostu wyjechać z tego nędznego kraju.

Jestem dziwny, chyba… całe towarzystwo z którym się obracałem do tej pory lubiło chodzić na dyskoteki, palić, chodzić całymi dniami po dworze i beznadziejnie  włócząc się marnując nie tylko swój czas ale mój czas który jest na wagę złota. Może się to wydawać, ale nie lubię marnować czasu. Chociaż chciałbym sobie wyłączyć pewien zegarek w głowie i oderwać się od pojęcia popularnego czasu.  Jednak z uwagi na kilka spraw nie jest to możliwe do zrealizowania w najbliższych latach.   Czasami chciałbym wejść do swej czaszki ; d i  zobaczyć co tam siedzi o ile w ogóle coś jest ale co do tego nie mam wątpliwości.  Co powoduję, że zachowuje się i robie wszystko na odwrót niż moi rówieśnicy.

Obiecałem sobie zmienienie formuły bloga bo ta mi się już znudziła i krótko mówiąc jest do dupy.  Od dzisiaj zapowiadam bardziej ciekawsze tematy niż jakieś tam przemyślenia. One też będą się pojawiać ale w innej formie zresztą sami zobaczycie.

Ten wpis był jako takim uaktualnieniem blogowych spraw, jak tylko otrzymam w swoje łapy Internet to od razu wprowadzę pewne zmiany nad którymi rozmyślałem. Dla tych którzy czekają na serwis o Al. Bano, nie bójcie się on jest już prawie skończony.  O wszystkim was poinformuję.

Cześć ;-)

Kategorie:Prywatne, Sprawy codzienne Tagi:

Gdy na lekcjach nudno.

Czerwiec 8th, 2010 Brak komentarzy

Można powiedzieć że ukończyłem już gimnazjum. Co prawda do końca roku zostały jeszcze jakieś 2 tygodnie, ale już oceny wystawione, więc można sobie podsumować trzy lata ciężkiej harówy.

Różne rzeczy się robi na lekcjach. Można spać, co w moim przypadku było częstym sposobem spędzania lekcji. Można pogadać, porysować, pośmiać się, popisać wiersze, odrobić lekcje, śpiewać, chodzić po klasie, krzyczeć, drzeć się, udawać, że się nie słyszy nauczycielki, spóźniać się, nie przychodzić w ogóle na lekcje, jeść, pić, denerwować, przedrzeźniać, płakać.

Moje najbardziej ulubione zajęcia to było rysowanie i odrabianie lekcji.  Podarłem większość zeszytów, co za tym idzie pozwoliło mi to na zrobienie skanów nie których moich twórczych prac. Niestety nie są to wszystkie, a najlepsze już dawno wyrzuciłem.

Ogólnie, przez 3 lata gimnazjum nauczyłem się, że istnieje takie pojęcie jak nie sprawiedliwość, znieczulica społeczna i jakby powiedział Ferdynand Kiepski : „Panie, tu jest bród, smród i ubóstwo.”  Tak wygląda dzisiejsza szkoła.

Jako iż byłem w najlepszej klasie a nie szczególnie chciało mi się uczyć miałem gorzej niż dziewczyny które miał same piątki i szóstki. Moją słabością jest na pewno to, że nie lubię słuchać tego o czym nauczyciel mówi na lekcjach, mało mnie to interesuje bo przeważnie są to teksty wyklepane od paru lat przez danego nauczyciela.  Rok w rok dyktuje się to samo, więc jeżeli bym pożyczył zeszyt w tamtym roku od trzecioklasisty to porównując z moim zeszytem z tego roku byłoby dokładnie to samo, nawet takie same zadania domowe.  Są wyjątki, nie którzy potrafią przedmiotem zainteresować albo chociaż zachęcić do nauki, ale przeważnie im się nie chce, bo nie mają też żadnej motywacji w tym żeby nam coś nowego pokazać. Jako tako jeszcze idzie z przedmiotami humanistycznymi gdzie po prostu można się nauczyć danego materiału na pamieć i nie ma tu niczego przy czym  trzeba byłoby bardziej wysilać mózg. Gorzej ze ścisłymi, gdzie nauczyciel powinien umieć wytłumaczyć. Jeżeli pierwsza lekcja danego działu nie będzie zrozumiana to potem cały dział leży, bo co to za blok skoro nie ma fundamentów.  Tak jak z blokiem powinno być np z matematyką, tłumaczyć najpierw podstawy danego materiału a nie zaczynać od zadań i tłumaczyć to na przykładzie rozwiązywanych zadań tylko dlatego, że wszyscy to powinni umieć choćby z poprzednich lat. To że jaśnie pani nauczycielka skończyła studia jakieś tam matematyczne i zna wszystko na pamieć to nie znaczy, że ja który nienawidzę matematyki będę umiał doskonale to co było 3 lata temu. I tu zaczyna się problem, bo kiedy ta głupia baba widzi, że nie umiem i doskonale wie że się tego nie naucze to robi mi na złość biorąc mnie co lekcje do tablicy. Przecież to debil wie, że skoro nie umiem to i przy tablicy nie zrobię tego nawet z jej pomocą która i tak nic mi nie daje. I co z tego że sie przemęcze przy tablicy, jak i tak tego nie będę rozumiał. Gdzie sens, gdzie logika.

Kolejny absurd. Nauka języka polskiego ! dzień dobry. Przez 3 lata nie ruszyliśmy podręcznika od literatury. To ja się pytam po co każesz kupować ten podręcznik skoro i tak masz zamiar z niego nie korzystać? I niech mi teraz ktoś powie, po kij mi wiedzieć czy to co teraz pisze to zdanie podrzędnie złożone czy może nadrzędnie proste? przecież to nie jest mi do niczego potrzebne.  Na polskim powinno się omawiać polską literaturę, kulturę, obyczaje, sama nazwa wskazuje.

Dlaczego mam się uczyć czegoś co mi się w życiu nie przyda i doskonale o tym wiem. Bo skoro teraz nienawidzę matematyki to już jej nie polubię co za tym idzie że nie zostanę matematykiem.  Rozumiem, że chcą nauczyć podstaw, ale jak to są podstawy to pocałujcie mnie gdzieś.

Jakby przemyśleć to np w Stanach Zjednoczonych poziom edukacji jest żenująco nisko, ale jakoś wszyscy są szczęśliwi i coś w życiu zdobyli. Jeżeli na jednego amerykanina przypada 1,5 samochodu a PKB na jedno mieszkańca jest 10 razy większa niż u przeciętnego polaka to gdzie leży wina? Leży w tym co nauczyciele w Polsce próbują nauczyć. W USA uczą tego co praktyczne, co na pewno się przyda w życiu, w różnych sytuacjach. Nie uczą  na poziomie ponad podstawowym o tlenku siarki jakimś tam i jego wadach i zaletach bo jest to nie praktyczne, jeżeli ktoś będzie pracował w zawodzie powiązanym z tym to się tego nauczy w szkole wyższej, a po co komu to wiedzieć na niższym poziomie.  Jestem urodzonym humanistą w 100 procentach.  Kocham uczyć się języków, interesuje się gospodarką / polityką, historią itp.  I wiem, że moja dalsza nauka bedzie jak najmniej opierała sie na przedmiotach ścisłych co za tym idzie, że będę miał taki zawód z kategorii humanistycznych. Nauczyciele w Polsce narzucają uczenie się materiału na pamięć, a nie na zrozumienie i logikę. Ważne jest to ile dasz rade zapamiętać a nie ile z tego zrozumiesz.

Ostatni raz

Maj 31st, 2010 7 comments

Pogrążony we śnie, zmęczony po całym dniu szkoły, jak codzień wracam tym śmierdzącym autobusem do domu.  Jako iż to prawie rok dojeżdżam i zawsze tym samym busem zawsze siadam w swoim ulubionym miejscu, w kąciku, tak żeby nie było specjalnie widać że całą godzinę jazdy po prostu śpię. Mam o tyle dobrze, że wsiadam przystanek za pętlą co daje mi zawsze puste miejsce w autobusie.  Zwykle wykonuję szybki telefon, potem włączam Ipoda i zasypiam. Problem się robi kiedy na następnym przystanku roi się od moherów i innych starszych osób. I każda z tych starszych osób za najlepsze miejsce zawsze obiera moje, nie wiem czy mi na złość, ale po prostu mam takie nie bywałe szczęście, i choćby autobus był pusty to i tak zawsze ktoś koło mnie siądzie i nie ważne że obok jest pusto. Z każdym przystankiem nabywa tych dziadków wszystkich, a tak na marginesie to ja się pytam, gdzie te wszystkie dziadki jeżdżą w dni powszednie o 6 rano? no gdzie się pytam… na promocje ziemniaków w carefurze czy może pomidorów w tesco? ale dobra pozostawmy tą odwieczną tajemnice hm w tajemnicy.  Wracając do tematu więc gdy nie ma już wolnych miejsc, wszyscy biegną do mojego miejsca. Stają i zaczynają albo sapać, albo znacząco patrzeć się w moją stronę wzrokiem takim żeby słoniowi trąba opadła.  Ewentualnie są tak perfidne nie które, że potrafią syczeć, stękać, wymachiwać zakupami, różne rzeczy już widziałem. Natomiast jeszcze inne potrafią po prostu podejść poszturchać i walnąć tekstem, że ją nogi bolą i z łaski swojej mógłbym ustąpić miejsca. Zwykle daje za wygraną bo jestem padnięty na pysk i nie mam ochoty się kłócić, ale perspektywa godzinnego stania w rzucającym się na lewo i prawo autobusie nie jestem niczym przyjemna.  Przecież w cenie biletu jest uwzględnione siedzenie, jak baba chce usiąść na moim miejscu równie dobrze może mi za nie zapłacić. Albo niech sprzedają bilety stojące tańsze i siedzące droższe. Nie jest moim obowiązkiem wstawanie, a moim osobistym wyborem, mniej kulturalne jest plucie się do mnie o miejsce.  Wiadomo, że w godzinach szczytu jest masa ludzi, a one wszystkie jak na złość wsiadają zawsze wsiadają w godzinach gdzie jest najwięcej ludzi i z siatkami większymi niż dupa kangura.  Ostatni raz wstaje i ustępuje miejsce śliniącej się głupiej babie, nie mam zamiaru męczyć się stojąc jak debil. Koniec, raz na zawsze jak chcą siedzieć niech sobie nocnymi jeżdżą, mnie to nic nie obchodzi. I choćby nie wiem jak była obolała nie wstanę! choćby miała się przewrócić nie wstane! choćby miały jej ziemniaki z reklamówki wypaść nie wstanę!  Możecie mi mówić że nie mam kultury, że to nie etyczne tylko o jedno was proszę, nie mówcie, że jestem nie wychowany, bo to nie ma nic do siebie. Wychowanie to proces który trwa od narodzin a postępowanie etyczne w danym momencie to co innego. Więc kochani starsi ludzie, nie ustąpię wam miejsca  nigdy więcej. Pozdrawiam was serdecznie i całuję. LaPavlo ;)

Do którego wagonu wsiądziesz?

Maj 27th, 2010 2 comments

Życie to nic innego jak podróż pociągiem. Jest w tym jakiś głębszy sens który nadaje temu wszystkiemu smutek zmieszany z radością? taki paradoks.   Nie wybieramy sami wagonu do którego wsiądziemy, rodząc się wsiadamy do pociągu odnajdując osoby które chcemy żeby nam towarzyszyły do końca podroży, do ostatniej stacji – rodziców. Niestety jest inaczej, oni wysiadają gdzieś po drodze zostawiając nas samych, bez opieki, troski, czułości.  Jednak my kontynuujemy podróż i spotykamy po drodze braci, siostry, przyjaciół którzy w nie wielkim stopniu zapełniają pustkę po rodzicach.  Nie które osoby wsiadają przypadkowo, robią sobie krótką przejażdżkę albo nie mają biletu i wysiadają na następnej stacji.  Wsiadają także takie w towarzystwie których odczuwamy smutek, radość,  tacy którzy bawią się w konduktora i chodząc po całym pociągu pomagają innym. Ten pociąg ma nie ograniczoną ilość miejsc, nieskończoną ilość wagonów i ciągnących lokomotyw, dlatego pogrążamy się w smutku gdy wysiadają nasi najbliżsi a nie zwracamy uwagę na innych, którzy zwolnili miejsce. Często jak tak, że Ci na których nam najbardziej zależy siedzą najdalej od nas i to bez nich będziemy musieli przebyć naszą podróż. Są i tacy którzy próbują się przemieścić do tych osób, jednak jest to droga za życie, gdyż w nasze miejsce ktoś inny usiądzie i zajmie nam miejsce które było przeznaczone tylko dla nas.  W życiu nie ma powrotów, nie pytaj dlaczego bo i tak Ci nie odpowiem, tak to wszystko jest skonstruowane.  Nie ma powrotów ale są marzenia i fantazje które warto spełniać w tej krótkiej podróży. Warto także poznawać wszystkich ludzi, ich charakter, szukając w każdym z nich najlepszych cech.  Nigdy nie wiemy gdzie i na której stacji wysiądziemy, ani gdzie wysiądą nasi towarzysze. Nikt tego nie wie i może to jest takie magiczne w życiu. Kiedy wysiądę z tego pociągu chciałbym poczuć radość i szczęście, że nie przespałem tej podróży i wykorzystałem ją do maksimum.  Chciałbym aby na moim byłym miejscu w pociągu pozostała etykietka „tu siedział ktoś kto przeżył swoje życie po swojemu pomagając innym uśmiechem”,  i aby każdy siadający w moje miejsce robił tak samo jak ja.

Dzień matki.

Maj 26th, 2010 Brak komentarzy

Z okazji dnia Twojego święta

Życzę Ci dużo zdrowia i szczęścia

i uśmiechów, bo to najważniejsze!

Jesteś najlepsza na świecie!

Kochana Mamo ;-)

Kategorie:Prywatne Tagi:

Po powrocie.

Maj 1st, 2010 5 comments

Witajcie.  Dzisiaj 1 maja, święto bo święto, ale obowiązki zmuszają mnie a przede wszystkim złożona wam obietnica, reaktywacja mojego bloga, jednak teraz na większą skale, z większym rozmachem. Ten wpis jest bardziej organizacyjny, ale po prostu muszę to napisać bo będę nie spokojny, a tego chyba nie chcecie.  Więc po kolei, pojawiło się kilkanaście tych mniejszych i większych zmian. Przez te parę dni przerwy nie zdążyłem i tak zrobić wszystkiego, ale wystarczająco dużo aby rozpocząć nowy etap blogowego życia.

Jak widzicie wprowadziłem nowy szablon, stary jak się okazał nikomu się nie podobał, tylko wszyscy się baliście mi powiedzieć o tym, ha ! Nie wiem czemu ale jakoś sentymentalnie wróciłbym do poprzedniego ale jest nowy i niech tak zostanie. Zostanie tak przynajmniej do końca czerwca, a potem rozpocznę budowę własnego blogo-portalu. Kilka zmian między innymi w wyświetlaniu komentarzy, kilka poprawek w kodzie.  Jeszcze brakuje stron, ale przyjdą czas i na nie, więc się nie martwcie.

W międzyczasie pojawił się blog o muzyce – www.lapavlo.blogspot.com oraz zacząłem współprace z kolegą Soulo i Gossip Girl z którymi poprowadzę bloga – www.ekawiarnia.wordpress.com

Pozdrawiam cieplutko ;)

Kategorie:Prywatne Tagi:

Mała przerwa.

Kwiecień 11th, 2010 Brak komentarzy

Ogłaszam małą przerwę na blogu :)

Zawieszam wszystko co z nim związane do 1 maja 2010 roku.

Tymczasem będę pisał codziennie na drugim blogu o włoskiej muzyce – http://www.lapavlo.blogspot.com

Wszyscy którzy szukali na moim blogu koncertów dvd – zapraszam na http://www.lapavlo.pl/moje

Wracam w maju w wielkim stylu, w jakim dokładnie dowiecie się wchodząc na bloga 1 maja :D

Trochę o rynku muzycznym.

Kwiecień 1st, 2010 4 comments

Gdzieś słyszałem takie zdanie

Muzyka jest jak ocean a słuchając tylko jednego kierunku pływasz tylko w małej zatoce

Po części się z nim zgadzam, muzyka to wielki ocean, powierzchnią przewyższający wszystko co istnieje, milion gatunków muzycznych, sto milionów zespołów i miliardy piosenek. Na samym dnie pływają zespoły zapomniane, po które już nikt nigdy nie sięgnie, nikt ich nie wyciągnie na wierzch.  Gdzieś po środku znajdziemy artystów których też nikt nie słucha, ale mają dużo swoich fanów którzy zrobią dla nich wszystko, kochają ich za muzykę,  i to właśnie dla nich warto tworzyć.  No i 3 część czyli ta znajdująca się najwyżej, wszystkie gwiazdy muzyki,  które co prawda nie umieją śpiewać ale do tego dojdziemy potem.  Ta ostatnia część jest najgorsza i najmniej utalentowana, wywołująca skandale wokół swojej osoby, śpiewają dla pieniędzy, dla sławy, nie z miłości do muzyki.

Z roku na rok poziom muzyki na świecie brutalnie spada w dół, pojawiają się osoby głupie i puste jak hm..  jak blondynki :) . A skoro artysta jest pusty to i jego muzyka jest pusta, bez serca, bez uczuć i potem pojawiają się takie hiciory o pomarańczy w szklance czy innych głupich głupot. I tutaj przytoczę kolejne dobre zdanie potwierdzające to stwierdzenie tym razem będzie to fragment „Świat według kiepskich”

Panie Paździoch, skoro kasety się sprzedają to znaczy, że jest popyt, a skoro jest popyt to mnie to gówno obchodzi o czym te piosenki są

To zdanie Panny Haliny Kiepskiej idealnie podsumowuje sytuacje związaną z dzisiejszą muzyką. Typowe komercjalne g…o.  Teraz rzadko kto się trzyma swojego stylu śpiewania, każdy robi pod widownie tzn: gra taką muzykę, jaką lubią ludzie i za którą najwięcej kasy zapłacą.  To smutne doprawdy i pięknym przykładem ostatnich miesięcy jest choćby Agnieszka Chylińska ze swoją wspaniałą płytą „Modern Rocking” które oceniam na 0 w skali 0-10  a i te zero i tak za dużo. Ale co z tego? Ludzie to kupują co gorsza, i im się to podoba…

Ogólnie polski rynek muzyczny mam głęboko w d**ie, ale ze smutkiem obserwuje jego poczynienia. No cóż, ale to już nie ode mnie zależy czego ludzie słuchają.

Ostatnio skupuje płyty winylowe, po paru odsłuchaniach moich ulubionych utworów na adapterze stwierdzam że ta muzyka ma duszę, jest żywa, można ją dotknąć. Wspaniale, co raz więcej pojawia się sklepów oferujących stare płyty w stanie idealnym / bardzo dobry. Za na prawdę nie wielkie pieniądze można kupić winyle dobrych, znanych zespołów.  Oczywiście mówiąc o sklepach miałem na myśli allegro i ebay i podobne serwisy.  Stwierdzam, że kolekcjonowanie płyt to wielka frajda, i olbrzymia radość kiedy się kupi coś co wiesz, że mało kto ma a dla ciebie dodatkowo ma to jakąs wartość sentymentalna itp itd. Pomału powraca moda na płyty analogowe, ale za jakieś 10 lat znowu znikną, tym razem na zawsze już, bo przecież nikt nie nagrywa winyli z muzyką hip hop/rap/techno/house.  Stara muzyka ma to coś, czego nikt nie zabierze i nikt nie zdobędzie, niesamowity urok i charyzmę która trzyma ją przy życiu, i ma się lepiej niż dzisiejsze przyśpiewki.
P.s Wybaczcie za tak długi okres nie pisania, ale brak czasu a jeszcze bardziej weny nie pozwoliły mi tu nic nabazgrać.

Sogni – Czyli trochę o marzeniach.

Marzec 4th, 2010 Brak komentarzy

Toskania o wschodzie, spalona gorącym, południowym słońcem.  Przede mną ileś hektarów ziemi, winorośli.  I gdzieś tam między krzakami soczystych winogron przedzieram się z motyką nucąc coś po włosku.  Już wiem, że z tego powstanie własnoręcznie robione winno we własnej winnicy. Tam na dole w podziemiu już przygotowuje się beczki z winem.  Na górze dom, ogromny, kamienny dom z dużym ogrodem, otoczony lasem. Z dala od miejskiego zgiełku, hałasu,  z dala od ludzi i innych bardzo przeszkadzających obiektach.  I piękny widok, widok który będę podziwiał codziennie wstając z łóżka, finezyjnie poukładane górzyste, zielone pagórki, na jednym z nich stoi mój dom.

Tia, chyba najbardziej nie realne i oddalone o tysiące kilometrów moje marzenie.  Warto wierzyć, iż się spełni.  Znalazłem pewien odpowiadający cytat dotyczący tego tematu, mianowicie:

Jaki jest człowiek, takie są jego marzenia.

Czyli jaki ja jestem?  Skoro moim największym marzeniem jest latanie z motyką między winogronami? Zagadka nie do rozwiązania. Chociaż można wysunąć bynajmniej trzy do czterech przymiotników opisujących mnie a zgodnych z moimi marzeniami.  Pracowity?  Jeżeli chodzi o spełnianie marzeń to jestem całkowicie zapracowany, a inaczej jeżeli wchodzą w grę rzeczy których nie lubię itp itd. Ambitny? Z rokiem na rok ta cecha się oddala, a niech idzie, byle wróciła za jakieś 5 lat.  Słowniki wskazują, że bycie ambitnym to posiadanie predyspozycji do danej czynności, celu. Czyli z moich szybkich obliczeń ambicje mi są w zupełności teraz nie potrzebne.

Ale oddaliłem się od tematu.  :|

Jestem wiecznym marzycielem, i to już od dawna. W każdej chwili wyobrażam sobie i urzeczywistniam te moje skromne marzenia. Jadąc autobusem, słuchając muzyki. Czasami myślę, że nie żyje fizycznie na tym świecie, tylko świat wiruje wokół mnie.  Ale czy to dobre nastawienie? Całe życie marzyć? Dla mnie tak, to jest jak oderwanie się od świata, od problemów, ludzkiej głupoty i innych pierdół. Choć czasem doprowadza mnie to do furii, bo już bym chciał spełnić to, to jednak jest to pozytywne uczucie.

A istnieje przeciwieństwo mnie?  Znaczy się, czy są ludzie którzy nie posiadają pragnień i nie dążą do ich spełnienia?  Myślę, że nie,  człowiek nie posiadający marzeń to nie człowiek, to wrak ludzki stoczony zupełnie na dno wielkiego oceanu.  Nie trzeba śnić o wielkich rzeczach, te małe też cieszą, też sprawiają uśmiech na twarzy i radość. Znowu mógłbym zacytować to co jest wyżej, każdy człowiek jest inny, każdy ma inne pragnienia, niestety ja nad wami góruje, a mojej wyobraźni nikomu nie uda się przeskoczyć, cokolwiek to ma znaczyć :)

W odpowiedzi na temat z fronda.pl

Luty 24th, 2010 1 komentarz

Coś mnie trafia jak widzę takie beznadziejne teksty głupawych heretyków i ich blogi. Przeglądając najnowsze informacje na temat Al bano, natrafiłem się na katolickie forum Fronda.pl gdzie jeden z tematów dotyczył owego piosenkarza.  W tym wątku był poruszony temat nie ślubnych dzieci Al bano oraz zakaz śpiewania w Watykanie. Po przeczytaniu całego tematu i komentarzy stwierdzam że to banda idiotów. Już tłumaczę dlaczego.

Oto fragment tekstu:

Znany włoski piosenkarz Al Bano nie kryje swego rozczarowania tym, że nie może wystąpić przed papieżem Benedyktem XVI , ponieważ jest rozwiedziony. „Mógłbym choćby wystąpić na bożonarodzeniowym koncercie, ale nie dzwonią do mnie od lat” – powiedział Al Bano.Podkreślił, że jego „winą” jest to, że rozwiódł się ze swą żoną, również znaną piosenkarką, Amerykanką Rominą Power. Razem tworzyli niegdyś słynny duet, który podbił serca słuchaczy na całym świecie piosenką „Felicita”. „I pomyśleć, że przed papieżem Janem Pawłem II wystąpiłem aż siedem razy” – dodał Al Bano. Wyraził następnie opinię, że kościelni hierarchowie go bojkotują.”Mówią to otwarcie albo dają do zrozumienia” – oświadczył.Piosenkarz dodał: „Pewnego razu miałem uczestniczyć z innymi artystami w koncercie w Lourdes, ale nadeszło weto”.”Anulowali mój występ w ostatniej chwili mówiąc: Przykro nam, pan jest rozwiedziony” – opowiedział Al Bano.Niedawno zaś wokalista wyraził ubolewanie, że nie został zaproszony na spotkanie Benedykta XVI z artystami, jakie odbyło się 21 listopada w Kaplicy Sykstyńskiej.

Oh matko, ma nieślubne dziecko. Straszne ! Zabić go a przedtem skatować najlepiej. Nie bądźmy zbyt wrażliwi, wiem, że armia moherów od razu skreśla takiego człowieka, chociaż praktycznie nie wie o nim nic. A on zrobił tyle dla ludzi, że nawet tego nie da się zliczyć, czy w momencie kiedy ma się nie ślubne dziecko nie liczy się dla kościoła, że pomaga potrzebującym, remontuje szkoły, szpitale za własne zarobione pieniądze? Jakby dał na tace na nowego mercedesa księdza proboszcza i ferrari dla biskupa to by dostał rozgrzeszenie w tym samym dniu.   Nie dość że każdy ksiądz je i śpi za darmo to jeszcze ma czelność oskarżać kogoś kto jest świecącym przykładem dobra dla innych.  Nie denerwujmy się. Czytam dalej:

Pan Al Bano szuka w Kościele oparcia i usprawiedliwienia dla faktu, że żyje w grzechu. W czasach kremówkowo-katolickich nikomu to nie przeszkadzało i Ala Bano zapraszało się tu i ówdzie. Dlatego nieszczęśnik tęskni za temi czasami i żali się na reżym tego „złego Niemca”.

Dupa dupa dupa. Taki komentarz do powyższego stwierdzenia mógłbym zostawić, ale nie.  Al bano jako człowiek o wielkiej wierze, człowiek który jest przykładnym chrześcijaninem, człowiek który ma własną kaplice w której codziennie się modli na pewno spowiadał się z tego grzechu. A stwierdzenie „żyje w grzechu” jest na szczęście od 5 lat nie aktualne, bo już nie jest w związku z Loredaną Lecciso.  Kremówkowo-katolickie, hm myślę, że mieli tu na myśli pokolenie Jana Pawła II. JP II pozwalając Al bano który już wtedy miał ciężki grzech śpiewać w Watykanie pokazał, że nie jest jakimś sztywnym papieżem, bez uczuć, bez wrażliwości, ale jest człowiekiem który każdemu wybacza i  w każdemu przekazywał swój wieczny uśmiech.  A „zły Niemiec” zachowuje się beznadziejnie nie pozwalając uczestniczyć w świętach kościoła  na których Al mógłby zaśpiewać.

Zapraszanie Ala Bano na Watykan co najwyżej utrudniłoby nawrócenie muzyka i porzucenie grzechu, w którym tkwi(ł), w relacji z osobą nienajlepszego prowadzenia się.

On nigdy się nie odwrócił od Boga więc nie ma co się nawracać, grzech również już dawno porzucił.  Podsumowując, zostawcie go w spokoju i pozwólcie mu śpiewać,  a jak nie macie zamiaru tego robić to opiszcie też innych piosenkarzy, aktorów i polityków którzy robią podobne rzeczy albo i nawet gorsze, piszcie o księdzach którzy grzeszą i nie żyją zgodnie z dekalogiem itp itd.