Archiwum

Archiwum dla ‘Moje Poglądy’ Kategoria

Tak to już jest.

Sierpień 7th, 2010 Brak komentarzy

„Każde pokolenie ma własny styl, każde pokolenie co zmienia świat”

Najmłodsze pokolenie do którego myślę, że się mogę zaliczyć zamiast zmienić świat to go non stop psuje, niszczy i powolnie doprowadza do klęski. Kiedy widzę co wyprawiają moi rówieśnicy, młodsi i trochę starsi odczuwam nie odpartą chęć dania im wszystkim w dziób a następnie odizolować się od tej hołoty. W nawiązaniu do poprzedniego wpisu, wszystko psuje postęp techniczny. Kiedy 50 lat temu nie było filmów i gier komputerowych w ludziach nie budziła się agresja tylko z powodów ważnych wydarzeń historycznych jednoczyli się, dziś też młodzież się jednoczy, w bandy łysych, śmierdzących i bezzębnych dzieciaków którym jak to mówi mój tata, słoma z butów wystaje :D Wiadomo, że każda rzecz inaczej oddziałowywuje na każdego człowieka, jednemu gra w strzelanki się podoba i jest to zwykła chęć relaksacji i zabawy natomiast u niektórych wpada to w co taki stan psychiczny kiedy nie odróżniają świata rzeczywistego od wirtualnego i potem dzieją się tragedie. Jadę autobusem, 7 łysych palantów gdzieś w moim wieku od początku mojego wejścia męczą jakiegoś dziadka. I kiedy słyszę że taki pacan mówi do tego dziadka per:

„ Zamknij pysk ty stary ch#$u”

To człowieka krew zalewa. Gdzie tu szacunek do starszych, gdzie szacunek do ludzi… Od tych dobrodziejstw to im się w dupach już poprzewracało i to El dorado będzie trwało cały czas. Przenieśmy się teraz w kategorie muzyczne, rozmawiając z kolegą, wiernym fanem rapu dowiedziałem się, że w latach 90 kiedy powstawała ta muzyka, piosenki miały jakieś przesłanie, artysta chciał coś pokazać innym poprzez twórczość a dzisiaj na próżno szukać nutki wrażliwości w tym co komponują Ci „pseudo piosenkarze”. Kiedy widzę że jakiś zespół wypromował sobie koszulki z dumnie brzmiącą maksymą „JP” myślę sobie, fajna koszulka to czemu nie, ale jak dowiedziałem się co to znaczy. Hm, powiem co znaczy, bo wiem, że są ludzie którzy czytają mojego bloga a nie wiedzą.

„ JP – Je$#ć Policje”

I jak widzę takiego małego smroda z gilem do pasa w bluzie JP to nie wiem czy mam się śmiać czy płakać. Człowiek góra 12 lat jakie może mieć doczynienie z policją i co jemu ona zawiniła. Nic nie zawiniła ale jak coś się stanie to potem od razu biegiem na posterunek bo mu telefon zabrali albo pobili ale tak to godny reprezentant JP. Powodzenia takim ;-) Rodzice to kupują a nie wiedzą nawet co to znaczy. Głupio się przyznać ale jak usłyszałem to po raz pierwszy to myślałem, że to inicjały papieża… Popularne „disy” , popularne w kręgu raperów, polega na tworzeniu piosenek które obrażają innego rapera a wtedy ten musi napisać coś na tego. I ja się pytam po co? Niech sobie w domciu przy kawusi tak niszczą scenę muzyczną a nie poprzez takie koncerty. Jeżeli dzisiejszą młodzież będą tworzyli Raperzy to ona już jest nad przepaścią a mało brakuje żeby w niej wylądowała „per sempre”.

Zdemoralizowana, paskudna, nie dojrzała, idiotyczna, debilna, masakrycznie beznadziejna banda dzieciaków (nie wszyscy) czyli podobno przyszłe pokolenie które będzie tworzyło świat i popchnie go do przodu, popchnie ale tak że wyląduje do góry brzuchem.

Dwudziesty pierwszy wiek.

Lipiec 26th, 2010 2 comments

Naj sam pierw chciałem przeprosić za tą dłuższą nie obecność spowodowaną nie z mojej winy a w skrócie mówić wyprowadzką. Aktualnie przebywam w miejscu odosobnionym od wszelakich multimediów i jedynym moim źródłem Internetu jest popularna restauracja której nazwy tutaj nie wymienię. To jest jedyna okazja do skorzystania z tego środka komunikacji. Teraz wracamy do tematu. To już prawie 3 tygodnie kiedy nie używam Internetu ani nie oglądam telewizora, teraz wiem co tracę. Dlaczego życie nie może się zatrzymać w latach 80 ubiegłego stulecia tylko biegnie postępem technicznym do przodu i do przodu. Wszystko biegnie do przodu. Nawet ludzie zatracili pojęcie wolności, odliczają czas od początku pracy, szkoły do końca. Wszędzie się spieszą a gdzie jest na naturalna wolność która gościła w ludziach 30 lat temu? Na co ludzkości te wszystkie śmierdzące komputery, telefony komórkowe, telewizory, ajpody srajpody. Daje wam to szczęście? Niee ! wy nie wiecie co to szczęście, bo w waszym życiu stało się normą korzystanie z dóbr technicznych. Ktoś powie, po to ktoś to robi żeby ludziom ułatwić życie, ale tu nie ma co ułatwiać bo wszystko jest proste. Przytoczę tutaj cytat z kultowego serialu „Świat według kiepskich”. Halińcia, gacie to są gacie tu nima co kombinować, są gacie i jest dupa prawda, i to zestawić jedno z drugim i sprzedać” Dokładnie tak samo jest z życiem. Tu nie ma co kombinować z jakimiś wynalazkami, jakimiś robotami czy innym pierdołami które nie są potrzebne. Jest życie i trzeba z niego korzystać naturalnie, tzn: żyć pełnią życia bez „niezbędnych gadżetów”. Ludzie kiedyś byli szczęśliwsi bez Internetu, z jednym programem w telewizji , mieli to coś czego dzisiaj już nikt nie ma, mieli radość w oczach. Nie widzę już na dworze nikogo w moim wieku, młodszych którzy by jeździli na rowerze, rolkach, grali w kosza itp. Itd. Życie w ciągu parunastu lat przeniosło się z podwórka do domu. Siedzą zamknięte na 4 spusty i rozpracowują kolejny level w jakiejś grze. Podróże. Podróż dzisiaj bez samochodu, 5 gwiazdkowego hotelu, samolotu, nawigacji to nie podróż. Nie rozumiem czemu ludzie wybierają siedzenie z dupskiem w Turcji przy hotelowym basenie i nazywają to podróżowaniem. Zamieszkać w jakiejś starej budzie na czas wakacji? Eee no jak, przecież potem trzeba się pochwalić w czym się mieszkało, widoczek na morze, śniadanko do łóżka te sprawy. Dobra, ja wam nie bronie takiego czegoś, ale nie nazywajcie się od razu podróżnikami . Byłam w tym roku w 5-gwiazdkowym hotelu na Sycylii. Słuchaj, w tym basenie i restauracji przy hotelu mogłabym zostać całe życie. Kocham podróżować Taki monolog można podsumować jednym, hmm dwoma słowami: Bez komentarza. Hm ale odbiegłem trochę od tematu. Chciałbym żeby cofnąć czas, żeby wejść w taki wehikuł czasu, przesunąć wajchą i polecieć w otchłań i znaleźć się paręnaście lat temu i nie mieć już powrotu. Jeżeli ktoś mi kiedyś takie coś zaproponuje, zgodzę się bez namysłu. Wracając do gadżetów, też ich używam, w dzisiejszym życiu trudno się żyje bez tych rzeczy. Żeby zrobić przelew trzeba skorzystać albo z Internetu albo biec ze świstkiem do banku gdzie pochmurna paniusia wklepie sobie to w komputerku. Wszystko opiera się o komputery. Ludzie najczęściej starsi którzy żyją jeszcze tamtym wiekiem mają problemy żeby znaleźć się w tym tłoku informacji. Ich życie nie opierało się nigdy o komputeryzacje. W sklepach widzę coraz więcej poradników komputerowych dla seniorów. Tylko po co się ma się kogoś uczyć czegoś co i tak mu się nie przyda. Ci ludzie mają coś więcej oprócz chęci skorzystania z komputera, mają bagaż życiowy, miliony historii o wiele ciekawszych od siedzenia na naszej klasie. Takie mamuty są już rzadkością i z każdym rokiem ich populacja zmniejsza się z powodów naturalnych. Niedługo zaginie albo raczej już zaginęła idea pisana listów, teraz przecież jest e-mail i telefon i w ogóle postęp taki że szok. Wolałbym dostać życzenia dostarczone w liście niż na gadu gadu, ale jak komuś się o tym powie to wyda mu się dziwne. Tak samo jest z ciuchami i ogólnie modą. Kiedyś ludzie nie patrzyli się jak jesteś ubrany, mogłeś wszystko na siebie ubrać a nikt na to nie zwracał uwagi, a teraz? Kupuje buty, albo ktoś ze znajomych, potem się spotyka z kimś i następuje taki dialog: • Za ile kupiłeś • A za 50zł na rynku • Łoo, to straszne gówno musi być. Ja swoje kupiłem za 299,99zł i to po promocji. Jeszcze T-shirt za darmo dorzucili który normalnie wart jest 149,99zł. Jak słyszę takie coś to mnie krew zalewa. I co? Cieszysz się z tych chińskich bucików które mały chińczyk w Chinach je robił? Te za 50zł robił pewnie ten sam albo jego kolega obok. Ale nie. Znaczek Nike obowiązuje. Kiedyś wszyscy mieli w dupie ten znaczek i lubili cię takiego jakim byłeś a teraz miarą kolegowania się jest to co ubierasz, twój status społeczny, bogaty z biednym przyjaźnić się nie będą. W dupie mam takie czasy, sam z majsterkuje ten wehikuł i tyle. Najchętniej to wyprowadziłbym się gdzieś na jakieś włoskie pole z dala od jakiejkolwiek cywilizacji i tam sobie prowadził spokojne życie, z dala od wielkich metropolii, centrum handlowego itp. A moim jedynym miejscem zaopatrzenia byłby sklepik w pobliskiej wiosce oddalony o parędziesiąt kilometrów. Wiem, że kiedyś na pewno tak będzie, siądę sobie na tarasie z widokiem na winorośla, przeczytam jeszcze raz to co teraz piszę i w głębi ducha będę wiedział że spełnił swoje marzenie. SeeU 

Gdy na lekcjach nudno.

Czerwiec 8th, 2010 Brak komentarzy

Można powiedzieć że ukończyłem już gimnazjum. Co prawda do końca roku zostały jeszcze jakieś 2 tygodnie, ale już oceny wystawione, więc można sobie podsumować trzy lata ciężkiej harówy.

Różne rzeczy się robi na lekcjach. Można spać, co w moim przypadku było częstym sposobem spędzania lekcji. Można pogadać, porysować, pośmiać się, popisać wiersze, odrobić lekcje, śpiewać, chodzić po klasie, krzyczeć, drzeć się, udawać, że się nie słyszy nauczycielki, spóźniać się, nie przychodzić w ogóle na lekcje, jeść, pić, denerwować, przedrzeźniać, płakać.

Moje najbardziej ulubione zajęcia to było rysowanie i odrabianie lekcji.  Podarłem większość zeszytów, co za tym idzie pozwoliło mi to na zrobienie skanów nie których moich twórczych prac. Niestety nie są to wszystkie, a najlepsze już dawno wyrzuciłem.

Ogólnie, przez 3 lata gimnazjum nauczyłem się, że istnieje takie pojęcie jak nie sprawiedliwość, znieczulica społeczna i jakby powiedział Ferdynand Kiepski : „Panie, tu jest bród, smród i ubóstwo.”  Tak wygląda dzisiejsza szkoła.

Jako iż byłem w najlepszej klasie a nie szczególnie chciało mi się uczyć miałem gorzej niż dziewczyny które miał same piątki i szóstki. Moją słabością jest na pewno to, że nie lubię słuchać tego o czym nauczyciel mówi na lekcjach, mało mnie to interesuje bo przeważnie są to teksty wyklepane od paru lat przez danego nauczyciela.  Rok w rok dyktuje się to samo, więc jeżeli bym pożyczył zeszyt w tamtym roku od trzecioklasisty to porównując z moim zeszytem z tego roku byłoby dokładnie to samo, nawet takie same zadania domowe.  Są wyjątki, nie którzy potrafią przedmiotem zainteresować albo chociaż zachęcić do nauki, ale przeważnie im się nie chce, bo nie mają też żadnej motywacji w tym żeby nam coś nowego pokazać. Jako tako jeszcze idzie z przedmiotami humanistycznymi gdzie po prostu można się nauczyć danego materiału na pamieć i nie ma tu niczego przy czym  trzeba byłoby bardziej wysilać mózg. Gorzej ze ścisłymi, gdzie nauczyciel powinien umieć wytłumaczyć. Jeżeli pierwsza lekcja danego działu nie będzie zrozumiana to potem cały dział leży, bo co to za blok skoro nie ma fundamentów.  Tak jak z blokiem powinno być np z matematyką, tłumaczyć najpierw podstawy danego materiału a nie zaczynać od zadań i tłumaczyć to na przykładzie rozwiązywanych zadań tylko dlatego, że wszyscy to powinni umieć choćby z poprzednich lat. To że jaśnie pani nauczycielka skończyła studia jakieś tam matematyczne i zna wszystko na pamieć to nie znaczy, że ja który nienawidzę matematyki będę umiał doskonale to co było 3 lata temu. I tu zaczyna się problem, bo kiedy ta głupia baba widzi, że nie umiem i doskonale wie że się tego nie naucze to robi mi na złość biorąc mnie co lekcje do tablicy. Przecież to debil wie, że skoro nie umiem to i przy tablicy nie zrobię tego nawet z jej pomocą która i tak nic mi nie daje. I co z tego że sie przemęcze przy tablicy, jak i tak tego nie będę rozumiał. Gdzie sens, gdzie logika.

Kolejny absurd. Nauka języka polskiego ! dzień dobry. Przez 3 lata nie ruszyliśmy podręcznika od literatury. To ja się pytam po co każesz kupować ten podręcznik skoro i tak masz zamiar z niego nie korzystać? I niech mi teraz ktoś powie, po kij mi wiedzieć czy to co teraz pisze to zdanie podrzędnie złożone czy może nadrzędnie proste? przecież to nie jest mi do niczego potrzebne.  Na polskim powinno się omawiać polską literaturę, kulturę, obyczaje, sama nazwa wskazuje.

Dlaczego mam się uczyć czegoś co mi się w życiu nie przyda i doskonale o tym wiem. Bo skoro teraz nienawidzę matematyki to już jej nie polubię co za tym idzie że nie zostanę matematykiem.  Rozumiem, że chcą nauczyć podstaw, ale jak to są podstawy to pocałujcie mnie gdzieś.

Jakby przemyśleć to np w Stanach Zjednoczonych poziom edukacji jest żenująco nisko, ale jakoś wszyscy są szczęśliwi i coś w życiu zdobyli. Jeżeli na jednego amerykanina przypada 1,5 samochodu a PKB na jedno mieszkańca jest 10 razy większa niż u przeciętnego polaka to gdzie leży wina? Leży w tym co nauczyciele w Polsce próbują nauczyć. W USA uczą tego co praktyczne, co na pewno się przyda w życiu, w różnych sytuacjach. Nie uczą  na poziomie ponad podstawowym o tlenku siarki jakimś tam i jego wadach i zaletach bo jest to nie praktyczne, jeżeli ktoś będzie pracował w zawodzie powiązanym z tym to się tego nauczy w szkole wyższej, a po co komu to wiedzieć na niższym poziomie.  Jestem urodzonym humanistą w 100 procentach.  Kocham uczyć się języków, interesuje się gospodarką / polityką, historią itp.  I wiem, że moja dalsza nauka bedzie jak najmniej opierała sie na przedmiotach ścisłych co za tym idzie, że będę miał taki zawód z kategorii humanistycznych. Nauczyciele w Polsce narzucają uczenie się materiału na pamięć, a nie na zrozumienie i logikę. Ważne jest to ile dasz rade zapamiętać a nie ile z tego zrozumiesz.

Do którego wagonu wsiądziesz?

Maj 27th, 2010 2 comments

Życie to nic innego jak podróż pociągiem. Jest w tym jakiś głębszy sens który nadaje temu wszystkiemu smutek zmieszany z radością? taki paradoks.   Nie wybieramy sami wagonu do którego wsiądziemy, rodząc się wsiadamy do pociągu odnajdując osoby które chcemy żeby nam towarzyszyły do końca podroży, do ostatniej stacji – rodziców. Niestety jest inaczej, oni wysiadają gdzieś po drodze zostawiając nas samych, bez opieki, troski, czułości.  Jednak my kontynuujemy podróż i spotykamy po drodze braci, siostry, przyjaciół którzy w nie wielkim stopniu zapełniają pustkę po rodzicach.  Nie które osoby wsiadają przypadkowo, robią sobie krótką przejażdżkę albo nie mają biletu i wysiadają na następnej stacji.  Wsiadają także takie w towarzystwie których odczuwamy smutek, radość,  tacy którzy bawią się w konduktora i chodząc po całym pociągu pomagają innym. Ten pociąg ma nie ograniczoną ilość miejsc, nieskończoną ilość wagonów i ciągnących lokomotyw, dlatego pogrążamy się w smutku gdy wysiadają nasi najbliżsi a nie zwracamy uwagę na innych, którzy zwolnili miejsce. Często jak tak, że Ci na których nam najbardziej zależy siedzą najdalej od nas i to bez nich będziemy musieli przebyć naszą podróż. Są i tacy którzy próbują się przemieścić do tych osób, jednak jest to droga za życie, gdyż w nasze miejsce ktoś inny usiądzie i zajmie nam miejsce które było przeznaczone tylko dla nas.  W życiu nie ma powrotów, nie pytaj dlaczego bo i tak Ci nie odpowiem, tak to wszystko jest skonstruowane.  Nie ma powrotów ale są marzenia i fantazje które warto spełniać w tej krótkiej podróży. Warto także poznawać wszystkich ludzi, ich charakter, szukając w każdym z nich najlepszych cech.  Nigdy nie wiemy gdzie i na której stacji wysiądziemy, ani gdzie wysiądą nasi towarzysze. Nikt tego nie wie i może to jest takie magiczne w życiu. Kiedy wysiądę z tego pociągu chciałbym poczuć radość i szczęście, że nie przespałem tej podróży i wykorzystałem ją do maksimum.  Chciałbym aby na moim byłym miejscu w pociągu pozostała etykietka „tu siedział ktoś kto przeżył swoje życie po swojemu pomagając innym uśmiechem”,  i aby każdy siadający w moje miejsce robił tak samo jak ja.

Przegrać życie.

Maj 8th, 2010 Brak komentarzy

Już wiele razy chciałem napisać o tym notkę, jednak zawsze coś mi przeszkadzało, nie potrafiłem złożyć paru słów w sensowne zdanie.  Może to była jakaś blokada myślowa, albo po prostu brakowało mi weny. Jednak dzisiaj się zmusiłem i oto piszę.

Przegrać życie, hm co to właściwie oznacza? Przegrać w szachy z kolegą, mecz w piłkę nożną, czy może zakład? Nie, to coś o wiele gorszego, to stracić życie raz na zawsze, stracić jego sens. Tego się nie da odzyskać, tu są dwie możliwości : wygrywasz i przegrywasz. Niestety więcej ludzi przegrywa, przegrywa na różne sposoby, nie wiem co powoduje, iż tak się dzieję, może to zależy od czasu w którym żyjemy, od nowoczesności, innych priorytetów.  Z życiem jest jak z pokerem, jak już zaczniesz przegrywać to odejdziesz od stołu z wielkim i okrągłym zerem. Dlatego trzeba wiedzieć kiedy wstać od stołu.

Wcześniej napisałem, że można przegrać życie na kilka sposób,  jednym z najbardziej popularnych jest zamknięcie się zawodowo, co to oznacza? że całe życie poświęcamy pracy, żeby móc utrzymać rodzinę, wyżywić się, kupić to co najpotrzebniejsze.  Jednak harowanie całe życie nie jest dobrym pomysłem, człowiek urodził się wolny i tak powinien być, w takim życiu nie ma radości czy uśmiechów są tylko nerwy i strach, strach, iż nie nie będzie pieniędzy itp itd. W dzisiejszym świecie najważniejszą rzeczą jest kasa, a czy kiedyś tak było? Nie! bo kiedyś ludzi „żyli” życiem, cieszyli się każdą chwilą i wykorzystywali ją do maksimum. Byli wolni od problemów i takie powinna być dzisiejsza, ludzka egzystencja na ziemi. Ludzie często z nerwów, tracą pracę, popadają w alkoholizm, narkotyzm. I to kolejny przykład na przegraną. Staczają się, brakuje pieniędzy a oni muszą brać tabletki, pić. Tak jak w książce „Mały Książe”  pijak tam pił, żeby zapomnieć, iż pije.  W końcu się osiąga dno, z którego bez pomocy kogoś już się nie wyjdzie.  Taką przegraną widzą ludzie na pewnym forum.

Jednak mnie osobiście co innego nurtuje, dla mnie przegrać życie to jest moment w którym wiemy, że naszych marzeń już nie spełnimy. Moment w którym nie cieszą nas drobne przyjemności. Moment straszny. Człowiek traci nadzieję, wiarę, nie widzi sensu budzenia się każdego nowego dnia.  Nie wyobrażam sobie, żebym jako stary dziadek płakał w fotelu nad moim życiem, bo wiem, że je przeżyje wedle swojego scenariusza. Sam będę je kręcił, opracowywał. Niestety wiele ludzi nie ma własnych poglądów czy postanowień, topią się we własnych myślach, nie wiedzą która droga jest dla nich odpowiednia i często wybierają tą gorszą i trudniejszą.  Chociaż zawsze można wrócić i zmienić trasę życia to jednak trzeba mieć motywacje której przegrani ludzie niestety nie mają i nigdy jej nie będą mieć.  Smutne jest to, jak widzi się człowieka w brudnych ciuchach stojącego pod monopolem, bo jakby inaczej potoczył swój żywot mógłby teraz stać np: Na przedmieściach Nowego Jorku tuż pod swoją własną firmą. Każdy samobójca na minutę przed swoją śmiercią, wie że przegrał to co miał wygrać i nie ma sensu dalej prowadzić tej klęski. Może warto się zastanowić nad innym priorytetami niż szkoła, studia  i praca? może czas przekonać się, że to nie na tym to wszystko polega. Życie jest jedno i warto z niego skorzystać tak aby na starość koło Ciebie siadało kilkadziesiąt młodych ludzi i z uwagą słuchało twojej historii, biografii twojego życia, wygranego życia.

Mała przerwa.

Kwiecień 11th, 2010 Brak komentarzy

Ogłaszam małą przerwę na blogu :)

Zawieszam wszystko co z nim związane do 1 maja 2010 roku.

Tymczasem będę pisał codziennie na drugim blogu o włoskiej muzyce – http://www.lapavlo.blogspot.com

Wszyscy którzy szukali na moim blogu koncertów dvd – zapraszam na http://www.lapavlo.pl/moje

Wracam w maju w wielkim stylu, w jakim dokładnie dowiecie się wchodząc na bloga 1 maja :D

Trochę o rynku muzycznym.

Kwiecień 1st, 2010 4 comments

Gdzieś słyszałem takie zdanie

Muzyka jest jak ocean a słuchając tylko jednego kierunku pływasz tylko w małej zatoce

Po części się z nim zgadzam, muzyka to wielki ocean, powierzchnią przewyższający wszystko co istnieje, milion gatunków muzycznych, sto milionów zespołów i miliardy piosenek. Na samym dnie pływają zespoły zapomniane, po które już nikt nigdy nie sięgnie, nikt ich nie wyciągnie na wierzch.  Gdzieś po środku znajdziemy artystów których też nikt nie słucha, ale mają dużo swoich fanów którzy zrobią dla nich wszystko, kochają ich za muzykę,  i to właśnie dla nich warto tworzyć.  No i 3 część czyli ta znajdująca się najwyżej, wszystkie gwiazdy muzyki,  które co prawda nie umieją śpiewać ale do tego dojdziemy potem.  Ta ostatnia część jest najgorsza i najmniej utalentowana, wywołująca skandale wokół swojej osoby, śpiewają dla pieniędzy, dla sławy, nie z miłości do muzyki.

Z roku na rok poziom muzyki na świecie brutalnie spada w dół, pojawiają się osoby głupie i puste jak hm..  jak blondynki :) . A skoro artysta jest pusty to i jego muzyka jest pusta, bez serca, bez uczuć i potem pojawiają się takie hiciory o pomarańczy w szklance czy innych głupich głupot. I tutaj przytoczę kolejne dobre zdanie potwierdzające to stwierdzenie tym razem będzie to fragment „Świat według kiepskich”

Panie Paździoch, skoro kasety się sprzedają to znaczy, że jest popyt, a skoro jest popyt to mnie to gówno obchodzi o czym te piosenki są

To zdanie Panny Haliny Kiepskiej idealnie podsumowuje sytuacje związaną z dzisiejszą muzyką. Typowe komercjalne g…o.  Teraz rzadko kto się trzyma swojego stylu śpiewania, każdy robi pod widownie tzn: gra taką muzykę, jaką lubią ludzie i za którą najwięcej kasy zapłacą.  To smutne doprawdy i pięknym przykładem ostatnich miesięcy jest choćby Agnieszka Chylińska ze swoją wspaniałą płytą „Modern Rocking” które oceniam na 0 w skali 0-10  a i te zero i tak za dużo. Ale co z tego? Ludzie to kupują co gorsza, i im się to podoba…

Ogólnie polski rynek muzyczny mam głęboko w d**ie, ale ze smutkiem obserwuje jego poczynienia. No cóż, ale to już nie ode mnie zależy czego ludzie słuchają.

Ostatnio skupuje płyty winylowe, po paru odsłuchaniach moich ulubionych utworów na adapterze stwierdzam że ta muzyka ma duszę, jest żywa, można ją dotknąć. Wspaniale, co raz więcej pojawia się sklepów oferujących stare płyty w stanie idealnym / bardzo dobry. Za na prawdę nie wielkie pieniądze można kupić winyle dobrych, znanych zespołów.  Oczywiście mówiąc o sklepach miałem na myśli allegro i ebay i podobne serwisy.  Stwierdzam, że kolekcjonowanie płyt to wielka frajda, i olbrzymia radość kiedy się kupi coś co wiesz, że mało kto ma a dla ciebie dodatkowo ma to jakąs wartość sentymentalna itp itd. Pomału powraca moda na płyty analogowe, ale za jakieś 10 lat znowu znikną, tym razem na zawsze już, bo przecież nikt nie nagrywa winyli z muzyką hip hop/rap/techno/house.  Stara muzyka ma to coś, czego nikt nie zabierze i nikt nie zdobędzie, niesamowity urok i charyzmę która trzyma ją przy życiu, i ma się lepiej niż dzisiejsze przyśpiewki.
P.s Wybaczcie za tak długi okres nie pisania, ale brak czasu a jeszcze bardziej weny nie pozwoliły mi tu nic nabazgrać.

Sogni – Czyli trochę o marzeniach.

Marzec 4th, 2010 Brak komentarzy

Toskania o wschodzie, spalona gorącym, południowym słońcem.  Przede mną ileś hektarów ziemi, winorośli.  I gdzieś tam między krzakami soczystych winogron przedzieram się z motyką nucąc coś po włosku.  Już wiem, że z tego powstanie własnoręcznie robione winno we własnej winnicy. Tam na dole w podziemiu już przygotowuje się beczki z winem.  Na górze dom, ogromny, kamienny dom z dużym ogrodem, otoczony lasem. Z dala od miejskiego zgiełku, hałasu,  z dala od ludzi i innych bardzo przeszkadzających obiektach.  I piękny widok, widok który będę podziwiał codziennie wstając z łóżka, finezyjnie poukładane górzyste, zielone pagórki, na jednym z nich stoi mój dom.

Tia, chyba najbardziej nie realne i oddalone o tysiące kilometrów moje marzenie.  Warto wierzyć, iż się spełni.  Znalazłem pewien odpowiadający cytat dotyczący tego tematu, mianowicie:

Jaki jest człowiek, takie są jego marzenia.

Czyli jaki ja jestem?  Skoro moim największym marzeniem jest latanie z motyką między winogronami? Zagadka nie do rozwiązania. Chociaż można wysunąć bynajmniej trzy do czterech przymiotników opisujących mnie a zgodnych z moimi marzeniami.  Pracowity?  Jeżeli chodzi o spełnianie marzeń to jestem całkowicie zapracowany, a inaczej jeżeli wchodzą w grę rzeczy których nie lubię itp itd. Ambitny? Z rokiem na rok ta cecha się oddala, a niech idzie, byle wróciła za jakieś 5 lat.  Słowniki wskazują, że bycie ambitnym to posiadanie predyspozycji do danej czynności, celu. Czyli z moich szybkich obliczeń ambicje mi są w zupełności teraz nie potrzebne.

Ale oddaliłem się od tematu.  :|

Jestem wiecznym marzycielem, i to już od dawna. W każdej chwili wyobrażam sobie i urzeczywistniam te moje skromne marzenia. Jadąc autobusem, słuchając muzyki. Czasami myślę, że nie żyje fizycznie na tym świecie, tylko świat wiruje wokół mnie.  Ale czy to dobre nastawienie? Całe życie marzyć? Dla mnie tak, to jest jak oderwanie się od świata, od problemów, ludzkiej głupoty i innych pierdół. Choć czasem doprowadza mnie to do furii, bo już bym chciał spełnić to, to jednak jest to pozytywne uczucie.

A istnieje przeciwieństwo mnie?  Znaczy się, czy są ludzie którzy nie posiadają pragnień i nie dążą do ich spełnienia?  Myślę, że nie,  człowiek nie posiadający marzeń to nie człowiek, to wrak ludzki stoczony zupełnie na dno wielkiego oceanu.  Nie trzeba śnić o wielkich rzeczach, te małe też cieszą, też sprawiają uśmiech na twarzy i radość. Znowu mógłbym zacytować to co jest wyżej, każdy człowiek jest inny, każdy ma inne pragnienia, niestety ja nad wami góruje, a mojej wyobraźni nikomu nie uda się przeskoczyć, cokolwiek to ma znaczyć :)

W odpowiedzi na temat z fronda.pl

Luty 24th, 2010 1 komentarz

Coś mnie trafia jak widzę takie beznadziejne teksty głupawych heretyków i ich blogi. Przeglądając najnowsze informacje na temat Al bano, natrafiłem się na katolickie forum Fronda.pl gdzie jeden z tematów dotyczył owego piosenkarza.  W tym wątku był poruszony temat nie ślubnych dzieci Al bano oraz zakaz śpiewania w Watykanie. Po przeczytaniu całego tematu i komentarzy stwierdzam że to banda idiotów. Już tłumaczę dlaczego.

Oto fragment tekstu:

Znany włoski piosenkarz Al Bano nie kryje swego rozczarowania tym, że nie może wystąpić przed papieżem Benedyktem XVI , ponieważ jest rozwiedziony. „Mógłbym choćby wystąpić na bożonarodzeniowym koncercie, ale nie dzwonią do mnie od lat” – powiedział Al Bano.Podkreślił, że jego „winą” jest to, że rozwiódł się ze swą żoną, również znaną piosenkarką, Amerykanką Rominą Power. Razem tworzyli niegdyś słynny duet, który podbił serca słuchaczy na całym świecie piosenką „Felicita”. „I pomyśleć, że przed papieżem Janem Pawłem II wystąpiłem aż siedem razy” – dodał Al Bano. Wyraził następnie opinię, że kościelni hierarchowie go bojkotują.”Mówią to otwarcie albo dają do zrozumienia” – oświadczył.Piosenkarz dodał: „Pewnego razu miałem uczestniczyć z innymi artystami w koncercie w Lourdes, ale nadeszło weto”.”Anulowali mój występ w ostatniej chwili mówiąc: Przykro nam, pan jest rozwiedziony” – opowiedział Al Bano.Niedawno zaś wokalista wyraził ubolewanie, że nie został zaproszony na spotkanie Benedykta XVI z artystami, jakie odbyło się 21 listopada w Kaplicy Sykstyńskiej.

Oh matko, ma nieślubne dziecko. Straszne ! Zabić go a przedtem skatować najlepiej. Nie bądźmy zbyt wrażliwi, wiem, że armia moherów od razu skreśla takiego człowieka, chociaż praktycznie nie wie o nim nic. A on zrobił tyle dla ludzi, że nawet tego nie da się zliczyć, czy w momencie kiedy ma się nie ślubne dziecko nie liczy się dla kościoła, że pomaga potrzebującym, remontuje szkoły, szpitale za własne zarobione pieniądze? Jakby dał na tace na nowego mercedesa księdza proboszcza i ferrari dla biskupa to by dostał rozgrzeszenie w tym samym dniu.   Nie dość że każdy ksiądz je i śpi za darmo to jeszcze ma czelność oskarżać kogoś kto jest świecącym przykładem dobra dla innych.  Nie denerwujmy się. Czytam dalej:

Pan Al Bano szuka w Kościele oparcia i usprawiedliwienia dla faktu, że żyje w grzechu. W czasach kremówkowo-katolickich nikomu to nie przeszkadzało i Ala Bano zapraszało się tu i ówdzie. Dlatego nieszczęśnik tęskni za temi czasami i żali się na reżym tego „złego Niemca”.

Dupa dupa dupa. Taki komentarz do powyższego stwierdzenia mógłbym zostawić, ale nie.  Al bano jako człowiek o wielkiej wierze, człowiek który jest przykładnym chrześcijaninem, człowiek który ma własną kaplice w której codziennie się modli na pewno spowiadał się z tego grzechu. A stwierdzenie „żyje w grzechu” jest na szczęście od 5 lat nie aktualne, bo już nie jest w związku z Loredaną Lecciso.  Kremówkowo-katolickie, hm myślę, że mieli tu na myśli pokolenie Jana Pawła II. JP II pozwalając Al bano który już wtedy miał ciężki grzech śpiewać w Watykanie pokazał, że nie jest jakimś sztywnym papieżem, bez uczuć, bez wrażliwości, ale jest człowiekiem który każdemu wybacza i  w każdemu przekazywał swój wieczny uśmiech.  A „zły Niemiec” zachowuje się beznadziejnie nie pozwalając uczestniczyć w świętach kościoła  na których Al mógłby zaśpiewać.

Zapraszanie Ala Bano na Watykan co najwyżej utrudniłoby nawrócenie muzyka i porzucenie grzechu, w którym tkwi(ł), w relacji z osobą nienajlepszego prowadzenia się.

On nigdy się nie odwrócił od Boga więc nie ma co się nawracać, grzech również już dawno porzucił.  Podsumowując, zostawcie go w spokoju i pozwólcie mu śpiewać,  a jak nie macie zamiaru tego robić to opiszcie też innych piosenkarzy, aktorów i polityków którzy robią podobne rzeczy albo i nawet gorsze, piszcie o księdzach którzy grzeszą i nie żyją zgodnie z dekalogiem itp itd.

Eurowizja 2010

Luty 15th, 2010 5 comments

Oglądając wczoraj kawałek polskich eliminacji do Eurowizji 2010 kompletnie mnie zbiło z nóg jak usłyszałem wykonawców i ich piosenki.  Zawsze myślałem, że na eurowizję  wysyła się najlepszych a nie na odwrót – najgorszych.  Może nie jestem jakimś specjalistą jeżeli chodzi o polską muzykę rozrywkową ale śmiało można zauważyć, że żaden artysta nie nadaje się na tegoroczną eurowizję. I tak zawsze jest, Polska wysyła artystów mało znanych, z góry skazanych na niepowodzenie i pośmiewisko.  Hm, tak mało znanych a na dodatek takich którzy mało sobą reprezentują, nie mają za grosz talentu a przed widownią uginają im się nogi ze strachu.  A jak już mają w miarę pozytywny głos to psują go beznadziejnymi piosenkami z jeszcze bardziej beznadziejnymi tekstami.  Piosenki nie mają żadnego „powera”, nie mają emocji, które w końcu bardzo są potrzebne, a jak melodia nie ma emocji to i wykonawca ich nie ma.  Wczorajsza widownia też niczego sobie, same dzieciaki zakochane w swoich ex idolach i wysyłające na nich po 100 sms’ów. To kogo wysyłamy na ten festiwal pokazuje też jaki poziom muzyki jest w naszym kraju i jakich mamy wspaniałych piosenkarzy. Jeżeli to wygląda tak beznadziejnie to po co wysyłać w ogóle Polskę na to,  najwyżej dołączymy do państw które bojkotują eurowizję (Włochy, Czechy, Belgia).  Przywołując tu pierwszy konkurs z udziałem Polski na którym wystąpiła Edyta Górniak i uzyskała jak na razie najwyższą lokatę – 2 miejsce śmiem twierdzić że staczamy się z roku na rok. Coraz gorzej ! Brawo ! :|