Koncert – Al Bano – 08.03.2015 – Kraków

Musiało minąć kilka dni zanim ostatecznie ochłonąłem, emocje opadły i zabrałem się do napisania krótkiej relacji z jednego z najważniejszych wydarzeń w moim życiu. Al Bano słucham już blisko siedem lat, mam kilkaset płyt, plakatów, książek. Cały mój komputer to mała encyklopedia i zbiór informacji o tym artyście. Można śmiało powiedzieć, że część mnie kręci się w okół tego faceta 😉 … ale na koncercie nigdy mnie nie było.

Al Bano w Polsce był już kilka razy. Począwszy od roku 1997 i jedynego (jak do tej pory) koncertu w Polsce z Rominą Power w Sopockim Spodku, potem już solowo w 2000 roku, również tam. Po wieloletniej przerwie i Polskim wydaniu książki, Al Bano diametralnie zmienił kierunek odwiedzin i wybrał południe a dokładnie Kraków i Wrocław. Była promocja książki w 2013 roku, tego samego roku koncert w Krakowie. Rok później Festiwal Włoski w towarzystwie Drupiego i koncert w Wieliczce. Nie udało mi się dotrzeć na żadne wydarzenie. Głównym powodem najpierw była szkoła, potem odległość i zawsze znajdywało się coś co stawało na przeszkodzie by pojechać i w końcu swojego idola zobaczyć. Tegoroczny koncert Ala miał początkowo odbyć się w Zabrzu kilka miesięcy wcześniej ale na szczęście dla mnie przełożono go na Dzień Kobiet, 8 marca bieżącego roku. Na szczęście dla mnie bo dzięki uprzejmości Adama – założyciela i prowadzącego Polski Fanclub Al Bano, dostałem 2 bilety na ten koncert i już było potwierdzone – jedziemy!

_DSC0548

_DSC0439

_DSC1012

Koncert odbył się w nowym Centrum Kongresowym ICE. Z zewnątrz budynek, w moim przekonaniu mocno przeciętny natomiast sama sala koncertowa była wspaniała. Piękne, bardzo klimatyczne wnętrze, wspaniała scena, balkony, oświetlenie. Można było poczuć się jak na jakimś balu w królewskim zamku albo coś w ten deseń. Jak się okazało, sala mogła pomieścić około 2000 osób i z tego co było widać, większość była zajęta. Nam udało się, znów dzięki Adamowi, usiąść w pierwszym rzędzie na samym środku. Dzięki temu Al Bano był na wyciągnięcie ręki, w niektórych momentach może z metr ode mnie.

Całość zaczęła się kilka minut po 18. Po krótkim wstępie organizatorki całego przedsięwzięcia, zaczęło się to, na co czekała cała sala. Występ Al Bano. Najpierw wyszedł chór składający się z czterech chórzystek i zaczął śpiewać Nel Sole a po pierwszym refrenie na scenę wyszedł Al. Ciarki przeszły bo pierwszy raz zobaczyłem go na żywo, byłbym w stanie się nawet popłakać bo w końcu spełniło się jedno z moich największych marzeń, ale trzeba było się trzymać.

_DSC0520

_DSC0553

_DSC0579

_DSC1019

Koncert podzielono na dwie części. Pierwsza w dużej mierze zawierała piosenki z płyty Concerto Classico wydanej w 1997 roku. Mogliśmy usłyszeć między innymi Il Mio Concerto Per Te, Tu Dove Sei czy Va Pensiero. Pojawiły się także arie operowe jak Recondita Armonia, Vestia La Giubba z płyty Carrisi Canta Caruso oraz tak nieśmiertelne pieśni jak Ave Maria, ‚O Sole Mio i Nessun Dorma. Wspaniale było usłyszeć ten wciąż mocny, 4-oktawowy głos, śpiewający utwory, które od wielu lat mi towarzyszą. Bliskość powodowała dodatkowy komfort idealnej słyszalności co jeszcze uwydatniło całość. Każdy utwór był zwieńczony ogromnym aplauzem, także nie tylko na mnie wywarło to aż tak duże i pozytywne wrażenie. Następnie pojawiły się światowe hity śpiewane przez multum artystów tz. Caruso, Santa Lucia i Funiculì, Funiculà. W czasie pierwszej części czułem się tak samo jak chodząc samotnie po pustych ulicach Bergamo, mając w słuchawkach wszystkie te piosenki i zachwycając się pięknem zarówno miejsca jak i muzyki.

_DSC0594

_DSC0623

_DSC0670

Druga część rozpoczęła się po 30 minutach przerwy. W czasie tej części na scenę wyszedł Yari Carrisi czyli syn Al Bano i Rominy. Właściwie zaskoczenie, bo nikt nic wcześniej nie mówił, nie pisał o jego obecności a tu taka niespodzianka. Zagrał początkowo dwie, wcześniej mi nieznane piosenki, żywe z ciekawym gitarowym brzmieniem. Jedna z nich jak się okazało, to utwór Shine On You Crazy Diamond zespołu Pink Floyd. Kolejne dwie to również znane covery, pierwszy to utwór Beatlesów Don’t Let Me Down a drugi to legendarna piosenka The House Of Rising Sun, do której wykonania przyłączył się również Al Bano. Yari czym starszy tym bardziej przypomina swojego tatę. Jego głos ciekawy choć raczej nie wyróżniający się aczkolwiek miło było go posłuchać.

_DSC0873

_DSC0889

_DSC0906Wspaniałością było usłyszeć na żywo E’ La Mia Vita. Uwielbiam ten utwór i emocję towarzyszące przy jego słuchaniu. Zawsze przypomina mi wzruszający występ Ala z tą piosenką na Festiwalu w San Remo w 1996 roku. Refren zgniata albo wgniata w siedzenie a zamykając oczy można totalnie odpłynąć i właśnie ja tak uczyniłem. Kolejną niespodzianką było wykonanie wspaniałej ballady autorstwa Chrisa Rea z włoskim tekstem napisanym przez przyjaciela Ala – Fabrizio Berlincioni – Il Paradiso Dov’è. Piękny wzruszający utwór połączony z wykonaniem dały kilka magicznych chwil. Jeszcze jednym zaskoczeniem było wykonanie Amanda È Libera, utworu, który zajął 3 miejsce na Festiwalu w San Remo w 2011 roku. Najpierw krótkie przedstawienie treści przez Ala, które mocno poplątał i poprzekręcał jego tłumacza a potem już genialna ballada.

_DSC0644

_DSC0686

_DSC0728

Dalej mogliśmy usłyszeć piosenki z płyty Volare z 1999 roku m.in właśnie Volare, które ożywiło publikę a to za sprawą wspólnego śpiewania, lekko wymuszonego początkowo przez Ala oraz Azzurro, utwór kolejnej legendy włoskiej muzyki – Adriano Celentano. Po tych przebojach na scenę wyszła Monika Węgiel, którą miałem okazję usłyszeć po raz pierwszy. Towarzyszyła ona Al Bano przez kolejne trzy piosenki a zaśpiewali razem Ci Sarà, Tu Soltanto Tu oraz Sharazan czyli jedne z największych przebojów za czasów duetu z Rominą. Głos bardzo ładny aczkolwiek słyszałem już wiele wersji gdzie Al Bano śpiewał te utwory z kobiecymi wokalami i niestety ale tylko Romina potrafiła się wpasować i razem to brzmiało wspaniale.

Nastąpiła szybka kalkulacja w głowie i wyszło, że ze wszystkich hitów została tylko Felicità. A jednak nie gdyż Al Bano zaczął mówić o wolności o swoim pobycie w Berlinie w roku 1987 i dopiero zdałem sobie sprawę, że zapomniałem o tym przeboju Libertà. Wspaniale było usłyszeć ten utwór, który daje nadzieję, że świat może istnieć bez wojny a wolność może być wszechobecna. Zwieńczeniem całego koncertu była już wcześniej wspomniana a wówczas wyczekana i nieśmiertelna Felicità. Cała sala wstała, wszyscy klaskali, śpiewali. Piękny moment, piękne przeżycie.

_DSC0779

_DSC0941

_DSC0909

Papieski gest Al Bano, czyli ucałowanie w tym przypadku podestu, krótki bis, rozdawanie kwiatów oczywiście wszystkim paniom, podziękowania, przedstawienie wszystkich członków zespołu i ich krótkie solówki, znów podziękowania i Al Bano uciekł. Ponad 3 godziny przepięknego przedstawienia, świetnych i ważnych dla mnie i myślę, że wielu tam na sali, utworów, tysiące zdjęć i filmów i milion przeżyć a teraz już wspomnień.

_DSC1048

_DSC1047

Po koncercie chętnych zaproszono do hotelu znajdującego się obok Centrum Kongresowego, na podpisywanie płyt, książek, robienie zdjęć. Nie mogłem sobie tego odpuścić i wyszedłem z dwoma autografami na najważniejszych dla mnie płytach, kilkoma zdjęciami i trzęsącymi się rękami. Marzenia, fajnie jest je spełniać!

2 myśli nt. „Koncert – Al Bano – 08.03.2015 – Kraków

  1. mąż Marty

    „Zagrał początkowo dwie, wcześniej mi nieznane piosenki, żywe z ciekawym gitarowym brzmieniem.” – jedna z nich to „Shine on You Crazy Diamond” Pink Floyd

    Odpowiedz

Dodaj komentarz