WŁOCHY – Włoski trip część 1 – Rzym – 2015

Weszło mi już to w krew – coroczny wyjazd do Włoch.  Dosyć tanie loty plus podróżowanie po samej Italii busami dosłownie za grosze i udało się stanąć na tej pięknej ziemi czwarty raz.  Kiedy będzie piąty? Mam nadzieję, że niebawem. Tym razem za obiekt zainteresowania obrałem sobie Rzym, który do tej pory był dla mnie nieosiągalny i moja najukochańsza – Florencja. Pierwsze dwa dni spędziłem w Rzymie, tyle wystarczyło by przejść miasto w każdą możliwą stronę i zobaczyć wszystko co jest warte uwagi.
Nie wliczam krótkiego pobytu w Bergamo przy okazji lądowania na tamtejszym lotnisku, połówki dnia w Mediolanie, który posłużył tylko jako przesiadkę do stolicy i długiej nocy w Bolonii w oczekiwaniu na lot powrotny.  Najbardziej chyba jednak jarałem się tym, że po 4 latach wrócę tam gdzie zaczęła się moja włoska przygoda. Do miasta, które ma miejsce w mojej głowie, sercu.  Do miejsc, które pokochałem. Nigdy się tak nie przywiązałem do jakiegoś miasta jak właśnie do Florencji.Zamek Świętego Anioła - RzymMost Świętego Anioła - Rzym Moim błędem, którego nigdy więcej nie powtórzę był lot do Włoch z lotniska Katowice-Pyrzowice.  Tak paskudnego dotarcia tam to ja nigdy nie miałem i nie chcąc tego powtórzyć raz na zawsze wykreślam to miejsce jako miejsca wylotu czy przylotu.  Najpierw droga z Warszawy do Katowic, w Katowicach szukanie busa do Bytomia skąd miał pojechać samolot na lotnisko. Niestety to byłoby zbyt proste i w rezultacie wylądowałem w jakiejś śmiesznie małej wiosce między Bytomiem a Pyrzowicami o godzinie około 23.  Jedyną szansą był ostatni bus zmierzający na lotnisko.  Udało się.

Lot był dopiero o szóstej, więc noc spędziłem na lotnisku. Pomimo tego, że było mniej wygodnie niż podczas nocowania na lotnisku w Dublinie to jednak spało się o wiele lepiej. Pewnie spowodowane to było faktem, że byłem mocno padnięty.

Nie zabrałem ze sobą żadnej mapy aczkolwiek mogłem to zrobić bo poza Rzymem, wszystkie gdzieś tam mam. Stwierdziłem, że znam na tyle Bergamo, Mediolan, Florencję i Bolonię, że już nie potrzebuję mapy a Rzym zwiedzę na czuja. Taki ze mnie podróżnik 😀   Jakby nie patrzeć, nie myliłem się.  Większość uliczek i ciekawych miejsc znam już na pamięć.  W Bergamo i Mediolanie tym razem postanowiłem połazić po sklepach (zwłaszcza muzycznych).  Trochę różnych szpargałów się kupiło w tym też prowiant na całonocną podróż do Rzymu.Plac Świętego Piotra wraz z Bazyliką Świętego Piotra - WatykanKolumnada Berniniego - WatykanPapieska Audiencja - WatykanNie ukrywam, że dosyć mocno się ucieszyłem kiedy dowiedziałem się, że MegaBus wchodzi na Włochy i będzie jeździł przez większość największych miast. Bilety kupowane na długo przed planowaną podróżą kosztują zaledwie 1 euro za odcinek drogi.  Zatem trasa Mediolan-Rzym, kosztowała mnie lekko ponad 4zł.  Jakbym chciał skorzystać z innej firmy przewozowej za ten sam standard i trasę musiałbym zapłacić około 25-40 euro i tyle samo też wyłożyć jeśli zdecydowałbym się na treni italia, czyli pociągi.  Jedyną wadą połączeń we Włoszech MegaBusa jest fakt, że jeżdżą tylko na terenie IT. Jak pięknie byłoby gdyby połączyli siatką nowych połączeń Niemcy z Włochami czy Francję z Włochami.  Mimo wszystko i tak nie ma co narzekać. Każdy bus zapełniony co do ostatniego miejsca więc biznes się kręci a z czasem i tak pewnie zrobią rozszerzenie na Europę.   Wracając do standardu busów, jest umiarkowany. Dla porównania z Polskimi realiami to wychodzi na równo z Polskim Busem a jest daleko w tyle za LuxExpress ale tu znów przychodzi na myśl tylko jedno – za tą cenę nie ma co wybrzydzać.

Do Rzymu zajechałem z samego rana. Przywitał mnie chłodny poranek i solidne zmęczenie a także częściowe zgięcie pleców i straszny ból nóg 😀  Zarezerwowany B&B miałem już wcześniej ale check-in był dopiero o 13 więc coś przez praktycznie 7 godzin trzeba było robić.  To tylko lekko ponad dwa dni w Rzymie więc od razu przystąpiłem do zwiedzania. Zwiedzania na szybko.  Na drugi dzień dopiero chciałem przejść się spokojnie po tych miejscach, które uznam za ciekawe podczas pierwszego, szybkiego rozpoznania terenu.  Sprzyjający fakt, iż miejsce gdzie wysiadłem z busa było na jednym końcu miasta a moje lokum na drugim końcu. Chcieć czy nie chcieć przejść przez całe centrum musiałem a, że miałem czas, zrobiłem to na piechotę.

Pomnik Wiktora Emanuela II - RzymForum Romanum - RzymForum Romanum - RzymForum Romanum - RzymRzym wydaje się być jednym z tym miast, w których moja osoba czuje się dobrze. Mam takie coś być może wszyscy tak mamy, że będąc w jakimś nowym mieście albo czujemy ten klimat albo wręcz przeciwnie odpycha nas.  Rzym z pewnością działa jak magnes. Podczas tego pierwszego przejścia przez Włoską stolicę pominąłem celowo choćby Koloseum, Forum Romanum czy Fontannę Trevi coby mieć czym się zaskoczyć w kolejnym dniu. Za to bardzo pragnąłem jak najszybciej zobaczyć Watykan. Szczerze powiedziawszy jak wyszedłem na wprost Placu Świętego Piotra i oczom ukazała się Bazylika Św. Piotra wraz Kolumnadą Berniniego – zamurowało. Podparłem się tylko barierki i zastygłem na dobre 15,20 minut.  Coś niesamowitego, coś niewyobrażalnie pięknego, monumentalnego.

Nowy, rzymski dzień zacząłem od prawie dwugodzinnego marszu do miasta bo tyle właśnie dzieliło moje lokum ze ścisłym centrum.  Miło było na samym początku napatoczyć się na most, na którym toczy się akcja jednego z moich ulubionych wideoklipów, jednego z moich ulubionych artystów. Mowa tu o Tizziano Ferro i jego piosence „Ti scatterò una foto”.

Oczywiście pierwszym, konkretnym celem znów padł Watykan, który robiąc piorunujące wrażenie w dniu poprzednim, wywalczył sobie miano do bycia pierwszym na liście zwiedzanych miejsc.  Obszedłem Bazylikę z każdej strony, krążyłem dłuższą chwilę po placu Świętego Piotra skupiając swoją uwagę przede wszystkim na wspaniałe attyki na Kolumnadzie Berniniego, fontanny czy Spiżową Bramę.  Słońce uwydatniało wspaniale przednią fasadę Bazyliki Św. Piotra ze świetnymi posągami 11 apostołów i samego Jezusa w środku. Całość zwieńczona krzyżem znajdującym się na kopule. Z pewnością to miejsce zasługuję nieformalnie na miano najważniejszego miejsca kościoła katolickiego.   Zawsze widziane przez ekran telewizora, teraz na wyciągnięcie ręki będąc w samym jego sercu.   To miejsce z pewnością symboliczne dla milionów ludzi. Zawsze na myśl o placu Św. Piotra czy Bazylice powraca w mojej głowie fragment reportażu, który można znaleźć w internecie do obejrzenia – kiedy Karol Wojtyła zostaje papieżem.  Przypomina mi się ten tłum, który nawet siedząc przed ekranem komputera robi piorunujące wrażenie a przede wszystkim cały monolog ówczesnego, nowego papieża.  Drugim wspomnieniem z tym miejscem, które mi zawsze towarzyszy to moment śmierci Jana Pawła II i cała ceremonia, która temu towarzyszyła. Mi za to towarzyszyła wtedy ospa 😉Widok na Koloseum z Forum Romanum - RzymKoloseum - RzymKoloseum - RzymRzym w końcu nie żyje samym Watykanem i wychodząc z Placu Św. Piotra wzdłuż długiej alei dotarłem do kolejnego zabytku a mianowicie Zamku Św. Anioła, który moim zdaniem wygląda jak duży pączek ale cóż. Samo miejsce jest grobowcem cesarza Hadriana i stoi w tym miejscu już prawie dwa tysiące lat.  Stanowi dosyć potężną fortecę, której przez wiele wieków zadaniem miała być obrona Rzymian. Tuż obok na drugą stronę Tybru można przejść wspaniałym mostem również z tamtego okresu – Świętego Anioła. Nazwa ma swoje odzwierciedlenie w rzeźbach, które w XVII wieku stworzył G.Lorenzo Bernini.   Przechodząc na drugą stronę właściwie przeszedłem do najciekawszej części samego Rzymu.  Tutaj czuć najbardziej prawdziwe Włochy. Ciasne uliczki, wszędobylski zapach kawy i dobrego jedzenia, świetne kolory kamienic i nieodłączny element czyli okiennice, które w większości przybierają kolor zielony.  Nie ma co ukrywać, że większość mniejszych uliczek wygląda tu dosyć identycznie aczkolwiek wchodząc w każdą nich, można odkryć zupełnie coś innego czego nie ma na wszystkich pozostałych.

Na Campo de’ Fiori trafiłem trochę przypadkiem. To miejsce chciałem odwiedzić później ale idąc bez mapy w kierunku Koloseum dotarłem i tu.  Mówi się, że to najwspanialszy plac w Rzymie i z pewnością bardzo magiczne miejsce. Mam inne odczucia gdyż zupełnie mi się nie podobało. Wyobrażałem sobie o wiele więcej barw, różnorodności a zastałem właściwie to samo co na pierwszym lepszym mniejszym targowisku.  Nie wiem skąd to przekonanie o świetności tego miejsca ale aktualnie na Campo de’ Fiori powiało nudą.

Czym więcej ludzi, czym większe zaludnienie tym czuć zbliżające się Koloseum czy Forum Romanum.  Gdy wręcz wybiegłem z ciasnej uliczki na Plac Wenecki znów, kolejny raz musiałem przystanąć i zachwycić się tym co wówczas ujrzałem.  Największym i najdoskonalszy pomnik jaki miałem okazję zobaczyć – Ołtarz Ojczyzny w Rzymie, który wznosi się na Kapitolu. Wygląda tak monumentalnie, tak świetliście i tak wspaniale, że nie sposób przejść obok tego obojętnie. Stosunkowo jak na rzymskie realia wybudowany bo liczy sobie równe 90 lat, ukazuje całe państwo Włoskie, Włochów i jest prawdziwym dziedzictwem, które zostawiły po sobie Zjednoczone Włochy.  Tuż po lewej stronie zaczyna się miejsce czasowo zupełnie inne niż przed chwilą wspomniany pomnik.  Forum Romanum.Pokaz Ferrari - RzymRoma Termini - Dworzec Główny z tylnej strony - RzymUliczny artysta - Rzym Forum Romanum czyli najstarszy plac w Rzymie i centrum starożytnego Rzymu.  To miejsce idealnie oddaje to jaką potęgą w starożytnych czasach było to miasto.  Dziwnie patrzy się na budowle, które zbudowane zostały jeszcze przed naszą erą i do dnia dzisiejszego stoją w różnym stanie, ale stoją a przynajmniej część stoi. Widać tu wspaniałą pracę renowacyjną bo to co zostało jest bardzo dobrze zabezpieczone i w możliwy sposób jak najbardziej uwydatnione. Gdy się mocniej przyjrzeć na niektóre elewacje, łatwo wyobrazić sobie jak wyglądał cały budynek i jego otoczenie.  Aktualnie to miejsce jest idealnie przygotowane dla turystów, nikt nie ma bezpośredniego kontaktu z elementami Forum a jednocześnie każde miejsce można obejrzeć.

Nie trzeba długo iść, żeby zobaczyć początki Koloseum czyli właściwie esencji Rzymu bo kogo by nie spytać z czym kojarzy ci się to miasto to w większości usłyszałbym właśnie tą odpowiedź.  Ta część Forum Romanum, która jest „na wylocie” do Koloseum jest w kapitalnym remoncie. Idąc w dłuż drogi wiodącej na ten starożytny amfiteatr, modliłem się, żebym chociaż to mógł obejrzeć w całości takie jakie powinno być a nie w połowie z rusztowaniami i płachtą materiału.  Moje modły na nic się zdały. Zarówno jak i Forum Romanum tak Koloseum w połowie jest w remoncie. Z jednej strony bardzo cieszy fakt, że remontują z drugiej za każdym razem kiedy nie pojadę do Włoch to czegoś nie idzie obejrzeć bo jest w renowacji.

Jako, że Koloseum to wizytówka Rzymu również miałem nadzieję, że to miejsce zasłuży w moim przekonaniu na miano magicznego i wspaniałego miejsca. To jeden z nowych siedmiu cudów świata i z pewnością zasługuje na takie określenie.  Niestety ja mam swoje cuda i Koloseum nie załapało by się nawet na pierwszą trzydziestkę tego rankingu.  Nie podoba mi się. Dłuższej uwagi nie poświęciłem temu miejscu i obrałem kurs na Dworzec Roma Termini gdzie znajduje się jeden z największych sklepów. No właśnie z czym? Z płytami.

Czym bliżej dworca tym miałem wrażenie, że wchodzę w jakieś slumsy.  Czarnoskórzy zaczęli przeważać a wraz z nimi odrapane kamienice, pełno śmieci na ulicach, wszędobylskie graffiti.  W pewnym momencie poczułem się jakbym znalazł się na nowojorskim Bronx’ie a sceneria iście z najlepszych, amerykańskich produkcji.  A jednak to nie Bronx tylko Dworzec Główny w Rzymie. Najgorsze miejsce, które udało mi się nawiedzić wciągu wszystkich wizyt we Włoszech…

Dzień zakończony powrotem do domu znów przez Watykan i to był strzał w dziesiątkę. Akurat wlazłem na sobotnią audiencję papieża Franciszka i jego monolog o rodzinie. Świetne przeżycie zobaczyć to na żywo. Posłuchać czegoś i kogoś mądrego w tak cudownych okolicznościach. Pełen zmrok i rozświetlony milionami świateł Plac Św. Piotra. Z pewnością jedna z chwil, których się nigdy nie zapomni.

Trzeci i zarazem ostatni dzień w Rzymie poświęciłem na to czego nie udało się zobaczyć w dniu poprzednim.  Zostało nie wiele więc w pierwszej kolejności pobiegłem obejrzeć Fontannę Trevi.  Jakież było moje szczęście gdy zobaczyłem długi rządek metalowych płotków, które oznaczały tylko jedno – wyłączone z użytku i całkowicie zasłonięte. Nie dało się nawet lekko spojrzeć jak to wygląda. Tyle lat nie tykali tego to musieli dotknąć, wyłączyć i zasłonić jak ja się w końcu wybrałem do wiecznego miasta.

No odechciewa się trochę zwiedzania jak wszystko zasłonięte jest płachtami, a że po tym nie fortunnym zdarzeniu musiałem odreagować jakoś poświęcając czas na zjedzenie pizzy, nie zostało mi go dużo na resztę atrakcji. Panteon przeszedłem szybko,  na dłuższą chwilę zatrzymałem się na Piazza Navona gdzie natężenie artystów przekracza wszelkie dopuszczalne normy.  Ostatnim etapem było zwiedzanie a raczej przymus jazdą metra na megabusa już do Florencji i tak oto skończyła się rzymska, dwudniowa przygoda.    → Przejdź do drugiej części. 

 

Dodaj komentarz