KOREA POŁUDNIOWA – Buhaksan National Park (Seul) (10.09.2016)

Seul to miasto, które zdaje się wydmuchiwać cały wiatr. Tak jakby wieżowce pnące się ku chmurom z jednej strony a z drugiej porośnięte roślinnością wzgórza zamykały każdy, nawet najmniejszy podmuch. Temperatura przekracza 30°C. Jest strasznie duszno i już po godzinie 8 kiedy opuszczam swój hostel, momentalnie jestem cały spocony. Sześćdziesiąt minut później wyglądałem jakbym przed momentem wyszedł spod prysznica i bez osuszania się ręcznikiem po prostu włożył ubrania. Dziś jest niedziela więc wiele miejsc jest zamknięte. Dużo mieszkańców w tym czasie korzysta ze swojego, często jedynego wolnego dnia w tygodniu i wybiera się do któregoś z kilku parków, których nie brakuje w Seulu. Częstym wyborem jest Park Narodowy Buhaksan, do którego i ja postanowiłem się wybrać.
Dotarcie do parku zajęło mi ponad godzinę, choć można przyspieszyć ten proces korzystając z komunikacji miejskiej. W samym parku porobiono kilkanaście różnych tras o zróżnicowanym poziomie trudności. Ja początkowo miałem już je wybrane konkretnie ale ostatecznie już na samym wejściu stwierdziłem, że idę tam gdzie mnie poniosą nogi i z perspektywy czasu to był najlepszy, możliwy wybór. Już na samym początku zboczyłem z głównej drogi i zacząłem wspinaczkę na wysokość 200m po stromych schodach by dojść do małej, buddyjskiej kapliczki. Buddyjski mnich, który opiekował się tym terenem, choć nie znał angielskiego a ja koreańskiego, zaprosił mnie do środka. Pomieszczenie w kształcie kwadratu, bardzo małe w całości wydrążone w kamieniu. Przy ścianie znajdowała się pomnik buddy a pod nim kilka rzędów świeczek. Ludzie przynoszą tu je, jak się domyślam, iż każda świeczka to jakaś intencja. Duża część mijanych przeze mnie osób miało także na ręku coś na wzór katolickiego różańca. Średnia wieku odwiedzających to miejsce pokazuje, że młodzi wyznawcy buddyzmu raczej nie pałają do takich męczących wypraw. Odwiedziny kapliczki były zupełnie przypadkowe, celowo chciałem dojść na sam szczyt góry a okazało się, że tą drogą wyżej się już nie da i trzeba było zawracać.Buhaksan National Park (Seul)Buhaksan National Park (Seul) Buhaksan National Park (Seul) Buhaksan National Park (Seul) Buhaksan National Park (Seul)Długo na głównym szlaku się nie utrzymałem bo po 50 metrach ponownie wszedłem na schody. Nie przerażał mnie nawet fakt, że przed wejściem widniała tabliczka informująca, że po terenie może biegać wiele jaszczurek i innych zwierząt. Sam byłem w szoku, że wybrałem akurat tą opcję ale stwierdziłem, że nie mam zamiaru iść jak wszyscy – tą najłatwiejszą. Wydawało się, że schody nie mają końca a też one same nie były zbytnio solidne. Dobre pół godziny wlokłem się w iście żółwim tempie po betonowych kafelkach, które zdawały się, że chcą mi zrobić na złość i po prostu zaraz się rozlecą.Buhaksan National Park (Seul) Buhaksan National Park (Seul) Buhaksan National Park (Seul) Buhaksan National Park (Seul)Twarz robiła się szybko mokra i choć szedłem z ręcznikiem w dłoni, przecierając się co moment, nie uchroniło to mnie przed słonym smakiem kropli potu, które spływały po czole do ust. Odnalezienie źródła wody wprawiło mnie w euforię, taką, że aż się uśmiechnąłem i natychmiastowo rzuciłem się do kranu. Ochlapanie się zimną, źródlaną wodą daje wspaniałe choć krótkie uczucie świeżości i jakiejś takiej podświadomego dopływu siły, które szybko okazuje się zwykłym złudzeniem. Wraz z kolejnymi kilometrami, pojawiało się coraz więcej ludzi, to dobry znak – pomyślałem. Chwilę później kierunkowskaz na szczyt pokazał jeszcze pół kilometra schodami. Tych kilkaset stopni było naprawdę dużym wyzwaniem. Co kilka z nich musiałem się zatrzymywać by mój ciężki oddech mógł chociaż na moment zelżeć. Na ostatnich stu metrach nogi zaczęły mnie palić jakby ktoś pod skórą rozpalał ogień a dodatkowo zaczęło robić się ciemno przed oczami. Wraz z moim rosnącym inwalidztwem, droga stawała się cięższa by na sam koniec iść już po samych kamieniach na ścieżce szerokości około 30cm, z czego po jednej stronie była skała a po drugiej sznurek odgradzający mnie od przepaści.Buhaksan National Park (Seul) Buhaksan National Park (Seul) Buhaksan National Park (Seul) Pojawienie się na szczycie to wspaniałe uczucie. Pierwsze co każdy robi w tym miejscu to momentalnie siada na skałach i odpoczywa. Udało się wejść na jeden z trzech szczytów w parku, ten miał ponad 800m wielkości nad poziomem morza. Widok z samej góry to coś niesawowitego. Widać całą metropolię choć jest ona widokowo mocno ograniczona ze względu na dużą ilość gęstych chmur, które przykrywają część budynków bliższych horyzontowi. Seul to ogromna metropolia, z tego miejsca widać to idealnie. Widać, że faktycznie jest to jedno z najbardziej zaludnionych obszarów na świecie, w którym jest aż 15 tysięcy ludzi na km². Dla porównania taki Szczecin to zaledwie 1300 osób na km². Wzdłuż wzgórza ciągną się historyczne mury Seulu, które podobno mają ponad 500 lat chociaż patrząc się na ich stan, można pomyśleć, że są nowo pobudowane co akurat w przypadku takiego obiektu działa raczej na niekorzyść.Buhaksan National Park (Seul)Cały park jest pilnie strzeżony. Teren jest pokryty gęstą siecią kabli do których podłączonych jest kilkaset nowoczesnych kamer. Co około 500 metrów znajduje się stanowisko strażnicze z dyżurującym policjantem. Obojętnie w którą stronę się udamy i w jakie zarośla, zawsze szybko natrafimy na służby. Dodatkowo przy niektórych punktach widokowych ograniczone jest fotografowanie obszaru, który wyznacza znak. Nie mam pojęcia cóż jest tu tak cennego by strzec go taką ilością policji ale patrząc ogólnie jak funkcjonuje Seul, taka ilość to raczej norma.

Fauna i flora zbliżona jest do tej naszej, polskiej. Może jest odrobinę bardziej ezgotyczna choć pod względem zwierząt wydaje się, że wręcz przeciwnie. Po lasach biegają ciemnobrązowe wiewiórki a w powietrzu można dojrzeć motyle wielkości pięści czy dużo większe niż u nas muchy. Z ptaków najczęściej występującym jest gołąb a potem wróbel, właściwie nie powiniem się temu dziwić bo to w końcu podobna strefa.

Park jest tak rozległy, że można spokojnie spędzić tu cały dzień, tylko siły może braknąć dlatego warto się zaopatrzyć w dużą ilość wody i dobre buty bo niektórzy i w klapkach dzisiaj chodzili. Dzisiejszy dzień, park oblegali japończycy, których było momentalnie aż za dużo. Wytchnienia od tłumów można szukać w tradycyjnych, koreańskich domkach, które są rozmieszczone na całym terenie a także w mini siłowniach, których również tu nie brakuje. Jedyne czego mi tu brakowało to lepszej informacji dla turystów. Większość tabliczek informacyjnych jest ograniczona językowo tylko do koreańskiego albo chińskiego/japońskiego co nie ułatwia, przynajmniej mi, poruszania się po parku.

Pomimo całego zmęczenia i bolących nóg to jednak cieszę się, że wybrałem się w to miejsce. Z pewnością jest to super punkt wypadowy albo wręcz przeciwnie docelowy wizyty w Seulu.
Buhaksan National Park (Seul)A w takich okolicznościach przyrody pisałem ten wpis 😀

Dodaj komentarz