KOREA POŁUDNIOWA – Spacer po Seulu, Dongmyo Market i N Seoul Tower (09.09.2016)

Nie licząc wczorajszego dnia w którym przyleciałem do Korei to dopiero dzisiejszy dzień mogę uznać za pierwszy w tym kraju i zarazem w Seulu. Jeszcze będąc w hostelu, zaplanowałem sobie mniej więcej każdy dzień i porozkładałem miejsca, które chcę zobaczyć na każdy z nich. Dzisiaj postanowiłem pospacerować luźno po Seulu, odwiedzić targowisko w dzielnicy Dongmyo i wlazłem na N Seoul Tower czyli wieżę widokową górującą nad miastem.
Na targowisko dojechałem metrem. By dojechać, specjalnie wykupiłem polecaną przez wszystkich kartę T-Money, która kosztowała 3000₩ i doładowałem kolejnymi 2000₩. Jak sobie później sprawdziłem, różnice w cenie są naprawdę minimalne – dla osoby dorosłej wielkości 100₩ na jednym bilecie czyli po prostu na kilka przejazdów bez sensu jest w nią inwestować i lepiej bilety kupować pojedynczo. To naprawdę dziwne uczucie kiedy się wsiada do metra i wszyscy się na ciebie patrzą. Ja też patrzę ale raczej w poszukiwaniu jakiejś nieazjatyckiej twarzy by móc zobaczyć, że jednak ktoś czuje to samo co ja. Największe zainteresowanie dla mojej osoby, oczywiście pośrednie, okazują przede wszystkim małe dzieci i starsi ludzie. Sektor pomiędzy prawdopodobnie już się przyzwyczaił do turystów.

O samym metrze też warto wspomnieć kilka słów. W Seulu jest aktualnie aż 9 podstawowych linii podziemnego metra a także 10 dodatkowych takich jak choćby trasa łącząca centrum miasta z lotniskiem Incheon. Większość tras jest stale powiększana a plany modernizacji i tworzenia przedłużeń są rozpisane aż do 2022 roku. Oprócz tak gęstej siatki połączeń należy też wspomnieć o infrastrukturze dookoła. Większość stacji, przynajmniej tych, które ja wiedziałem są bardzo nowoczesne i przystosowane dla osób niepełnosprawnych. Stacje metra w Seulu lśnią czystością i pachną jakby co chwilę ktoś dokładnie je czyścił co sprawia, że taki ktoś jak ja już w samym metrze czuje się dziwnie. Bilety cenowo wyglądają dobrze. Zarabiając minimalną stawkę godzinową, przeciętny mieszkaniec Korei może sobie pozwolić na cztery bilety co godzinę.

Wysiadając na stacji Dongmyo, od razu po wyjściu wchodzę na targowisko. Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że panuje tu ogromny chaos ale wystarczy poprzechadzać się po kilku alejkach by zobaczyć, że bazar podzielony jest na różne części w zależności od tego, kto czym handluje. Oczywiście większość stoisk jest rozstawionych na dziko ale w tym miejscu to raczej nie powinno dziwić. Wszedłem w dział ubrań i ciekawostką jest to, że ulicznych ciucholandów nie prowadzą Azjaci tylko hindusi. Wszystkie ciuchy leżą na ziemi, na ogromnych stosach a zainteresowani po prostu grzebią w nich i szukają czegoś dla siebie. Przyglądałem się temu chwilę, przypomina to walkę gołębi o rozrzucone ziarno, o to kto pierwszy zgarnie większy kąsek. Wbrew pozorom ubrania w Korei nie są jakoś specjalnie drogie a mimo wszystko nawet w takich dziwnych miejscach jest tłum chętnych. Niektórzy mają bardziej komfortową sytuację i mają zamykane stoiska gdzie z kolei znajdziemy też używane, ale poukładane i ładnie sprezentowane do sprzedaży marynarki, spodnie każdego rodzaju czy buty.

Dalej jest alejka, która mnie najbardziej interesowała – z płytami, książkami i filmami. Przyszedłem tu głównie po to, żeby znaleźć pewną kasetę ale to przecież dobry pretekst, żeby odwiedzić takie miejsce. Stoisk z płytami jest kilka aczkolwiek jest bardzo mało chętnych. Wszystko spowodowane jest faktem, że Koreańczycy nie przepadają jakoś mocno za zachodnią muzyką. Oni mają swój K-Pop, który ubóstwiają i na tym kończą się ich muzyczne horyzonty. Lubią za to amerykańskie filmy, których znajdziemy nie tylko na Dongmyo Market ale w każdym innym targowisko w Korei i niekoniecznie w oryginalnych wersjach a po prostu zgrane na czystą płytę DVD. Książki cieszą się umiarkowanym zainteresowaniem. Młodzi wybierają przede wszystkim komiksy choć i te w większości mają teraz w telefonie i internecie.Dongmyo Market - SeulDongmyo Market - SeulDongmyo Market - SeulDongmyo Market - SeulDongmyo Market - SeulNajwięcej stanowisk zdecydowanie pochłaniają tapety. Nie wiem jak wygląda przeciętne, koreańskie mieszkanie ale sądząc po tym ile tych tapet tu jest i ilu jest na nie chętnych, to chyba nic innego na ściany nie kładą. Setki kolorów, wielkości ale za to bardzo mało wzorów. Kolory jednolite bez żadnych udziwnień ale w wielu odcieniach. Zaraz obok znajduje się rząd straganów z narzędziami budowlanymi. Wszystko tutaj jest brudne i wygląda jakby nigdy nie chciało działać ale ludzie kupują a przy okazji biorą udział w prelekcjach, które handlarze organizują dla pokazania, jak dany przedmiot działa. Taka azjatycka, używana ikea.

Ostatnią alejkę tworzą restauracje. Jeszcze nie przyzwyczaiłem się do faktu, że czym brudniej tym smaczniej. Zapachy są fascynujące, czuć w powietrzu czosnek, mój ulubieny. Dużo ludzi jada w takich knajpkach ale też niektórzy biorą jedzenie z pojedynczych stoisk rozstawionych po całym bazarze. Robią tu placki, jeszcze nie wiem z czym ale jakąś mieszanką zielonych warzyw, smażą robaki albo sprzedają coś na wzór naszych pączków. Ceny są tu oczywiście mniejsze niż w centrum miasta, więc dobre danie można tu dostać już za 5000₩.SeulSeulSeulSeulSeulSeulSeulOstatnim punktem ale największym wyzwaniem było dojście do parku Namsan, w którym można wejść na N Seoul Tower. Park jest zlokalizowany w samym sercu Seulu, więc z każdej strony bardzo łatwo można się do niego dostać. Na samą górę można wjechać autobusem lub wejść pieszo co osobiście sam wybrałem i proponuję. W czasie 2km spaceru jest kilka punktów widokowych, z których już można podziwiać całe miasto a przy okazji odrobinę odsapnąć. Ogólnie dwa kilometry to bardzo mały dystans, ale tutaj z 30°C temperaturą i ciężkim powietrzem to jest wyprawa na dobrą godzinę marszu.N Seoul Tower - Seul Seul Seul Seul Seul Seul Seul Seul Sam szczyt to parada atrakcji turystycznych. Poza samą wieżą, znajduje się tu kilka sklepów i restauracji choć ceny powalają na kolana. Ja osobiście nie zdecydowałem się wjechać na wieżę z jednego, prostego względu. Już w czasie wspinaczki było spore zachmurzenie i mało co było widać a wjeżdżając na samą górę, praktycznie nic bym już nie widział więc zdecydowałem się odpuścić.

Udało trafić się za to na występy artystyczne na głównym placu i tym samym poznałem tradycyjny, koreański taniec Nongak. Mężczyźni ubrani w ludowe stroje: czarno-białe kimono przepasane czerwono-niebiesko-żółtą wstęgą z tradycyjną czapką Sangmo, podskakiwali grając jednocześnie na bębnach. Początkowo wydawało się to nudne ale z czasem mój entuzjazm rósł i oglądało się to naprawdę dobrze. Świetny kontakt z publicznością też zrobił swoje i 20 minutowy spektakl był non stop oklaskiwany przez zgromadzoną widownie. Po nich na placu pojawili się japońscy wojownicy, którzy prezentowali swoje umiejętności w posługiwaniu się samurajskim mieczem z elementami sztuk walki – chyba Aikido. Całość trwała ze 40 minut ale warto było usiąść i obejrzeć coś tak innego niż przywykłem do oglądania.Nongak - Seul Nongak - Seul Nongak - Seul Odwiedzin w Namsan Parku nie warto ograniczać do samej wieży. Znajdują się tu różne trasy, którymi warto przejść. Ja wybrałem się na chwilę na trasę wzdłuż starych murów obronnych i tradycyjnym, koreańskim lesie. Dużo osób tu przyjeżdża na rowerach a także aktywnie spędza czas biegając czy ćwicząc na siłowni.

Przez cały dzień zrobiłem prawie 40 kilometrów. Dochodząc do domu miałem wrażenie, że zaraz się przewrócę ze zmęczenia. Niestety taki rodzaj turystki preferuję najbardziej i kiedy jestem wykończony, wtedy wiem, że spędziłem miło dzień. Pierwszy dzień w Seulu należał do bardzo dziwnych, przede wszystkim dlatego, że jeszcze trzyma mnie szok kulturowy. Tutaj jest wszystko inaczej i ciężko się ot tak do tego przyzwyczaić. Funkcjonowanie azjatyckiego kraju będzie chyba mnie zawsze intrygowało ale jest to jednym z powodów dla których tu jestem – poznanie innego świata.

Dodaj komentarz