KOREA POŁUDNIOWA: Gyeongdong Market, Naksan Park (Seul) (12.09.2016)

Dzień zacząłem od wizyty w serwisie Asusa. Ta podróż nie mogła zacząć się inaczej niż serią kilku pechowych sytuacji. Zepsucie się laptopa była jedną z nich. Wierzę, że skoro początek jest aż tak trudny to koniec będzie dużo łatwiejszy. W planach również była wizyta na jednym z największych targowisk w Seulu – Gyeongdong Market gdzie znalazłem prawdziwą azjatycką duszę a w drodze powrotnej wizyta w artystycznym Naksan Parku.

Bardzo zdziwił mnie fakt, że w głównej, koreańskiej siedzibie Asusa nikt nie potrafił powiedzieć kilku słów po angielsku. Nie oczekuję, że na straganie czy w sklepie, sprzedawca będzie potrafił się dogadać w innym języku niż swój ojczysty ale w takim miejscu jak autoryzowany serwis międzynarodowej korporacji ktoś by jednak mógł znać angielski chociaż w stopniu komunikatywnym, tak jak ja. Gdyby nie to, że bez laptopa nie dałbym rady podróżować dalej z różnych względów to chyba bym odpuścił próbę porozumienia się. Na szczęście determinacja wzięła górą i po kilku chwilach wyszedłem z naprawionym laptopem. To dobry znak – pomyślałem. W końcu oczyściło mi to trochę głowę.

Na targowisko Gyeongdong Market dojechałem metrem. Nie jest to najtańsza opcja ale najszybsza i najbardziej komfortowa. Wjeżdżając po ruchomych schodach na ulicę, w nozdrza wdał się wspaniały zapach. Zapach ziół, przypraw, warzyw i owoców. To właśnie takie miejsce chciałem najbardziej odwiedzić. Typowo azjatyckie z typową azjatycką atmosferą. Taką jak na amerykańskich filmach z lat 80 i 90, które oglądałem. Koreańskie China Town.

Gyeongdong Market to ponad 1000 różnych sklepików i ze trzy razy więcej dzikich stoisk. Wszyscy specjalizują się tu w jednym – w naturalnym i zdrowym jedzeniu albo raczej jego wszystkimi składnikami.
Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul Tego potrzebowałem – poczuć prawdziwą Azję. Zapach który przez dłuższy moment zahipnotyzował mój nos to cynamon. Będąc w domu zbytnio za nim nie przepadam ale tutaj wydał się czymś pięknym i tak aromatycznym, że aż zatrzymałem się, zamknąłem oczy i krótką chwilę napawałem się tą zmysłową radością. W takim amoku dotarłem za moment do alejki z ziołami. Udało mi się odgadnąć tylko kilka z nich m.in bazylię, kolendrę i miętę ale było ich znacznie, znacznie więcej. Duża część z nich była już pocięta, rozdrobniona i rzucona na duże, drewniane półmiski a inne były wciąż w swojej pierwotnej formie, leżąc na stosach jedne obok drugich. Kolejne sto metrów to same przyprawy. Tutaj mieniło się od koloru żółtego, czerwonego i czarnego i wszystkich ich odcieni. Wszechobecny zapach curry był tak intensywny, że zdawało się, iż zabija wszystkie pozostałe razem. Tak jakby tylko on chciał brać udział w tym aromatycznym spektaklu.

Gwiazdorzenie wśród zapachów jest krótkie i miejscowe bowiem co alejka to szybko znajduje się inny aromat, któremu ten poprzedni nie dorównuje nawet w połowie swojej mocy. Tutaj były to ryby i owoce morza. Większość pierwszy raz widziałem na oczy i nawet nie znam ich nazwy. Z pewnością znajdziemy tu ośmiornice ale trochę mniejsze niż te, które widziałem w bajkach, kraby – te z kolei wielkości małego psa czy anchois, na które mój nos jest specjalnie wyczulony kiedy będąc przedostatnim razem w Krakowie, przy zamówieniu pizzy, pomyliłem je z ostrymi papryczkami.
Ryb mnóstwo z czego większość jeszcze żywych, pływających po kilkanaście w małym, niebieskich pudełkach i akwariach wystawionych na pokaz przed główną witryną. Na życzenie klienta, sprzedawca zrobi tutaj z rybą co tylko kupujący będzie sobie życzył.Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul Na sam koniec zostawiłem sobie kilkaset stoisk z owocami i warzywami. Pierwsze co robi mój mózg, chyba nawet nieświadomie, to wysyła mi wiadomość: tego u nas nie ma. Przechadzając się między tymi straganami dostałem setki takich informacji.

Nie trudno zauważyć wiele różnic. Nigdzie nie znajdziemy ziemniaków za to są tony batatów. Warzywa takie jak marchewka czy ogórek wydają się tu egzotyczne. Jabłka to produkt luksusowy tak samo jak jasny winogron. Ciemny, koreański jest znacznie tańszy. Nie ma tu pomarańczy czy mandarynek, są za to całe kartony persimon i arbuzów, które kosztują krocie. Najtańszy arbuz jaki znalazłem kosztował 17000₩ czyli prawie 60zł a jego wielkość nie przekraczała rozmiaru piłki do nogi.

Bardzo dużo jest papryki. Koreańczycy jak chyba wszyscy Azjaci, lubią ostre potrawy więc i duży wybór ostrych papryczek. Takiej tradycyjnej, jak u nas, jest bardzo mało. Papryczki za to są w bardzo wielu kolorach aczkolwiek przeważają zielone i czerwone. Można kupić je w całości lub oskubane z całego wnętrza. Część sprzedawców wysypuje je bezpośrednio na ziemię i jeśli ktoś jest zainteresowany to taki sprzedawca nakłada te warzywa z całą zawartością tego co znajdowało się wcześniej na chodniku. Tutaj to norma, tu nie ma wymogów tak wysokiej higieny jak w Europie.Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul Gyeongdong Market - Seul

Na tym straganie spędziłem blisko cztery godziny. Dużą część tego czasu poświęciłem na oglądanie tego co się tu sprzedaje ale też patrzyłem na ludzi. Ludzi którzy tu kupują i którzy tu sprzedają, na przeciętnych Koreańczyków i Koreanki. Niby nie ma w takim miejscu nic nadzwyczajnego ale to pierwszy raz kiedy zobaczyłem to co czeka mnie w jeszcze bardziej, intensywnej formie w Tajlandii, Chinach czy na Filipinach.Naksan Park (Seul) Naksan Park (Seul) Naksan Park (Seul) Naksan Park (Seul) Naksan Park (Seul) Naksan Park (Seul) Naksan Park (Seul) Naksan Park (Seul) Naksan Park (Seul)Drugim i ostatnim punktem dnia było zobaczenie artystycznego parku Naksan a właściwie jego części, która poświęcona została street art czyli sztuce ulicznej. Po całym obszarze, w większości zabudowanym i zamieszkałym, porozmieszczano różne dekoracje a wiele ścian przyozdobiono muralami. Widać, po odwiedzających, że to dobra miejscówka dla koreańskich nastolatek, które przychodzą tu najczęściej parami i robią sobie nawzajem zdjęcia. W różnych pozach, z różnymi dodatkami, najczęściej tymi z bajek. Mnie osobiście to miejsce nie urzekło, może dlatego, że nie interesuję się ogólnie pojętą sztuką a zwłaszcza uliczną. Byłem po prostu ciekawy jak to wygląda i wiem, żeby nigdy nie wyrażać chęci odwiedzin takich miejsc.

2 myśli nt. „KOREA POŁUDNIOWA: Gyeongdong Market, Naksan Park (Seul) (12.09.2016)

    1. lapavlo Autor wpisu

      Dzięki! Planowo miałem być ale jak to plany – zmieniły się. Dostałem w dobrej cenie bilet do Qingdao no i zrezygnowałem z Jeju.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz