CHINY: Pierwszy dzień w stolicy (Pekin) (24.09.2016)

Pociąg na trasie Datong – Pekin pokonuje 350km drogi w prawie 7 godzin. Oblicz z jaką, średnią prędkością jedzie? No właśnie, doliczając postoje na przystankach to maksymalnie mknie 70km/h. Pociąg, którym jechałem do Pingyao jechał z prędkością 250km/h. Tak wygląda rozbieżność w komunikacji, tak wyglądają całe Chiny pod każdym względem. Góry i doliny, skrajności. Mnóstwo skrajności. Pobudka o 5 rano, szybkie pakowanie i w godziną, pieszą drogę z plecakiem na dworzec. Czemu pieszą? Nie chciało mi się tłuc autobusem. Oczywiście z ciężkim plecakiem to byłaby najlepsza opcja ale chciałem złapać trochę powietrza, chwilę się przejść o poranku, w końcu przede mną kilka godzin jazdy pociągiem. Znów przywołały mi się różne myśli. Po co? No właśnie, mam 7 godzin żeby sobie odpowiedzieć na to pytanie, wysiąść w Pekinie i cieszyć się życiem.

———

No chyba po nic. Moja radość szybko zniknęła kiedy zdałem sobie sprawę jak ogromny jest Pekin. Wysiadłem w mrowisku. Dosłownie. Nigdy nie widziałem tak oblężonego miejsca jakim jest dworzec w stolicy Chin. Mózg automatycznie wyszukuje wśród tłumów nieskośnych ludzi, znajdujemy się wzrokiem i patrzymy ze sobą z jakimś takim politowaniem dla sytuacji w której się znaleźliśmy. Nienawidzę takich skupisk, potrzebuję powietrza, przestrzeni a tymczasem cały czas ktoś na mnie wpada, ktoś ode mnie się odbija, ktoś zachodzi mi drogę, ja komuś i tak dalej. Podszedłem pod stację metra, totalnie nie ogarniałem gdzie mam kupić bilet, wszystko było inaczej niż w Xi’An, Datongu czy Seulu. Po paru minutach krążenia stwierdziłem, że idę z kapcia. Ale jak? Nie mam przecież mapy, nawet adresu hostelu nie mam. Jak zawsze przygotowany. W pamięci miałem tylko kawałek mapy z googli, którą przeglądałem jeszcze w hostelu w Datongu. Do tego zapamiętałem jakimi liniami metra mam jechać, gdzie wysiadać i się przesiadać i jak ze stacji metra dojść do hostelu. Nie wziąłem pod uwagę, że coś może jedna ulec zmianie. Jedyne czego się nauczyłem będąc w takich dużych miastach. Jak nie wiesz gdzie iść a znasz miej więcej kierunek to idź zgodnie ze stacjami metra.

Po trzech godzinach dotarłem, cały spocony, zmęczony do hostelu. Szybkie zameldowanie i biegnę do pokoju. W tym momencie kończy się radość tego dnia. Dostałem łóżko pod samym klimatyzatorem. Dla mnie równa się to jedno = choroba. Poleciałem z prośbą o zmianę łóżka ale najpierw nie mogłem się dogadać bo nikt nawet w komunikatywnym angielskim nie potrafił się porozumieć, po 15 minutach dowiedziałem się, że niestety zmiana łóżka może być dopiero za dwa dni. Klimatyzator włączony na maxa, wyłączałem ale zaraz śmierdzące chińczyki włączały i tak ze 3-4 razy. Raz ja, raz oni. W końcu zrezygnowałem bo się nie będę kopał z koniem. Zostało mi tylko schować się pod śpiwór, zasłonić całą twarz i modlić się, żebym obudził się zdrowy.

Dodaj komentarz