CHINY: Odbiór paczki na przedmieściach (Pekin) (30.09.2016)

Przez cztery dni leżałem w łóżku z gorączką i potężnym przeziębieniem. W tym czasie stwierdziłem, że chcę wrócić do domu i kupiłem bilet powrotny z Pekinu do Warszawy. Teraz stwierdzam, że może się trochę pospieszyłem z biletem powrotnym aczkolwiek jednak cieszę się, że go mam i wracam do domu. Miałem wypocząć a po miesiącu w Azji jestem sto razy bardziej zmęczony niż kiedykolwiek a nie tak to miało wyglądać. Skoro trochę mi się polepszyło to umówiłem się po odbiór paczki w jednym z magazynów na peryferiach Pekinu no i wbrew pozorom, to była trudna misja do wykonania. 

Pierwsza próba odbioru zamówienia nastąpiła rano. Specjalnie obudziłem się wcześniej i zebrałem z mikroskopijnego łóżka żeby zdążyć przed 12. W południe bowiem kończył mi się pobyt w hostelu i jeśli nie chciałem płacić za kolejną noc, musiałem zdążyć z powrotem i się wymeldować.  Szybkie przeanalizowanie map google i wyszło, że czeka mnie podróż trzema liniami metra.  Ha, w Pekinie jest więcej linii metra niż było w Seulu a myślałem, że to niemożliwe.  Jest ich tutaj aż 16 co w porównaniu do naszej Warszawy wypada miażdżąco. Szesnaście odcinków gdzie większość stacji jest tzw transferowa czyli można przesiąść się do innej linii.  Zawsze interesuje mnie logistyka takich miejsc i to jak były budowane. To musi być naprawdę ciężkie do ogarnięcia, zaplanować te wszystkie przejścia, tunele, łączniki itp.  Podziwiam tych którzy to planują a potem budują z dokładnością do każdego centymetra planu.

Metro w Pekinie pod względem technicznym jest zróżnicowane. Jest sporo nowych pociągów ale są też i trochę starsze i dla mnie jako obcokrajowca, do nich trafić najgorzej. Nie mają tablicy ze świecącymi się stacjami!  Jeśli się nie zna chińskiego to jest to wyzwanie wyjść na tej stacji, na której się chce.  Jednak większość czasu jeździłem nowymi więc udało się w większości przypadków ominąć ten problem.PekinPekinDruga różnica która najbardziej rzuca się w oczy jeśli myślę o porównaniu metra z Pekinu do tego w Seulu to cena biletu. Stolica Korei pod tym względem wypada bardzo drogo nawet za krótki odcinek trasy.  Tutaj, w stolicy Chin najdroższe bilety kosztują 7¥ czyli jakieś 4zł.  Cztery złote ale za nieskończenie wiele przesiadek i najdłuższe trasy. Przeważnie za metro, jeżdżąc po centrum, płaci się  3-4¥ czyli około 2zł zatem bardzo tanio. Tanio ale też i tłoczno. Chińczyków jest nieraz tyle, że jedynie wejście do metra jak czołg pozwala minimalnie się wcisnąć i móc pojechać. A co robią Chińczycy w metrze? Wszystko co można robić używając telefonu. Każdy tutaj trzyma telefon w ręku i całą drogę grzebie w nim.  Kiedyś myślałem, że ja używam dużo telefonu ale po wizycie w Korei Południowej i Chinach stwierdzam, że praktycznie nie wiem co to jest telefon.

Po trzech przesiadkach i godzinie drogi wysiadłem na zadupiu. Dwie przecinające się drogi i pytanie w którą stronę iść. Wybrałem tą najbardziej prawdopodobną według mnie.  Szedłem i szedłem i szedłem patrząc na zegarek i kiedy wciąż szedłem a minuty uciekały, stwierdziłem, że dalej iść to bezsens a jeszcze się spóźnię wymeldować. No i zawróciłem. Do hostelu zdążyłem na 20 minut przed czasem. Tyle co wziąć plecak i pożegnać ten dziadowski, mój najgorszy w życiu hostel.  Kolejne trzy godziny spędziłem na szukaniu noclegowego zamiennika. A kiedy już udało się zacumować plecak w nowym obiekcie, pojechałem po paczkę jeszcze raz tym razem lepiej przyszykowanym,

Znów trzy linie metra i tym razem autobus. Zapisałem sobie po chińsku jak brzmi nazwa przystanku na którym mam wysiąść i na chińskim rozkładzie jazdy odnalazłem go.  Problem był w tym jak kupuje się bilety na przejazd. Zajechał autobus, upewniłem się u kierowcy, że faktycznie jedzie tam gdzie ja chcę i chciałem zapłacić za bilet.  Machnął ręką do tyłu, obróciłem się a tam stoi pan w mundurze i pani, która sprzedaje bilety.  Wrzucało się 2¥ do pudełka, dostawało bilet a koleś wskazywał miejsce, które można zająć.  Pierwszy raz coś takiego spotkałem, żeby angażować aż tyle osób do każdego autobusu ale już w którymś wpisie poprzednio stwierdziłem, że Chińczycy są pracowici ale duża ich część pracuje bezsensu.

Wysiadłem cztery przystanki dalej, na jeszcze większym zadupiu.  Droga szybkiego ruchu po jednej stronie a po drugiej same hurtownie, magazyny i fabryki.  Jak tu teraz znaleźć to czego szukam?  Zacząłem krążyć od drzwi do drzwi pokazując na telefonie nazwę firmy której szukam. Nikt nic nie wiedział, nikt nic nie widział. W końcu udało się trafić na osobę, która zechciała mi faktycznie pomóc. Pan około lat 40, choć nie znał słowa po angielsku, miej więcej zrozumiał o co mi chodzi i zaczął szukać informacji jakichś w internecie które mogłyby mi pomóc. Potem przez następną godzinę chodził  ze mną po różnych miejscach dookoła terenu i pytał się ludzi o tą firmę. Ostatecznie znalazł numer telefonu do nich i załatwił mi osobę, która mnie tam zawiezie. To chyba najbardziej uprzejmy człowiek jakiego poznałem w Chinach i choć ani ja po chińsku ani on po angielsku, to gestykulacją rozumieliśmy się bardzo dobrze. To znaczy jedno, że komunikacja nie wymaga znajomości języka a tylko chęci.

Przyjechał po mnie chłopak na skuterze, taki ala rower ale z motorkiem.  Pierwszy raz w życiu takim czymś miałem jechać i trochę się cykałem zważywszy na to, że było już ciemno a znając realia chińskich kierowców mogłoby być to czyste samobójstwo.  Wsiadłem, kolana miałem przy brodzie praktycznie, plecak mi zlatywał z jednego ramienia i tak sobie jechaliśmy przez 10 minut. Po tym czasie w końcu udało się wejść do magazynu i odebrać paczkę.

Sam magazyn to duża hala, choć jak na magazyn to z kolei niewielki.  Regały pełne paczek, krzątających się ludzi. Jedni siedzieli przy komputerach inni pakowali paczki a inni je przenosili i adresowali. Pomyślałem, że też bym chciał mieć takie miejsce. Taki mój ogromny magazyn, w którym był wysyłał setki paczek dziennie do ludzi na całym świecie. Może kiedyś moje marzenie się spełni.

Wracałem już spokojniej. Czterokilometrowy spacer do metra i godzinna droga do hostelu. Hostel mam w prawdziwych hutongach czyli starodawnych dzielnicach Pekinu.  Hutong to zawsze jest atrakcja. Szkoda, że nie trafiłem tu wcześniej ale w podróży jak w życiu, nie wszystko da się przewidzieć.

Dodaj komentarz