CHINY: Międzynarodowe Lotnisko w Pekinie (03.10.2016)

Już 9 godzin patrzę się w szybę przed sobą. Za dużym szkłem zamglone miasto a raczej jego peryferie. Widać duży lotniskowy parking, dworzec na który metro dowozi podróżnych, hotel. Na pierwszym planie co chwilę podjeżdżają autobusy z których wysiadają kolejni ludzie a już inni czekają by udać się w dalszą drogę. Czym później tym niebo zdaje się gęstnieć od smogu by tuż przed zmierzchem nie było nic wydać. Za 6 godzin wracam do domu.

Niebieskie neony terminalu trzeciego przypominają mi mój wylot z Pragi miesiąc temu. Wtedy się nie spodziewałem, że za prawie 30 dni będę trzymał bilet powrotny do Polski. Cztery dni temu kiedy go kupiłem byłem załamany. Przecież miałem wrócić dużo później, dużo więcej miałem zobaczyć.Teraz leżąc na lotniskowych krzesłach i patrząc się w sufit stwierdzam, że cieszę się, że to koniec bo to była dla mnie męczarnia. Czuję to samo, dokładnie to samo co w tamtym roku w czasie pobytu w Rzymie. Nie dla mnie zwiedzanie miast, dużych metropolii. Nie dla mnie szukanie atrakcji w postaci muzeów, sklepów, świątyń itp. Nie dla mnie przeciskanie się wśród tłumów ludzi, chodzenie po knajpach czy restauracjach. Dochodząc do tych samych wniosków we Włoszech, myślałem, że pobyt w Azji rozwiąże moje problemy. Wystarczył mi miesiąc w Korei Południowej i Chinach by uświadomić sobie jak bardzo się myliłem i jak bardzo potrzebuję czegoś innego.

Czy żałuję tego wyjazdu? I tak i nie. Tak bo wydałem sporo pieniędzy a jako tradycyjny dusigrosz smutno mi z powodu każdej wydanej złotówki, która wylatuje z mojego portfela. Oczywiście liczyłem się z wydatkami ale okazały się one niewspółmierne do tego co udało mi się zobaczyć, w jakich miejscach być i jak żyć na miejscu. Tak, bo straciłem jakąś wizję, jakiś punkt odniesienia na którym opierałem wiele swoich planów. W końcu nie przyjechałem tu tylko po to żeby zwiedzać. Z drugiej strony nie żałuję bo w głowie narodziły mi się nowe pomysły, poznałem inną kulturę, inną rzeczywistość, codzienność i inny świat. Zobaczyłem to co chciałem zobaczyć, coś co zamazało pewne drogi i spaliło niektóre mosty. Długo żyłem tym wyjazdem, cieszę się, że teraz zmienią się priorytety i głowa będzie mogła zacząć prosperować na innych obrotach, niekoniecznie związanych z tym właśnie wyjazdem. To działa na mnie bardzo pozytywnie i bardzo z tego powodu się cieszę. To chyba największy plus obecnej sytuacji.

Oczywiście wiadomo, pewnie gdyby nie fakt, że się rozchorowałem, brnąłbym dalej w tą podróż. 12 października mam wykupiony lot do Manili, więc październik pewnie spędziłbym kręcąc się po Filipinach. Trochę szkoda, bo bardzo chciałem ten kraj zobaczyć. Chciałem odwiedzić Kambodżę, Indonezję i Brunei, nie udało się ale zawsze mogę to zrealizować w czasie późniejszym. Nie warto ryzykować pogorszenia zdrowia tylko po to by na siłę ciągnąć swoje plany za uszy.

Ktoś powiedział, że podróże kształcą. Tak, potwierdzam – kształcą i to bardzo. Teraz jestem tego pewien. Ten miesiąc nauczył mnie bardzo dużo i może warte to było wydania tych pieniędzy i poświęcenia całego tego czasu. Mam nadzieję, że wrócę taki jakbym chciał wrócić, ze zmianami w głowie. Jak będzie to się okażę. Czas iść na odprawę. Cześć Chiny, do nigdy!

Dodaj komentarz