CHINY: Ulica Handlowa w Pekinie (02.10.2016)

Na dzień przed wylotem wybrałem się do dzielnicy handlowej w Pekinie. Choć wciąż jestem przeziębiony i kręci mi się w głowie to zdecydowałem, że nie mam ochoty spędzić kolejnego dnia leżąc w łóżku z klimatyzatorem nad głową. Pogoda była ładna, więc tylko ciepło się ubrałem i w drogę. Chciałem zrobić zakupy z jednego, konkretnego powodu, zostało mi trochę juanów a nie chciało mi się potem bawić w ich rozmienianie. Czego mogę szukać w jakimkolwiek miejscu na świecie jeśli mam trochę grosza? Oczywiście płyt. Poza tym popatrzyłem sobie na witryny najdroższych butików na świecie, zobaczyłem najbrzydszą galerię handlową w moim życiu i zostałem zaproszony do małej galerii sztuki.

Tradycyjnie ze słuchawkami w uszach mknę w stronę ulicy Wangfujing – jednej z najbardziej prestiżowych ulic Pekinu. Panuje tu istny tłok. Podobno wieczorem i w nocy jest jeszcze więcej ludzi a ja będąc przed południem, z trudem przeciskałem się między ludźmi. Długa na kilkaset metrów ulica mieści ponad 200 sklepów i to w większości tych najdroższych, najlepszych, najpopularniejszych.Wangfujing - PekinWangfujing - PekinWangfujing - PekinWangfujing - PekinWangfujing - PekinPrzyzwyczaiłem się do faktu, że dla niektórych, mój warkoczyk robi furorę. W Chinach często się z tym spotykałem choć raczej tutaj takie coś nie powinno dziwić. Jeszcze na początku XX wieku większość mężczyzn miała warkoczyk z taką różnicą, że oprócz niego mieli też ogoloną głowę na zero. Zaczepiła mnie pani, która stwierdziła, że to co mam z tyłu głowy to bardzo oryginalne i fajnie wygląda. Okazało się, że kobieta jest nauczycielką tradycyjnej, chińskiej sztuki i uczy malowania na papirusach, butelkach itp. Na pytanie gdzie idę, odpowiedziałem, że szukam sklepu z płytami.

– Tak? To się świetnie składa bo moja galeria jest tuż obok, może masz ochotę ją zobaczyć?”
– No czemu nie, prowadź.

Weszliśmy do pomieszczenia, które bardziej przypomina korpo-świat niż coś związanego ze sztuką. Wchodząc do windy zacząłem wątpić czy faktycznie jadę zobaczyć coś ciekawego czy jedyne co zobaczę to będzie pięść lecąca w moją stronę. Winda się otwiera a mym oczom ukazuje się obraz z amerykańskiego kina; jakiś pan goni panią rzucając jej dokumenty, ktoś biegnie i wylewa kawę – no typowe biuro w którym każdy ma milion rzeczy na głowie do zrobienia w tym samym momencie. A jednak moja przewodniczka otwiera kawałek dalej drzwi i wchodzimy do pomieszczenia może z 15m², które w całości jest upchane różnymi obrazami. Rzuciły mi się w oczy butelki stu mililitrowe, które malowane są od wewnętrznej strony i wygląda to naprawdę ładnie. Nie ukrywam zainteresowania tym jak zostało to namalowane. Okazuje się, że jedną taką butlę robi się ponad tydzień po 8 godzin dziennie. Faktycznie to możliwe patrząc jak piękne są to malunki.

Przewodniczka: Tylko dzisiaj, dla ciebie, specjalna cena. 1000 juanów. Którą chcesz?
Ja: a żadnej nie chcę, są naprawdę ładne ale nie na tyle żebym je kupił za taką cenę.
P: Rozumiem, w takim razie zaproponuję wspaniałą ofertę, tak tanio to ty nigdzie tego nie kupisz – 800 juanów.
Ja: nie chcę nawet i za 500, dziękuję bardzo.

Przechodzimy parę kroków dalej gdzie są malowane papirusy.

P: Które ci się najbardziej podobają?
Ja: Ten z pandą jest ładny, ten z Wielkim Murem też.
P: W takim razie sprzedam ci te dwa za 1500 juanów.
Ja: Ile razy mam mówić, że nie chcę nic kupić.
P: Nie chciałeś kupić butelek ale może zechcesz kupić papirusy
Ja: Nie, papirusów też nie chcę kupić.
P: Dzisiaj jest taki ładny dzień to sprzedam ci każdy za 500 juanów
Ja: Dziękuję bardzo, nie!
P: To spójrz na pracę moich studentów, każdy kosztuje 400 juanów.
Ja: Są świetne ale nie dziękuję.
P: 300 juanów
Ja: Nie
P: 150 juanów
Ja: Nie dziękuję.
P: Dlaczego nie chcesz wesprzeć moich studentów?
Ja: A kto mnie wesprze?
P: Ale moi studenci są biedni
Ja: No ja też jestem biedny
P: Przyjechałeś z zachodu i jesteś biedny? Nie żartuj.
Ja: No niestety. Chciałbym już wyjść.
P: Wspomóż moich studentów!
Ja: Do widzenia.

Po chińczykach spodziewałbym się lepszego rozumienia klienta jeśli już musiałem nim być. Każda kolejna próba, pytanie czy kupię powodowało jeszcze większą moją niechęć i chyba u większości ludzi ten proces przebiegałby tak samo. Te prace były naprawdę ładne ale nie na tyle, żebym wyłożył za nie równowartość 500zł czy nawet 50zł.

Z budynku wyszedłem w lekkim szoku po tym co mnie przed chwilą spotkało. Długo nie trzeba było iść żeby dojść do miejsca w którym miały być płyty. Okazało się, że to największa księgarnia w Pekinie. Taki nasz Empik ale dużo, dużo większy. Sześć ogromnych pięter podzielonych na różne działy tematyczne. Dotychczas tak ogromną księgarnie widziałem w Monachium. Pierwsze cztery przejechałem ruchomymi schodami, na piątym chwilę się rozejrzałem i moim oczom ukazały się płyty. Niczym chytra baba po torebki w lidlu, pobiegłem patrząc co mają w sprzedaży. Momentalnie doznałem zażenowania bo ceny były cztery a nawet pięciokrotnie większe niż te, które są za te same nagrania w internecie. Dodatkowo bardzo mały wybór anglojęzycznych artystów. Wśród muzyki przeważały zdecydowanie chińskie boys bandy. Półki przeglądałem z dobre pół godziny, w tym czasie nikt nawet nie przeszedł w pobliżu. To pokazuje jak słaby jest rynek pod tym względem. W księgarni, jak na ulicy, było bardzo dużo ludzi. Większość siedziała gdzie tylko się dało i czytała, oglądała książki. Chińczycy mają to do siebie, że siadają tam gdzie im wygodnie nie patrząc czy być może komuś to będzie przeszkadzać w swobodnym przejściu.
Wangfujing - PekinWangfujing - PekinWangfujing - PekinWangfujing - PekinWangfujing - PekinWangfujing - PekinWangfujing - PekinWangfujing - PekinDalej wybrałem się wzdłuż handlowej ulicy zaglądając do paru sklepów. Ceny przytłaczały mój mały budżet ale nie działało to na mnie jakoś negatywnie, wręcz przeciwnie. Nie robi na mnie zbyt wielkiego wrażenia witryna z ciuchami od Hugo Bossa, chociaż wszystkie są świetne to całe szczęście nie jest to moim priorytetem. Fakt faktem, można tutaj popłynąć jeśli chodzi o zakupy i patrząc po ludziach, mało kto sobie czegoś tutaj żałuje. Dużo z galerii jest jeszcze w remoncie. Interesujące jest to, że ta ulica przeszła ogromną metamorfozę w 1999 roku, która trwa do dzisiaj.

Przelazłem wte i we wte i obrałem kierunek na zwykły sklep spożywczy gdzie chciałem wydać to wszystko co mi zostało. Długi spacer z muzyką działa naprawdę relaksująco. W sklepie kupiłem oczywiście chińskie żelki w każdym smaku, ciasteczka z zielonej herbaty z brzoskwinią i parę innych smakołyków. Przez dużą paczkę w plecaku, zbyt wiele miejsca nie miałem więc i nie mogłem przesadzać z gabarytem zakupów…

Dodaj komentarz