Konkurs Piosenki Eurowizji 2017

Wczoraj zakończył się tegoroczny, 62 Konkurs Piosenki Eurowizji 2017. Tak samo jak przy okazji Festiwalu w San Remo tak i teraz zdecydowałem się napisać kilka słów o tym co mi się podobało a co wręcz przeciwnie i dlaczego. Nigdy nie byłem i raczej nie będę ogromnym fanem tego wydarzenia a spowodowane jest to wieloma czynnikami ale czasami miło oderwać się od tego czego słucham na co dzień i pozwolić moim uszom usłyszeć mieszankę różnych stylów i kultur w jednym.

Wiele osób porównuje konkurs Eurowizji z Festiwalem w San Remo a moim zdaniem szukanie wspólnych cech między tymi dwoma wydarzeniami to absurd abstrahując od wspólnej idei jednego i drugiego. San Remo już od pierwszej edycji w 1951 roku stanowi piękny obraz elegancji, wykwintności i wszechobecnego talentu. Śmiało można to porównać do Gali Oscarów gdzie publiczność odziana jest w piękne suknie i skrojone na miarę garnitury a na czerwonym dywanie długa lista najpopularniejszych artystów. Praktycznie apolityczny, nie propagujący żadnych środowisk. A Eurowizja? Eurowizja od wielu lat to jest przeciwieństwo tego wszystkiego o czym przed momentem wspomniałem. Powiewające kolorowe flagi, dziwne stroje, jeszcze dziwniejsze, niektóre zachowania, polityka decydująca o tym kto wygrywa a kto jest ostatni no i muzyka na wątpliwym poziomie. Oczywiście rozumiem, że jest inna formuła programu i na ESC najważniejsze jest show i trafienie niczym na maturze w standardy eurowizyjne dlatego właśnie nie należy zestawiać tych dwóch wydarzeń razem.

Eurowizję po raz pierwszy w całości oglądałem w 2003 roku kiedy to nasz, czerwony Wiśniewski z grupą Ich Troje wyśpiewywał nam siódmą lokatę a jak się później okazało drugą w historii występów Polski zaraz po niepowtarzalnej Edycie Górniak. Na kolejny cały, obejrzany spektakl czekałem 12 lat do 2015 roku kiedy z zaciśniętymi kciukami czekałem na chłopaków z grupy Il Volo żeby później się przekonać, że tamta edycja to było naprawdę przyjemne widowisko. W tym roku również liczyłem na przynajmniej kilka piosenek które będę mógł zapisać sobie do playlisty a czy się udało? O tym za moment.

62 Konkurs Piosenki Eurowizji 2017 odbył się w Kijowie, na Ukrainie. Wszystko za sprawą zeszłorocznej zwyciężczyni – Dżamali, która według mnie wygrała tylko dlatego, że ówczesna sytuacja na Ukrainie była jaka była i Europa poleciała na smutną piosenkę o wojnie. To już trzecia edycja konkursu której towarzyszą bzdurne i całkowicie obdarte z logiki zasady głosowania w której to sumę głosów stanowi 50% śmiesznego jury i 50% z głosowania telewidzów. Oddanie części głosów jakimś Januszom to jest jakieś nieporozumienie w które cały czas się brnie a które jednocześnie krzywdzi wielu artystów. Smutne jest to, że i Festiwal San Remo przyjął taką metodę wyjawiania zwycięzcy przez co „nielubieni” przez jury artyści są krzywdzeni a czasami nagradzani ci, którzy z talentem nie mają nic wspólnego. No ale nic z tym nie zrobię więc może czas przejść do zasadniczej części wpisu.

W czasie występu każdemu krajowi dawałem ocenę od 1 do 6 przy czym brałem pod uwagę zalety wokalne i melodyjne a nie to kto jakie show zrobił bo to mnie totalnie nie interesuje. Stwierdziłem, że warte wyróżnienia będą później te kraje które uzyskały wynik przynajmniej 3/6. Zatem zaczynamy.

1. POLSKA – 3/6
Kasia Moś i jej piosenka Flashlight to z pewnością nie jest szczyt, Polskich marzeń eurowizyjnych. Ot zwykła dziewczyna śpiewa zwykłą piosenkę. Zasadniczo powinienem zadać sobie pytanie: Kim jest Kasia Moś? Przyznam szczerze, że przed Eurowizją nigdy wcześniej nie słyszałem tego nazwiska a już na pewno nie w muzycznym kontekście. Sprawdzając szybko wikipedie już wiem dlaczego, muzycznie jeszcze tak naprawdę nie istnieje nie licząc jednego, wydanego albumu w 2015 roku i kilku singli wcześniej. Flashlight to taki, typowy radiowy kawałek ale może to jest właśnie zaletą bo Eurowizja lubi takie utwory chociaż patrząc na tegorocznego zwycięzce to nie wiem czy nie zaczęli właśnie odchodzić od tego trendu. Brakuje mi jakiegoś punktu zaczepienia w tej piosence żeby miło byłoby mi jej słuchać i móc powtarzać i powtarzać i powtarzać aczkolwiek na tle wszystkich, biorących udział w finale konkursu to wypadła całkiem dobrze. Europa jednak nie doceniła tej piosenki i ostatecznie uplasowała się na 22 miejsce spośród 26 uczestników.

2. BIAŁORUŚ – 5/6
Białoruś podobnie jak Polska nigdy, jakichś spektakularnych wyników nie osiągnęła. Na Eurowizji nieprzerwanie od 2004 roku a najwyższe miejsce to numer 6 w 2007 roku. Tegoroczny reprezentant Białorusi to grupa Navi składająca się z chłopaka w loczkach z gitarą i piękną, nie tylko wokalnie, dziewczyną. Bardzo szanuję za sam fakt, że zaśpiewali w swoim ojczystym języku – białoruskim i nie sprzedali się przekładając piosenkę na angielski. Eurowizja w moim rozumowaniu to powinna być mieszanka europejskich kultur i języków dlatego każdy kto śpiewa w ojczystym języku ma u mnie ogromny plus. Piosenka Historyja Majho Zyccia to świetna i przyjemna dla ucha propozycja wywołująca mieszankę radości, energii, uśmiechu i emocji. Mamy tu kompozycje trochę country, trochę folk i z pewnością jest to coś innego niż duża większość pozostałych finalistów.

3. MOŁDAWIA – 4/6
Tegoroczny reprezentant Mołdawii to grupa Sunstroke Project i ich utwór Hey Mamma. To propozycja iście radiowo-imprezowa która z pewnością znajdzie swoje miejsce w niektórych rozgłośniach radiowych a i klubach również. Pod względem lirycznym ten utwór wydaje się być prosty i nie powala na kolana ale nadrabia samą muzyką no i moim ulubionym motywem saksofonowym. Saksofon to i z najgorszego badziewia zrobi kawałek który można posłuchać, ot idealny instrument. Sunstroke spodobało się nie tylko mi ale także całej Europie no i temu nieszczęsnemu jury. Łączna suma głosów dała im 3 miejsce przez co też występ tej grupy stał się historycznym momentem kiedy to Mołdawia znalazła się po raz pierwszy na podium Eurowizji. Sam ich występ jest bardzo przyjemny w odbiorze i bez wątpienia udało im się zrobić show być może dlatego właśnie dostali tak wysokie noty. Nieskomplikowany a jednak doceniony.

4. WŁOCHY – 5/6
No o Italii to ja już pisałem przy okazji tegorocznego Festiwalu w San Remo ale i tutaj napiszę słów kilka. Francesco Gabbani ze swoją piosenką Occidentali’s Karma podbił serca Włochów wygrywając 67 Festiwal W San Remo co pozwoliło mu na udział w Eurowizji. Włochy jako jeden z pięciu krajów nie muszą się kwalifikować do konkursu ale i to mu nie pomogło wygrać konkursu. Z Frankiem wiązano duże nadzieje zresztą uplasował się on na pierwszy miejscu w głosowaniu przeprowadzonym przez Stowarzyszenie Miłośników Konkursu Piosenki Eurowizji (OGAE). Ostatecznie Gabbani zajął 6 miejsce z dorobkiem 334 punktów. Po jego występie czytałem wiele komentarzy w internecie i z jednym faktem trzeba się zgodzić, Francesco był jakiś zmęczony, anemiczny bez tego polotu na który polecieli słuchacze najpierw we Włoszech a potem w Europie i być może to spowodowało, że wylądował na szóstym miejscu. W jego wypadku i jury i głosowania telewidzów były spójne i zająłby praktycznie to samo miejsce jeśli wynik konkursu był uzależniony tylko od jednego głosowania. Dla mnie nie był to występ na miarę zwycięstwa a jeśli przypomnę sobie występ chłopaków z Il Volo z Eurowizji 2015 to niebo a ziemia.

PORTUGALIA – 4/6
Portugalia, Portugalia, Portugalia – zwycięzca tegorocznego konkursu Eurowizji. Być może jest to przełomowe zwycięstwo które wyznaczy nowe trendy w tym konkursie przez co też będzie mógł on trafić do szerszej rzeczy ludzi. Dużo ludzi twierdzi, że ta wygrana była niespodziewana a ja jednak uważam inaczej patrząc choćby po kursach ustalanych przez bukmacherów. Za zwycięstwo Salvadora za 1zł dawano średnio 2,60 zł co dawało drugi, najniższy kurs w całym gronie finalistów. Mniejszym kursem była tylko wygrana reprezentanta Bułgarii. Z drugiej strony OGAE w swoim głosowaniu nie znalazło miejsca dla Portugalii w pierwszej piątce co może znaczyć, że najwidoczniej eurowizyjni fani się nie znają albo dopiero występ w półfinale a później na gali finałowej podbił serca słuchaczy. Portugalia w swojej, długiej, 53-letniej historii występów nigdy nie stanęła nawet na podium ale jedno trzeba im przyznać są konsekwentni i od zawsze swoje utwory prezentują w swoim ojczystym języku – portugalskim nie licząc kilku mieszanek w ostatnich latach kiedy to było trochę portugalskiego a trochę angielskiego. Czekali, czekali i się w końcu doczekali nie tylko podium ale i pierwszej lokaty no i miana organizatora Eurowizji 2018 zapewne w Lizbonie. Salvador Sobral i piosenka Amar pelos dois to melancholijna ballada podchodząca pod jazz oparta o skrzypce i fortepian, całkowicie pozbawiona chórków. Bardzo uczuciowy występ bez fajerwerków wokalnych ale z wyraźnymi emocjami i przeżywaniem każdego słowa. Ja tą piosenką się nie zachwycam i nie uważam, że zasłużyła na wygraną ale wraz z nią mam nadzieję na jakąś nową erę w eurowizyjnej, przyszłej historii.

CHORWACJA – 4/6
Przez moment wydawało mi się, że na scenie w czasie chorwackiego występu stał Arnold Boczek ale szybko się okazało, że to jednak Jacques Houdek który śpiewał swój utwór My Friend. Nie ukrywam, że za język włoski zawsze jest dodatkowy plus. Houdek to takie połączenie Backstreet Boys z Luciano Pavarottim i muszę przyznać, że nawet udane. Piosenka zaśpiewana na dwa głosy z których jeden to solidny tenor co jest raczej rzadko spotykane w konkursie Eurowizji. O tym, że dobry tenor też ma szansę nie muszę mówić, kolejny raz przytoczę tylko nazwę Il Volo. Jak ktoś słusznie zauważył utwór My Friend mógłby posłużyć jako motyw przewodni w jakiejś Disneyowej produkcji bo ma w sobie coś magicznego i przykuwającego uwagę. Utwór zajął 13 miejsce i można powiedzieć, że przed lokatą w trzeciej dziesiątce uchroniły go tylko głosy telewidzów bo jury totalnie nie doceniło tego występu, a szkoda.

RUMUNIA – 5/6
Rumunię na Eurowizji kojarzę tylko z występu Mihaia Trăistariu w 2006 roku i utwór Tornerò, pamiętam, że oglądałem to live i byłem przekonany wówczas, że to musi być zwycięzca, ostatecznie zajął 4 miejsce. Tegoroczna Rumunia jest jeszcze bardziej niesamowita niż był Mihai. Duet Ilinca ft. Alex Florea i ich utwór Yodel It! na jeden dzień totalnie zawładnął moją playlistą. Utwór tak energiczny, radosny, pozytywny i optymistyczny, że nie sposób tego nie słuchać raz jeszcze i raz jeszcze. Rumunia uplasowała się na 7 miejscu zgarniając większość głosów od publiczności czyli można powiedzieć, że jodłowaniem podbili serca słuchaczy a i również jest to jakiś nowy element w historii występów na Eurowizji. Oby więcej takich propozycji!

BELGIA – 4/6
Belgia jako ostatnia trafia na moją listę najlepszych, tegorocznych finalistów. Blanche i jej City Lights zajęło miejsce tuż za pudłem czyli czwarte natomiast jeśli o zwycięstwie decydowały by głosy Stowarzyszenia Miłośników Konkursu Piosenki Eurowizji (OGAE) to artystka zgarnęła by srebrny medal. Bukmacherzy za 1 zł na jej zwycięstwo dawali aż 21 zł więc raczej nikt nie stawiał jej w roli faworytów do zwyciężenia tej edycji ale z pewnością plasowano ją u góry tabeli i tak też się stało. Sama Blanche jest okropna i jej występ był strasznie anemiczny, przygnębiający i w rezultacie oglądało się beznadziejnie to jednak na szczęście najważniejsza muzyka która ewidentnie jest dobra. Tekst świetny, klimat idealny i perfekcyjnie dopasowany wokal tworzący przeróżne uczucia. Jak najbardziej zasłużone czwarte miejsce chociaż niektórzy twierdzą, że melodia może być ofiarą plagiatu ale póki nie ma żadnej oficjalnej informacji to nie ma też co się zasłuchiwać w plotki.

I byłoby to wszystko ze wszystkich, 26 reprezentantów. Tylko 8 albo aż 8. Reszta znalazła się minimalnie poniżej poziomu tak jak Ukraina, Wielka Brytania, Azerbejdżan, Bułgaria czy Cypr lub totalnie poniżej jakiejkolwiek krytyki jak paskudny Izrael, Szwecja, Grecja czy Armenia. Ktoś powie „Jakim cudem Szwecja poniżej krytyki?!” na szczęście w prywatnych opiniach są gusta i guściki czego nie powinno być w oficjalnym głosowaniu poprzez dopuszczenie do niego żałosnego jury o czym wspominałem wyżej. Niestety takie są reguły i zapewne nie będą one zmieniane czy to w Konkursie Eurowizji czy Festiwalu w San Remo nad czym bardzo ale to bardzo ubolewam.

Miałem to szczęście oglądać tegoroczną Eurowizję na youtubie bo niestety przez moment miałem niedysponowany telewizor. Na krótko przed rozpoczęciem głosowania udało mi się zasiąść przed odbiornikiem i to co wyprawiał Artur Orzech z TVP wołało o pomstę do nieba. Zawsze wydawało mi się, że komentator takiego wydarzenia powinien być neutralny a tutaj pan Artur totalnie odleciał w portugalskiej ekstazie i zapomniał chyba, że ma komentować to co się dzieje na scenie i w głosowaniu a nie non stop zachwycać się nad idealnym, według niego, występem Salvadora Sobrala. Czyżby nie było nikogo innego, normalniejszego, mniej stronniczego który mógłby podjąć się komentarza? Ja wiem, że Orzech to już jest zakorzeniony na krześle w TVP w czasie Eurowizji jak jakieś stare drzewo no ale trzeba zmienić formułę na bardziej przyjemny dla ucha komentarz.

Podsumowując: miło było obejrzeć i posłuchać coś nowego, zaprosić kilku artystów do swojej playlisty i cieszyć się prawie 5 godzinami muzyki. Trochę nowości, trochę kiczu ale to właściwie dwa nieodzowne elementy takich wydarzeń. Teraz tylko czekać na Lizbonę 2018 i mieć nadzieję, że i Polska w końcu pójdzie po swoje i wejdzie na pudło.

Dodaj komentarz