Michael Bolton – Time, Love & Tenderness (#003)

Do pierwszej płyty Michaela Boltona podszedłem z ogromnym dystansem. Nie wiedziałem o tym facecie praktycznie nic, po za tym, że miał świetne, długie włosy i wygląd zadufanego w sobie dupka. Album zakupiłem przez przypadek – kosztował kilka złoty, także nawet jakby się nie spodobał to bym nie stracił zbyt wielu pieniędzy.  Naprawdę długo się ociągałem z włożeniem jej do odtwarzacza, przypadkowy zakup, niechęć do amerykańskich artystów i wiele innych czynników, które sprawiły, że tak długo zwlekałem.

Otwieramy pudełko i…? garść informacji:  Time, Love & Tenderness – to siódmy, studyjny album Michaela Boltona wydany 23 kwietnia 1991 roku przez wytwórnie Columbia w Stanach Zjednoczonych. Uznawany przez wielu za najlepsze, muzyczne dokonanie tego artysty co ma swoje odzwierciedlenie w liczbie sprzedanych płyt. W samych Stanach Zjednoczonych od czerwca do listopada tamtego roku, płyta osiągnęła status 8-krotnej platyny co daje ponad 8 kemilionów sprzedanych egzemplarzy. Na świecie sprzedano ponad 16 milionów co łącznie dało wynik najlepiej sprzedanego albumu w jego karierze. Jak to zwykle bywa przy wielkim sukcesie artysty, pojawiło się mnóstwo osób, które chciały zniszczyć to osiągnięcie. Jedna sprawa trafiła nawet do sądu gdzie Bolton przegrał w pierwszej instancji w sprawie o skopiowanie utworu otwierającego płytę: Love is a Wonderful Thing. Ten proces przeszedł do historii amerykańskiej muzyki, gdyż Boltonowi oraz jego wytwórni kazano zapłacić 28% dochodu ze sprzedaży singla co wówczas wyniosło lekko ponad 5 milionów dolarów.  Album trafił na liczne listy przebojów na całym świecie.Cóż… omówiłem stronę zewnętrzną a jak wygląda płyta duchowo?  Tak jak wcześniej wspomniałem, album otwiera piosenka Love is a Wonderful Thing – świetna, w miarę szybka miłosna ballada z miłosnym przesłaniem.  Miłość to piękna rzecz, tak będę Ci o tym powtarzał i powtarzał. Obróć swój świat w stronę słodkich marzeń. Można odpłynąć, ale na to nie ma czasu bo już się odpala track numer dwa: Time, Love and Tenderness. Kapitalne intro i pierwsze uderzenia w bębny – coś pięknego. Wokalnie powalający kawałek zawierający w sobie mnóstwo jakiejś ukrytej energii, która sprawia, że noga sama chodzi a z gardła wydobywa się time, love and tenderness za każdym razem gdy nadchodzi ten fragment w tekście.   Jednak pomimo mojej ekscytacji, ta piosenka odniosła sukces tylko w krajach anglojęzycznych, w Europie tylko w Anglii znalazła się na liście przebojów.

Kolejny utwór wydaje się ciekawym po przeczytaniu wzmianki, iż na trąbie zagra sam Kenny G…  oczywiście chodzi mi o saksofon a piosenka nosi tytuł: Missing you Know.   Kochanie tęsknię za tobą teraz, doprowadza mnie to do szaleństwa… jak bardzo potrzebuje Ciebie… tęsknie za tobą…    i po refrenie z solówką wchodzi Kenny.  Świetny duet, szkoda, że tylko jednorazowy aczkolwiek lepiej nagrać jeden  dobry kawałek niż mnóstwo a do dupy…  ah, ilu artystów preferuje drugie rozwiązanie.Czy wieczność jest wystarczająco długa? dla Boltona nie…  czwarty utwór – Forever isn’t long Enough i potężny kopniak energii… nie będę się długo wypowiadał na temat tej piosenki, po prostu przytoczę jej fragment.

Na zawsze to nie wystarczająco długo by dać ci moją miłość, dać ci moją miłość,
Do końca świata to nie wystarczająco długo
na wszystko co chcę zrobić.
Na zawsze to nie wystarczająco długo, by dać ci moją miłość.
Patrzę jak śpisz, jestem zazdrosny o noc.
Skradłbym cię z twoich snów, kupiłbym więcej czasu,
tak dużo w moim sercu, tak dużo w mojej duszy.
Całe życie to nie wystarczająco długo, by dać ci to do zrozumienia.

Bolton wyraźnie ma talent do pisania tekstów, muzykę mu komponowali – on dawał teksty… wychodziły przeboje, oto kolejny z nich – jednej z moich ulubionych. Przesłuchałem naprawdę mnóstwo płyt w swoim życiu, receptą na sukces jest przede wszystkim tekst. Nic nie daje tyle co świetnie napisany, życiowy, dający mnóstwo przemyśleń tekst.  Melodia to jest tylko otoczka, również ważna ale w porównaniu praktycznie zbędna. Przepiękna ballada romantyczna, widać tutaj, że Michael odleciał gdzieś w krainę romantyzmu… ktoś komu dedykował te słowa musiał być a raczej musiała być naprawdę szczęśliwa.

Teraz kiedy Cię odnalazłem
Nie wiem jak mogłem żyć bez Ciebie
Nie wiem jak mogłem przetrwać bez Twojej miłości
Teraz kiedy Cie odnalazłem
Wiem tylko że bez Ciebie zginę
Odnalazłem miłość
I nigdy nie będę szukał więcej
Ponieważ wszystko, o czym marzyłem
Stało się realne
Odnalazłem to wszystko dzięki spotkaniu Ciebie

Drugą piątkę utworów otwiera chyba najbardziej znany przebój Michaela w jego karierze – When a Man Loves the Women – najbardziej znany, szkoda, że cover. Wydaje mi się, że sporą część sukcesu tej piosenki są jej poprzednie wersje w tym i oryginalna. Przy uniwersalnym głosie Boltona wyszła ona świetnie, może właśnie dlatego w stacjach radiowych można usłyszeć tylko tą jego wersję. W Europie z niewiadomego powodu z oporem chyba odbierali piosenki tego artysty, bo nawet ten singiel dość słabo wypadł na europejskich listach przebojów i zaistniał tylko w Irlandii, Niemczech, Szwecji i już tradycyjnie Wielkiej Brytanii. Chociaż akurat o ten ostatni rynek to nie ma co się dziwić… jest tak duża rotacja, że właściwie czasami ciężko ustalić czy artysta pochodzi z USA czy z WB. Oryginalny tekst napisał Calvin Levis w 1966 roku.

Kiedy mężczyzna kocha kobietę
poświeci dla niej wszystko,
próbując dać jej to czego oczekuje.
Potrafiłby zrezygnować z wygód
i spać na deszczu,
jeżeli ona powie, że to droga,
którą powinien iść.Numer 7 – We”re Not Makin” Love Anymore – to pierwszy i ostatni duet z tej płyty.  Jest to kolejna romantyczna ballada, którą Bolton śpiewa wraz z amerykańską wokalistką Patti LaBelle.  Tutaj jedno i drugie pokazuje swoje maksymalne możliwości wokalne… można, można dostać dreszczy. Doświadczyłem tego, ale tylko w momentach gdy Michael się wydziera…  wychodzi mu to świetnie.

Piosenka kolejna – New Love oraz następna po niej Save Me uważam za dwie pięty Achillesa tego albumu. Zdecydowanie mi się nie podobają. Jedyne co mogę w nich pozytywnie ocenić to fakt, że aranżacjami pasują do całości ale jako osobne.  Na pocieszenie album zamyka utwór Steel Bars, który jest także ostatnim singlem pochodzącym z tego albumu.  Czuć tutaj, świetny kalifornijski rock…  słuchając można wyobrazić sobie jakaś pustą szosę stanową, dookoła pusto a Ty na drodze mkniesz w stronę zachodzącego słońca.  Taki Bolton’owy prawdziwy american dream.I przebrnęliśmy do końca…  po przesłuchaniu całości byłem w szoku. Praktycznie cały album zrobił na mnie przeogromne wrażenie sprawiając, że do dnia dzisiejszego wracam do tych piosenek bardzo często. Moja kolekcja Boltona z jednej płyty powiększyła się do 10 płyt o których z pewnością jeszcze nie raz tu usłyszycie. Początkowo myślałem, że nie nagrał nic lepszego… jak bardzo się myliłem dowiecie się już niebawem, kiedy prosto z Japonii przyjedzie mi to muzyczne arcydzieło.  Bolton stał się moim ulubionym anglojęzycznym piosenkarzem, wcześniej był nim Bruce Springsteen jednak ten pierwszy podszedł pod mój gust sto razy bardziej niż mocno rockowy i amerykański Bruce.

Dodaj komentarz