Archiwum

Posty oznaczone ‘edukacja’

Gdy na lekcjach nudno.

Czerwiec 8th, 2010 Brak komentarzy

Można powiedzieć że ukończyłem już gimnazjum. Co prawda do końca roku zostały jeszcze jakieś 2 tygodnie, ale już oceny wystawione, więc można sobie podsumować trzy lata ciężkiej harówy.

Różne rzeczy się robi na lekcjach. Można spać, co w moim przypadku było częstym sposobem spędzania lekcji. Można pogadać, porysować, pośmiać się, popisać wiersze, odrobić lekcje, śpiewać, chodzić po klasie, krzyczeć, drzeć się, udawać, że się nie słyszy nauczycielki, spóźniać się, nie przychodzić w ogóle na lekcje, jeść, pić, denerwować, przedrzeźniać, płakać.

Moje najbardziej ulubione zajęcia to było rysowanie i odrabianie lekcji.  Podarłem większość zeszytów, co za tym idzie pozwoliło mi to na zrobienie skanów nie których moich twórczych prac. Niestety nie są to wszystkie, a najlepsze już dawno wyrzuciłem.

Ogólnie, przez 3 lata gimnazjum nauczyłem się, że istnieje takie pojęcie jak nie sprawiedliwość, znieczulica społeczna i jakby powiedział Ferdynand Kiepski : „Panie, tu jest bród, smród i ubóstwo.”  Tak wygląda dzisiejsza szkoła.

Jako iż byłem w najlepszej klasie a nie szczególnie chciało mi się uczyć miałem gorzej niż dziewczyny które miał same piątki i szóstki. Moją słabością jest na pewno to, że nie lubię słuchać tego o czym nauczyciel mówi na lekcjach, mało mnie to interesuje bo przeważnie są to teksty wyklepane od paru lat przez danego nauczyciela.  Rok w rok dyktuje się to samo, więc jeżeli bym pożyczył zeszyt w tamtym roku od trzecioklasisty to porównując z moim zeszytem z tego roku byłoby dokładnie to samo, nawet takie same zadania domowe.  Są wyjątki, nie którzy potrafią przedmiotem zainteresować albo chociaż zachęcić do nauki, ale przeważnie im się nie chce, bo nie mają też żadnej motywacji w tym żeby nam coś nowego pokazać. Jako tako jeszcze idzie z przedmiotami humanistycznymi gdzie po prostu można się nauczyć danego materiału na pamieć i nie ma tu niczego przy czym  trzeba byłoby bardziej wysilać mózg. Gorzej ze ścisłymi, gdzie nauczyciel powinien umieć wytłumaczyć. Jeżeli pierwsza lekcja danego działu nie będzie zrozumiana to potem cały dział leży, bo co to za blok skoro nie ma fundamentów.  Tak jak z blokiem powinno być np z matematyką, tłumaczyć najpierw podstawy danego materiału a nie zaczynać od zadań i tłumaczyć to na przykładzie rozwiązywanych zadań tylko dlatego, że wszyscy to powinni umieć choćby z poprzednich lat. To że jaśnie pani nauczycielka skończyła studia jakieś tam matematyczne i zna wszystko na pamieć to nie znaczy, że ja który nienawidzę matematyki będę umiał doskonale to co było 3 lata temu. I tu zaczyna się problem, bo kiedy ta głupia baba widzi, że nie umiem i doskonale wie że się tego nie naucze to robi mi na złość biorąc mnie co lekcje do tablicy. Przecież to debil wie, że skoro nie umiem to i przy tablicy nie zrobię tego nawet z jej pomocą która i tak nic mi nie daje. I co z tego że sie przemęcze przy tablicy, jak i tak tego nie będę rozumiał. Gdzie sens, gdzie logika.

Kolejny absurd. Nauka języka polskiego ! dzień dobry. Przez 3 lata nie ruszyliśmy podręcznika od literatury. To ja się pytam po co każesz kupować ten podręcznik skoro i tak masz zamiar z niego nie korzystać? I niech mi teraz ktoś powie, po kij mi wiedzieć czy to co teraz pisze to zdanie podrzędnie złożone czy może nadrzędnie proste? przecież to nie jest mi do niczego potrzebne.  Na polskim powinno się omawiać polską literaturę, kulturę, obyczaje, sama nazwa wskazuje.

Dlaczego mam się uczyć czegoś co mi się w życiu nie przyda i doskonale o tym wiem. Bo skoro teraz nienawidzę matematyki to już jej nie polubię co za tym idzie że nie zostanę matematykiem.  Rozumiem, że chcą nauczyć podstaw, ale jak to są podstawy to pocałujcie mnie gdzieś.

Jakby przemyśleć to np w Stanach Zjednoczonych poziom edukacji jest żenująco nisko, ale jakoś wszyscy są szczęśliwi i coś w życiu zdobyli. Jeżeli na jednego amerykanina przypada 1,5 samochodu a PKB na jedno mieszkańca jest 10 razy większa niż u przeciętnego polaka to gdzie leży wina? Leży w tym co nauczyciele w Polsce próbują nauczyć. W USA uczą tego co praktyczne, co na pewno się przyda w życiu, w różnych sytuacjach. Nie uczą  na poziomie ponad podstawowym o tlenku siarki jakimś tam i jego wadach i zaletach bo jest to nie praktyczne, jeżeli ktoś będzie pracował w zawodzie powiązanym z tym to się tego nauczy w szkole wyższej, a po co komu to wiedzieć na niższym poziomie.  Jestem urodzonym humanistą w 100 procentach.  Kocham uczyć się języków, interesuje się gospodarką / polityką, historią itp.  I wiem, że moja dalsza nauka bedzie jak najmniej opierała sie na przedmiotach ścisłych co za tym idzie, że będę miał taki zawód z kategorii humanistycznych. Nauczyciele w Polsce narzucają uczenie się materiału na pamięć, a nie na zrozumienie i logikę. Ważne jest to ile dasz rade zapamiętać a nie ile z tego zrozumiesz.