Al Bano & Romina Power – Buon Natale (#013)

W życiu każdego artysty, nawet tego z górnej półki, przychodzi taki moment kiedy nie ma pomysłu na kolejny album a wytwórnia naciska na dopełnienie terminów określonych w kontrakcie. Wtedy z wybawieniem przychodzi wydanie płyty świątecznej. Bob Dylan, Frank Sinatra, Michael Bolton, Celine Dion, Mariah Carey, Elvis Presley, Christina Aguilera, Ray Charles, Stevie Wonder, Luciano Pavarotti i setki innych gwiazd przez kilka muzycznych dekad mieli taki dołek w którym stwierdzili, że trzeba nagrać świąteczne albumy. Dzisiaj chciałbym zrecenzować jednego z takich artystów a właściwie duet artystów, którzy w pewnym momencie swojej kariery zdecydowali się na nagranie płyty długogrającej z największymi, świątecznymi przebojami. O kim mowa? O Al Bano i Rominie Power.

Dlaczego stwierdzam, że nagrywanie świątecznego albumu to artystyczny dołek w życiu muzyka? Sprawa jest bardzo prosta – nie zawsze jest chęć, wena i możliwości do nagrania typowego dla siebie repertuaru. Często jest tak, że artyści dużo koncertują, jeżdżą po świecie a wszyscy dookoła pytają się kiedy coś nowego wydadzą. Częściej jednak jest tak, że wytwórnia z którą dany artysta podpisuje kontrakt grozi paluszkiem i każe nagrać cokolwiek na zasadzie byle było. Wówczas taki artysta decyduje się na nagranie świątecznej płyty. Wystarczy spojrzeć na dyskografie choćby tych gwiazd o których wspomniałem na początku – każdy z nich wydawał taki album gdzieś w środku swojej artystycznej kariery kiedy już największe sukcesy minęły a jednak coś trzeba było pokazać nowego by nikt nie zapomniał o ich istnieniu. Zresztą wytwórnie fonograficzne lubią świąteczne płyty bo w końcu dla takiej firmy liczy się tylko zysk zatem często bywa tak, że sami podrzucają pomysł nagrania takiego materiału. Oczywiście nie można się doszukiwać we wszystkim drugiego dna i czasami artyści chcą po prostu wydać taki materiał ale niestety jest to zdecydowana mniejszość.

Al Bano pierwszy raz styczność ze świątecznym klimatem miał w 1968 roku. Wystąpił wówczas w grudniowym programie nadawanym we włoskiej telewizji RAI pt: Cantiamo Per Natale. Jako młodych chłopak znalazł się w towarzystwie samych legend włoskiej muzyki rozrywkowej, był tam m.in Claudio Villa, Little Tony, Gigliola Cinquetti czy Bobby Solo a sam Al zaśpiewał kołysankę skomponowaną przez Franza Schuberta w 1816 roku: Mille Cherubini In Coro. W 1969 roku odbyła się druga edycja programu i Al Bano również w niej wystąpił z piosenką Bianco Natale. Oprócz niego i wielu gwiazd swoje pięć minut miała Romina, która zaśpiewała włoską kolędę: Tu Scendi Dalle Stelle. Nakładem katolickiego wydawnictwa Edizione Paoline, na rynku pojawiły się płyty ze wszystkimi utworami z obydwu edycji programu pt: Noël Noël i Noël 2, które zrobiły prawdziwą furorę i przez wiele lat świetnie się sprzedawały. Dodatkowo oba utwory Ala pojawiły się na osobnym singlu, który został wydany przez La Vode Del Padrone jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia w 1969 roku.

W 1990 roku po serii bardzo udanych płyt wydanych przez wytwórnię WEA (Sempre Sempre, Libertà!, Fragile, Fotografia Di Un Momento) Al Bano z Rominą postanowili wydać świąteczny kontent. To było coś nowego przede wszystkim na włoskim rynku bo przedtem zbyt wielu płyt o takiej tematyce nie nagrano a jeśli artyści już coś nagrywali to przeważnie pojedyncze piosenki, które ginęły gdzieś na singlach albo na końcu płytowej tracklisty. Do współpracy zaproszono Al Camarro i Little Big Horn’a czyli Alexandra Seidl’a i Joachima Horn-Berngesa. Obaj panowie stali za produkcją wszystkich poprzednich albumów Al&Rp z etykietą tej, niemieckiej wytwórni fonograficznej. Można by rzec, że Al Bano podpisując kontrakt z WEA w 1986 roku, podpisał równocześnie umowę na tych samych producentów bo towarzyszyli oni włoskiemu duetowi aż do końca kontraktu, który skończył się w 1996 roku i został zwieńczony średnio udanym albumem Ancora… Zugabe.

Początkowo płyta była przygotowywana na rynek niemieckojęzyczny stąd pierwsze wydanie nosi tytuł Weihnachten Bei Uns Zu Hause (Święta w naszym domu). W Europie pojawiła się europejska edycja płyty – Buon Natale – The Christmas Album (Wesołych Świąt – Świąteczny Album), aczkolwiek w bardzo małym nakładzie stąd dzisiaj stanowi to bardzo ciekawy unikat. W 1991 roku wydano prawie ten sam materiał we Włoszech pod nazwą Corriere Di Natale (Świąteczny kurier) a jeszcze rok później – w 1992 roku zdecydowano się nagrać hiszpańską wersję albumu i wypuścić go na hiszpański i amerykański rynek muzyczny pod tytułem Navidad Ha Llegado (Nadeszły Święta).

Album jednak nie okazał się spektakularnym sukcesem i nie przyniósł ani dobrych pozycji na liście przebojów w jakimkolwiek kraju ani dużej liczby sprzedanych egzemplarzy. Moim zdaniem słaba sprzedaż spowodowana była tym, że świątecznych płyt nie kupuje się przez cały rok tylko w okresie świątecznym zatem rynek jest ograniczony do miesiąca, może dwóch przy bardziej gorących artystach. Drugim powodem mogło być lekkie przesycenie włoskim duetem. Rok po roku pojawiały się albumy, potem w 1990 roku, marcu pojawiła się płyta Fotografia Di Un Momento a w listopadzie znów kolejny album. Dla fanów to z pewnością świetna sprawa ale dla przeciętnego słuchacza to zbyt duża częstotliwość w wydawnictwach. Normalnym myśleniem jest fakt, że im częściej się wydaje płyty tym sam materiał na nich prezentowany jest o wiele gorszy.

Z racji, że jest kilka nazw tego albumu, na potrzeby recenzji będę się posługiwał nazwą Buon Natale. Album to właściwie kompilacja największych, świątecznych przebojów. Jest tutaj tylko jedna piosenka, którą napisano tylko na ten album a która pojawiła się na singlu promującym płytę – Un’Altro Natale. Pozostałe piosenki to covery, które nie ma co ukrywać – Al Bano bardzo lubi po dziś dzień lub piosenki które nagrano wiele lat wcześniej a teraz tylko odtworzono je na nowo.

Płyta ma mało urodziwa okładkę. Książeczka zawiera teksty i kilka zdjęć ze świątecznej sesji aczkolwiek umieszczone na jednej stronie wyglądają naprawdę przeciętnie. We włoskiej edycji znajdziemy tylko teksty a w amerykańskiej wersji Navidad Ha Llegado są również fotografie z tej samej sesji tylko, że inne – lepsze. Okładka natomiast podoba mi się bardzo w Corriere Di Natale, ukazana w formie gazety jest z pewnością wyróżniającą się grafiką a sam środek jest bardzo schludny i przejrzysty. Jedyny minus Corriere to brak kilku słów od artystów do słuchacza o czym nie zapomnieli wydawcy niemieckiej, hiszpańskiej i europejskiej wersji. W krótkiej notatce Al Bano z Rominą zamieścili bardzo ładne zdanie „Se fosse sempre Natale, ci sarebbe solo amore nel mondo…” (Jeśli Święta byłyby zawsze, na świecie byłaby tylko miłość).

Płytę otwiera wspaniały utwór Happy X-Mas skomponowany przez legendę muzyki Johna Lennona i jego żonę Yoko Ono w 1971 roku. Produkcją wówczas zajął się sam Phil Spector – genialny, legendarny inżynier dźwięku który wprowadził wiele innowacji w tworzeniu samej muzyki. Podtytuł tego utworu brzmi War Is Over (Wojna się skończyła) i ten tekst wraz z życzeniami wesołych świąt, pojawił się na billboardach w 11 miastach na całym świecie, które małżeństwo wykupiło w 1969 roku w ramach kampanii na rzecz pokoju, której byli twórcami. Singiel początkowo nie został dobrze doceniony przede wszystkim dlatego, że został zbyt późno nagrany a nakłady na promocje były bardzo niskie co zresztą potwierdzałoby to o czym wspominałem na początku postu. Utwór stał się bardziej znany dopiero w ostatniej dekadzie kiedy to stacje radiowe zaczęły intensywniej go puszczać w radiowych playlistach. Przez wiele lat świat dzienny ujrzało mnóstwo coverów a jednym z nich była angielsko-włoska wersja albo raczej włosko-angielska bo więcej tu włoskiego niż angielskiego języka, Al Bano i Rominy. Włoskie słowa napisał sam duet a do współpracy zaproszono dziecięcy chór WEA pod dyrekcją Stefana Pinteva, bułgarskiego muzyka.

Utwór w tej wersji jest naprawdę cudowny przede wszystkim za sprawą świetnej aranżacji. Ledwo co płyta wystartowała a już można się przenieść w bardzo świąteczny nastrój. Refreny w których Al Bano śpiewa wyżej to już totalnie jest to czego bym chciał słuchać we wszystkich stacjach radiowych przed świętami. Sama kompozycja należy do tych najprostszych – delikatna gitara połączona z perkusją a momentami gdzieś słyszalne klawisze ale jak widać to wystarczy by nagrać dobry utwór. Tekst jest praktycznie kopią tego co śpiewał Lennon aczkolwiek jakoś po włosku brzmi to lepiej, cieplej. Na samym początku można usłyszeć dziecięcy głos, to córka Al Bano i Rominy – Cristel która w zależności od wersji albumu otwiera utwór w języku niemieckim i hiszpańskim (Weihnachten Bei Uns Zu Hause) albo włoskim i hiszpańskim (Corriere Di Natale)

War is over if you want it – tak brzmią ostatnie słowa tej piosenki. W dzisiejszym świecie dotykają one jakby trochę bardziej, trochę mocniej.

Numer dwa to utwór White Christmas. Utwór legenda, oscarowy laureat i legendarna część ścieżki dźwiękowej do filmu Gospoda Świąteczna z 1942 roku. Pierwotnie śpiewana przez wspaniałego Binga Crosby‚ego w duecie z Marthą Mears. Chyba każdy z nas zna Crosby’ego, ten ciepły barytonowy wokal to esencja nie tylko samych Stanów Zjednoczonych lat 30 czy 40 ale i całego świata. White Christmas skomponował Irving Berlin – światowej klasy, amerykański kompozytor, którego ta świąteczna ballada to największy sukces stawiany na jednej półce ze wspaniałym utwórem Cheek To Cheek. „Heaven… I’m in heaven… and my heart beats so that I can hardly speak…”. To był wspaniały czas dla muzyków ale wracając do tematu, singiel z piosenką White Christmas nagrany został po raz pierwszy na singlu w 1941 roku. Sukces był tak duży, że do 1997 roku czyli przez 55 lat, utwór ten był najlepiej sprzedającym się singlem w dziejach muzyki z łączną liczbą 30 milionów sprzedanych egzemplarzy. Nie ma raczej artysty, który nagrywałby świąteczny album i pominął tą piosenkę, to jest tak duży przebój, że nie można przejść obok niego obojętnie. O tym utworze wspomniałem na samym początku recenzji: piosenka, którą Al Bano wydał na singlu w 1969 roku to właśnie White Christmas, tyle że wówczas całość była zaśpiewana w języku włoskim a na płycie Buon Natale, Romina śpiewała swoje zwrotki w języku angielskim. Tekst w języku włoskim napisał Filibello, dziennikarz i kompozytor będący u szczytu swojej kariery w latach 50 i 60.

Trzeci utwór to zarazem jedyny, który został skomponowany i napisany specjalnie dla i przez Al Bano i Rominę – Un’ Altro Natale. Jedyny napisany i jedyny jaki ukazał się na singlu promującym cały album. Tekst para napisała sama do muzyki skomponowanej przez Little Big Horna. Moim zdaniem to numer jeden na tej płycie. Tradycyjnie już wokal Al Bano powala na kolana a Romina wspaniale się tutaj wkomponowała. Szkoda, że nie poszli w całą, autorską płytę z podobnymi kawałkami wtedy to mogłaby być jedna z najlepszych, świątecznych płyt w historii muzyki a covery choćby najlepsze to jednak nigdy nie dadzą tego samego efektu.

Jest ktoś na sali kto nie zna tej kolędy? Stille Nacht, Silent Night, Astro Del Ciel, Cicha Noc i wiele innych tytułów. Numer 4 to jedna z najpopularniejszych kolęd, którą przetłumaczono na ponad 300 języków a którą Al Bano z Rominą postanowili zamieścić na płycie ale tylko tej niemieckiej wersji. Utwór ten został skomponowany w 1818 roku przez Josepha Mohra i Franza Grubera. Stille Nacht zaśpiewane po niemiecku to pierwsza z dwóch piosenek i chyba ostatnich, którą para nagrała w tym języku i może dobrze, bo rodowity Włoch wypada blado w takiej wersji językowej i zdecydowanie wolę ten utwór we włoskiej wersji którą Al Bano uwydatnił wokalnie solo na swojej, kolejnej świątecznej płycie w 2003 roku.

Na płycie Corriere Di Natale oraz Navidad Ha Llegado, w zastępstwie za Stille Nacht jest utwór Caro Gesù śpiewany po włosku i w wersji hiszpańskiej pod tytułem Oye Jesús. Piosenka została skomponowana i napisana przez Al Bano i Rominę w 1982 roku i pojawiła się na albumie Aria Pura / Felicità.   Aranżacja pozostała identyczna jak w 1982 roku co akurat jest trochę słabe no ale cóż…  chociaż wokalnie wersja z 1990 roku jest o wiele lepsza.  Jest tu także mała zamiana fragmentu tekstu o czym pewnie mało kto wie lub po prostu nie dosłyszał tej drobnej różnicy. W wersji z 1982 roku w tekście pojawia się wers:

Caro Gesù Hai un anno di più

natomiast na potrzeby świątecznej wersji zamieniono to na: 

Caro Gesù è un Natale di più

Dotarliśmy do połowy albumu którą wieńczy utwór Little Drummer Boy.  Piosenka skomponowana w 1941 roku przez amerykańską kompozytorkę Katherine Kennicott Davis. Autorka wykorzystała do kompozycji motyw ze starej, tradycyjnej, czeskiej kolędy która jednak do dnia dzisiejszego nie została zweryfikowana.  Nie tylko czeska kolęda się tu pojawia ale także legenda autorstwa Anatola France która opowiada o chłopcu który nie miał nic do złożenia w darze małemu Jezusowi więc zagrał na bębenku. Jezus, zgodnie z legendą, miał odebrać muzyczny podarek z uśmiechem i radością.

Pierwszy raz na singlu utwór ten pojawił się w 1958 roku w nowej aranżacji autorstwa Henry’ego Simeone która osiągnęła światowy sukces i rozgłos. Przez wiele lat piosenkę tą nagrało mnóstwo artystów, choćby: ABBA, Jimi Hendrix, Richard Marx, Kenny.G czy Ray Charles.

Aranżacja w wykonaniu Al Camarro i Little Big Horna jest naprawdę wspaniała. Dźwięk dud i delikatna perkusja, no coś niesamowitego. Już sam początek zwiastuje coś ciekawego i przenosi słuchacza w inny świat.   Utwór wzniosły ale zarazem taki melancholijny i sentymentalny.   Al i Romina sami napisali tekst do włoskiej wersji którą zatytułowali Il Piccolo Tamburino a którą znajdziemy zarówno na włoskiej edycji albumu jak i niemieckiej.  Na płycie Navidad Ha Llgado natomiast usłyszymy hiszpańską wersję: El Pequeńo Tamborilero.

Feliz Navidad to kolejny utwór i kolejny wielki, międzynarodowy przebój coverowany przez setki artystów. Napisany i skomponowany w 1970 roku przez portorykańskiego piosenkarza José Feliciano. To jeden z kilku typowych przedświątecznych utworów które możemy usłyszeć w radiach zresztą nie bez powodu piosenka ta jest na liście 25 najczęściej granych, świątecznych piosenek na całym świecie. Kompozycja jest banalnie prosta bo całość utworu opiera się o zaledwie dwa zdania śpiewane w zapętleniu przy dźwiękach delikatnej perkusji i rogu który bardziej przypomina jakiś saksofon czy trąbkę. W wersji Ala i Rominy zrezygnowano z instrumentów dętych natomiast dołożony klawisze i gitarę co w moim przekonaniu brzmi dużo lepiej i ciekawiej. Utwór rozpoczyna słodki głos Cristel który potem w kilku fragmentach towarzyszy rodzicom a tak samo jak przy utworze Happy X-Mas tak i tutaj do pomocy zatrudniono dziecięcy chór wytwórni WEA pod batutą Stefana Pinteva.

Z jednego klasyka przenosimy się do jeszcze większego klasyka bo takim niewątpliwie jest utwór Last Christmas. Czy jest ktoś kto nie zna tej piosenki? Myślę, że nie ma takich osób bo każdego roku jesteśmy praktycznie zalewani tym kawałkiem i ostrzeliwani nim z każdej możliwej strony. Bez Last Christmas podobnie jak bez Kevina Sam w Domu, nie ma świąt i nie mają prawa się odbyć. Dwa sztandary świątecznych, grudniowych dni.

Zespół Wham! składający się z George Michaela i Andrewa Ridgeleya nagrali tę piosenkę w 1984 roku ale dopiero w 1986 roku pojawiła się na płycie, ich ostatniej zresztą – Music From The Edge Of Heaven. Singiel jednak okazał się niebywałym sukcesem i sprzedał się na całym świecie w ilości 3 milionów egzemplarzy a także podbił praktycznie wszystkie listy przebojów i podbija każdego roku na nowo.

Bardzo żałuję, że akurat ten kawałek Romina musiała zaśpiewać solo przez co stanowi to jeden ze słabszych numerów na tej płycie.  No aż się prosi żeby usłyszeć chociaż zwrotkę czy refren w wykonaniu Ala no ale niestety nie, nie ma.  Jest za to Romina, która wokalnie wypada tu naprawdę blado i pomimo ciekawej aranżacji,  utwór jest zepsuty i spalony.

Mary’s Boy Child to utwór numer 8 z płyty Buon Natale.  To kolejna tradycyjna piosenka którą napisał w 1956 roku Jester Hairston – legendarny amerykański kompozytor, aranżer i dyrygent który charakteryzował się tworzeniem „czarnej muzyki”.   Walter Schumann który prowadził w Holywoodzie swój chór poprosił Jestera o skomponowanie świątecznej piosenki. Ten się zgodził wykorzystując do kompozycji swoje wcześniejsze utwory dorabiając tylko nowy tekst.  W krótkim czasie po zaprezentowaniu piosenki przez chór do Jestera zgłosił się inny, amerykański muzyk – Harry Belafonte który poprosił o zezwolenie na nagranie swojej własnej wersji i jeszcze w 1956 roku Mary’s Boy Child pojawiło się na jego świątecznej płycie An Evening with Belafonte.  To właśnie w tym wykonaniu utwór zyskał światowy rozgłos dochodząc między innymi do pierwszego miejsca na brytyjskiej liście przebojów w 1957 roku a także jako pierwszy singiel sprzedał się w nakładzie ponad miliona egzemplarzy.  Przez wiele lat piosenkę wykonywało mnóstwo artystów a w 1990 roku i Al Bano z Rominą postanowili ją zcoverować.

Kompozycja przygotowana przez Al Camarro i Little Big Horn jest dużo radośniejsza niż wersje z lat 50 i 60 co jest akurat dużym plusem.  Drugą zaletą jest fakt, że śpiewana jest i po angielsku i po włosku czego zabrakło np: w Last Christmas.  Włoskie fragmenty w których słychać i Ala i Rominę są świetne ale gorzej już ze zwrotkami w których Romina śpiewa solo – no nie brzmi to zbyt wspaniale.  Oprócz wersji angielsko-włoskiej przygotowano także wersję angielsko-hiszpańską na płycie Navidad Ha Llgado która w moim przekonaniu jest najciekawszym i najlepszym połączeniem w tym wypadku.

Utwór numer dziewięć to Leise Rieselt Der Schnee jeśli chodzi o wersję płyty: Weihnachten Bei Uns Zu Hause.  Na płytach Corriere Di Natale i Navidad Ha Llgado przedostatnia piosenka to Io Ti Cerco / Yo Te Busco.  Zacznijmy jednak od tej pierwszej.

Leise Rieselt Der Schnee to nie tylko przedostatnia piosenka z płyty Weihnachten ale także najgorsza z całego albumu. Tak samo jak w przypadku Stille Nacht, Al Bano śpiewający po niemiecku to jest ból uszu i kalectwo gwarantowane, niestety. Nie mam pojęcia czemu on się na to zgodził.  U Rominy to brzmi trochę lepiej ale właściwie to też beznadziejnie. Sam utwór jest po prostu słaby więc nawet nie będę się nad tym dłużej rozwodził bo no nie ma nad czym…

Zdecydowanie dużo lepsza dziewiątka jest na płytach Corriere Di Natale i Navidad Ha Llgado. Io Ti Cerco to moim zdaniem jedna z najpiękniejszych piosenek w całej dyskografii Al Bano i Rominy.  Po raz pierwszy pojawiła się w 1982 roku na płycie Che Angelo Sei. Skomponowana i napisana wyłącznie przez Al Bano i Rominę.  Właściwie 3/4 tego utworu można byłoby potraktować jako bardzo ładny, romantyczny kawałek jednak ostatnie zwrotki rozwiewają lekką niepewność co do dedykacji tego tekstu. Dedykowany jest Bogu a szkoda bo ta melodia mogłaby porwać do końca moje serce jeśli napisana by była w imię miłości ale takiej bardziej przyziemnej.   Szkoda, że para poszła na skróty i nie zrobili nowej aranżacji tego utworu specjalnie na tę płytę no ale trudno.

Końcówkę można zapętlać w nieskończoność…  ten głos i jego skala jest porażająca, olbrzymia a zarazem taka delikatna…    Natomiast tak samo jak w przypadku kilku innych piosenek, dużo bardziej podoba mi się hiszpańska wersja Yo Te Busco. Nie wiem czy to kwestia języka czy czego no ale jest dużo lepsza.

Wszystkie trzy albumy zamyka piosenka którą niewątpliwie Al Bano bardzo lubi patrząc na częstotliwość występowania jej na płytach czy na koncertach. Mowa tu o Ave Maria.  Utwór który występuje także pod nazwą Ellens Dritter Gesang został skomponowany przez Franza Schuberta w 1825 roku.  Kompozycja jest częścią Opusu numer 52 a także jedną z siedmiu utworów z poematu The Lady Of The Lake autorstwa Waltera Scott.  Schubert tworząc Ave Maria skorzystał z tłumaczenia na niemiecki Adama Storcka.

Nie wiem na ilu płytach i składankach znalazł się ten utwór w wykonaniu pana Al Bano ale z pewnością można liczyć w dziesiątkach.  Pierwszy raz Ave Maria pojawiła się na singlu o tym samym tytule w 1969 roku a następnie na płycie długogrającej A Cavallo Di 2 Stili. Włoskie słowa napisał stary, dobry znajomy Ala – Vito Pallavicini.  W moim przekonaniu pierwsze wydania Ave Maria w wykonaniu Al Bano były dużo lepsze niż te późniejsze jak choćby właśnie na recenzowanych właśnie płytach.  W tej wersji wiadomo, jego głos jest o wiele dojrzalszy ale w tym utworze wyjątkowo surowy i chłodny.

No i dotarliśmy do końca.  W ogólnym rozrachunku płyta jest średnia. No może trochę lepiej niż średnia ale tak nieznacznie. Dobre piosenki przeplatają się z bardzo słabymi, świetne aranżacje z kiepskimi.  Trzy wersje jednej płyty to też zdecydowanie za dużo chociaż rozumiem, że chciano dotrzeć do wszystkich, muzycznych rynków ale w myśl zasady: co za dużo to nie zdrowo.  Sama oprawa płyty też bardzo uboga czy to w zdjęcia czy jakieś dodatki i to by jednak potwierdzało to czym zaczynałem ten wpis, że świąteczne płyty to najzwyczajniej zapchaj dziury w dyskografiach i pomysł na przeciągnięcie swojej kariery.  Zresztą Al Bano nie pierwszy raz przeciągał tak karierę wydając kolejne świąteczne albumy, tym razem już solowo, w 2003, 2004, 2005, 2008, 2011, 2014 i 2016 roku.  Czy to nie jest przesada?

Dodaj komentarz