BUŁGARIA – Piramidy w Melnik

Ziemia spalona do granic możliwości. Tylko poupychane kamienie w drodze dają poczucie, że gleba ta nie uległa jeszcze całkowitej erozji. W niektórych miejscach widać już pęknięcia a w innych teren zaczyna dopiero powoli kruszeć. Zastanawiam czy to przypadkiem nie pustynia Atakama gdzieś w północnym Chile. Szybko jednak dochodzę do wniosku, że to tylko Bułgaria. Wędrówka najpierw przez lasy, potem przez polany by w końcu zacząć podejście pod piramidy okazała się morderczą ale jakże szczęśliwą. Dotarcie do Melnik nie należy do tych najłatwiejszych ale wszystkie panoramy i krajobrazy są warte tego czasu, pieniędzy i zmęczenia. Najmniejsze miasto w Bułgarii pozostawiło bardzo przyjemne wspomnienia.

Dworzec w Sandanski wygląda jak nie dworzec. Cztery minibusy stały w dwóch równoległych do siebie rzędach. Każdy już wiekowy chociaż jeden wyjątkowo. To Mercedes wyglądający jak wyjęty z lat 50 czy 60 ubiegłego wieku. Miałem wrażenie, że gdy tylko ten pojazd ruszy zaraz odpadną mu koła, zderzaki i cała reszta nadgryziona nie tylko czasem ale też olbrzymią korozją. Czym dłużej mu się przyglądałem tym bardziej zastanawiałem się co on tu robi bo wątpiłem, że służy do regularnego przewozu osób. W między czasie pojawił się kierowca który otworzył drzwi tego busa żeby choć trochę się wszystko wywietrzyło i nabrało świeższego powietrza. Kątem oka zerkałem na faceta z plecakiem i chłopaka z dziewczyną którzy też czekali na połączenie do Melnik. Po krótkiej chwili okazało się, że ten wiekowy pojazd to będzie ten który zabierze nas właśnie tam gdzie chcemy.

Podeszliśmy pod drzwi. Kierowca pokazał, że najpierw wchodzą plecaki i wszelkiego rodzaju torby a dopiero potem ludzie. Hierarchia musi być zachowana. Po zabraniu od wszystkich bagażu, pozwolił nam wejść. Rozsiedliśmy się wygodnie w starych skórzanych fotelach i czekaliśmy na odjazd. Godzina wyjazdu była nieznana. Na zewnątrz było lekko ponad 30°C. W nagrzanym od słońca autobusie zapewne dużo więcej. Było na tyle więcej, że momentalnie poczułem jak moje plecy robią się mokre od potu. Kierowca katował nas tym zaduchem dobre 15 minut zanim się pojawił i odjechaliśmy. W międzyczasie zagadał do nas facet z plecakiem. Też jechał do Melnik zobaczyć piramidy a do Bułgarii przyleciał ze Szwajcarii. Wymieniliśmy kilka zdań i na tym rozmowa się skończyła.

Podróż do Melnik trwała około 45 minut. W czasie jazdy, dzięki otwartym oknom, zrobiło się trochę przyjemniej. Obserwowałem mijane wioski. Każda miała jakiś swój urok chociaż z perspektywy ogółu wszystkie wyglądały tak samo. Góry i doliny. Raz jechaliśmy stromo w górę by zaraz zjeżdżać w dół. Ktoś kto nie znajdzie tu pewnego rodzaju piękna zobaczy tylko dziurę w której pozostali tylko starsi ludzie i miejsca w których co drugi dom jest zrujnowany i opuszczony. Miejsce w którym nic się nie dzieje poza grzejącym ciągle słońcem. Z jednej strony to smutne i przerażające a z drugiej strony trzeba zdać sobie sprawę, że nie tylko w Bułgarii jest taka sytuacja. W Polsce dzieje się identycznie i jest to aktualny problem wielu innych państw.

Autobus wysadził nas bezpiecznie w Melnik. Po ogarnięciu noclegu stwierdziliśmy, że przyjemną sprawą byłoby zobaczyć zachód słońca ze szczytu piramid. Wziąłem aparat, włączyliśmy GPS na Google Maps i zaczęliśmy dreptać. Oznakowanie tej atrakcji turystycznej jest żadne więc trzeba radzić sobie samemu lub kogoś zapytać. My nikogo nie pytaliśmy i niestety na piramidy tego dnia już nie dotarliśmy. Wędrowaliśmy wzdłuż głównej drogi co było sporym błędem bo nie doszliśmy nigdzie a tylko człowiek się zmęczył. Trzeba było plan przełożyć na jutro. Tego dnia zrobiliśmy jeszcze krótki spacer po najmniejszym mieście w Bułgarii. Ludzie tutaj żyją tylko i wyłącznie z turystyki i produkcji wina. Wino podobno jest tak dobre, że swego czasu Winston Churchill zamawiał rocznie kilkaset litrów. Każdy budynek to albo sklep z pamiątkami albo restauracja a już na pewno miejsce w którym znajdziemy nocleg.

BUŁGARIA - Melnik BUŁGARIA - Melnik BUŁGARIA - Melnik BUŁGARIA - Melnik BUŁGARIA - Melnik BUŁGARIA - Melnik BUŁGARIA - Melnik BUŁGARIA - Melnik BUŁGARIA - Melnik BUŁGARIA - Melnik

Z samego rana wyruszyliśmy w stronę piramid. Obraliśmy drogę bardziej wewnętrzną – przez lasy. Nie do końca wiedziałem jak to miejsce, którego szukamy, wygląda. Z taką wiedzą łatwiej byłoby poruszać się po tym terenie a i szybciej udałoby nam się trafić. Trasa zaczęła się od stromych podejść w górę. Miejsca na nogi było niewiele a miejscami trzeba było się asekurować żeby nie polecieć w dół. Weszliśmy w las. Wszechobecny dźwięk cykad zaczął wibrować w uszach. Po pewnym czasie mózg się przyzwyczaja i nie zwraca już uwagi na to nieprzerwane brzęczenie. Dla mnie brzmi to pięknie. Kojąco i łagodząco wszystkie zmysły po kolei. Czuję, że jestem w miejscu w którym rządzą inne stworzenia a ja jestem tu tylko gościem. Taka leśna wędrówka nie trwa zbyt długo. Po 3 kilometrach ciągłego, naprzemiennego wchodzenia w górę i w dół, wyszliśmy na dużą polanę.

Zielone duże pole otoczone kilkoma skałami zdaje się być sielskim widokiem. Takim spokojnym, spowolnionym a zarazem tajemniczym i magicznym. Tuż obok postawiono kilka uli w których słychać i widać, że toczy się bujne życie pszczół. Z pewnością na takim terenie i one mają się całkiem dobrze. Na samym środku tego miejsca stał wbity słup który kiedyś mógł służyć jako drogowskaz. W tym punkcie przydał się kompas z Google Maps dzięki któremu postanowiliśmy skręcić w stronę piramid. Kolejne 2-3 kilometry wędrówki i natrafiliśmy na drogę. Cenną wskazówkę wykorzystaliśmy i poszliśmy wzdłuż wyznaczonej trasy. Z minuty na minutę robiło się coraz cieplej. Wystawieni bezpośrednio na słońce szybko zaczęliśmy się męczyć. 45 minut szybkiego marszu i doszliśmy do klasztoru. Malowniczo osadzony budynek okazał się tak naprawdę początkiem podejścia pod piramidy.

Już na samym początku rozpoznałem sylwetkę mężczyzny który wyszedł zza zakrętu i kierował się w naszą stronę. To był Szwajcar z którym rozmawiałem dzień wcześniej w autobusie do Melnik. Tym razem też zamieniliśmy kilka słów. On się pytał jak daleko do monastyru a ja czy dojdziemy drugą stroną z powrotem do miasta. Życzyliśmy sobie miłego dnia i każdy rozszedł się w swoją stronę. Z każdym krokiem widok robił się coraz to wspanialszy. Czym bliżej szczytu tym częściej się musiałem zatrzymywać bo miałem nadzieję by każdy ten widok uchwycić na zdjęciach. Chciałem by zdjęcia tak samo zachwycały jak to co widziałem w rzeczywistości. Przed najwyższym punktem zaczęła się już mało bezpieczna ścieżka. Oddzielona sznurkiem od przepaści było tylko tyle miejsca żeby móc postawić stopy obok siebie. Przypominało to trochę wąwóz El Chorro w Hiszpanii, który widziałem na filmach i zdjęciach.

Z samej góry rozpościera się piękna panorama. Na pierwszym planie widać cały ten kanion z piaskowcowych piramid, wszystkie wąwozy i przełęcze. Na drugim wspaniałe zielone wzgórza i góry. Widok naprawdę zapiera dech w piersiach. Jedyny minus jakiego się tu doszukałem to fakt, że piramidy zajmują całkiem spory teren a wejście na szczyt jest niestety tylko na jedną. To ogranicza pole manewru wędrówek. Miejscami czuję lekkie przerażenie kiedy patrzę w dół. Nie mam lęku wysokości ale jednak taka przepaść robi na mnie wrażenie. Porobiłem kilkadziesiąt zdjęć krajobrazów, sobie samemu i nam. Zostalibyśmy tam dłużej aczkolwiek goniący czas na to już nie pozwolił.
BUŁGARIA - Melnik - PiramidyBUŁGARIA - Melnik - PiramidyBUŁGARIA - Melnik - PiramidyBUŁGARIA - Melnik - PiramidyBUŁGARIA - Melnik - PiramidyBUŁGARIA - Melnik - PiramidyBUŁGARIA - Melnik - PiramidyBUŁGARIA - Melnik - PiramidyBUŁGARIA - Melnik - PiramidyBUŁGARIA - Melnik - PiramidyBUŁGARIA - Melnik - Piramidy

Droga w dół jest ścieżką raczej dla odważnych. Bardzo strome zejścia w dół. Kroki trzeba stawiać delikatnie żeby nie przejechać się na leżących wszędzie kamieniach. W niektórych miejscach są spore uskoki lub fragmenty w których trzeba się przeciskać przez wąski kanał między skałami. Dodatkową atrakcją są wszechobecne jaszczurki. Praktycznie z każdym postawieniem stopy słychać i widać jak tuż obok uciekają przestraszone gady. Jedne większe, drugie mniejsze. Wszystkie tak samo szybkie. Kiedyś pewnie bym panikował ale aktualnie widok tego zwierzaka nie jest dla mnie niczym ekscytującym więc i strach minął. Bezpowrotnie mam nadzieję. Po zejściu ze wzgórza ścieżka dalej prowadzi przez wysuszone koryto rzeki. Ze względu na pojawiające się miejscami błoto, myślę, że w okresie zimowym jednak coś tu płynie. Teraz na szczęście nic więc można bezpiecznie dojść do samego Melnik. Tak i my zrobiliśmy.

Według internetu, z Melnik odjeżdża tylko jeden autobus dziennie. My, dzięki tej informacji, byliśmy przygotowani na konieczność wzięcia autostopu ale w ostatniej chwili udało się złapać busa i zapytać kierowcy czy może jednak dzisiaj jedzie do Sandanski. Okazało się, że jedzie i to nie raz a chyba nawet ze trzy razy. Komfort o wiele lepszy niż ten pojazd którym dostaliśmy się tu dzień wcześniej. Koszt 5 lewów za dwie osoby też nam się spodobał.

Dodaj komentarz