BUŁGARIA – Spokojny Płowdiw

Lot z Bergamo był spokojny. Wychodząc na główny hol lotniska w Płowdiw poczułem to samo co wysiadając, ponad rok wcześniej, na lotnisku w Rabacie. Zwyczajną nienawiść do małych aeroportów. Szybki rzut okiem na całą przestrzeń tego miejsca i domysł, że ciężko będzie stąd dotrzeć do centrum miasta. Nie ułatwiła nic godzina przylotu. Późnym wieczorem wszystko już było pozamykane i tylko garstka ludzi stała na samym środku wypatrując osoby na które czekali. Brak kantoru oznaczał kłopoty ale z pomocą przyszedł bankomat schowany na samym końcu. Na szczęście działający. Wypłaciłem tylko tyle pieniędzy by mieć na dojazd do hostelu i małe zakupy by nie umrzeć z głodu. Po wyjściu z terminala ujrzeliśmy dwa rzędy taksówek i prywatnych samochodów – te przyjeżdżały tak szybko jak odjeżdżały. Pojawiła się wątpliwość którą taksówkę wziąć. Czy jest tu jakaś kolejka? Chciałem chwilę poobserwować otoczenie by wiedzieć jak się poruszać i jak załatwić bezpieczny dojazd do centrum. Z perspektywy czasu może to wydawać się głupotą ale zdecydowanie wolę powoli stawiać kroki niż lecieć w biegu by się połamać.

Moment obserwacji trwał krótko bo przypadkowo spotkałem się wzrokiem z mężczyzną który stał przy małym busie. Był pochłonięty rozmową z innym taksówkarzem ale widząc dwójkę zagubionych (przynajmniej w jego mniemaniu) turystów, postanowił do nas podejść.

– Potrzebujecie taksówki? – zawołał.
– Potrzebujemy – odpowiedziałem. – Jaki koszt?
– 25 lewów – odparł łamanym angielskim.
– Mam tylko 20 lewów – stwierdziłem z nadzieją, że ta kwota go zadowoli.
– Okej, chodźcie – rzucił i skierował się w stronę busa.

Nie byłem do końca przekonany czy dobrze robimy. Jego samochód, którym zaraz mieliśmy jechać, nie miał nawet cennika już nie mówiąc o jakimś oznaczeniu, że to faktycznie jest taksówka. Działo się to tak szybko, że teraz, siedząc w pokoju, dziwię się, że w ogóle się na to zgodziłem. Podany przeze mnie adres wrzucił w nawigację od Google Maps. Do naszego noclegu wyszło prawie 20 km jazdy. Ruszył mocno, z kopyta i w szybkim tempie dojechaliśmy do lotniskowego szlabanu. Przed nami stały dwa lub trzy samochody. Za wyjazd z lotniska trzeba zapłacić 5 lewów więc nasz kierowca wymyślił sobie sposób na ominięcie takiej opłaty. Gdy ostatnie auto przed nami ruszyło, my także ruszyliśmy by przejechać w tym samym czasie póki z powrotem nie zamknie się szlaban. Po takiej akcji przez głowę przeszło mi tysiąc różnych myśli, od tych najgorszych do tych mniej drastycznych. Kolejny raz zdałem sobie sprawę, ze mam zbyt bujną wyobraźnię.

Podróż minęła dosyć szybko. W czasie 30 minut, kierowca opowiadał trochę o mieście, o Bułgarii. Trochę wypytywał nas a my odwzajemnialiśmy się tym samym udając zainteresowanie. Udało się przeżyć i dojechać w całości do hostelu. Miejsce naszego noclegu okazało się być zamknięte. Było już po 22, zaczął padać deszcz a my pukaliśmy przez dłuższą chwilę w drzwi mając nadzieję, że w końcu ktoś nas wpuści. Z racji braku odzewu stwierdziłem, że trzeba zadzwonić do właściciela. Po krótkim telefonie, znaleźliśmy i otworzyliśmy czarną skrzynkę w której znajdował się klucz do mieszkania i naszego pokoju. Dwa pomieszczenia wygospodarowane na nocleg dla turystów i łazienka – to cały przekrój tego miejsca. W naszym pokoju znaleźliśmy nie tylko brud ale także doświadczyliśmy braku światła czy normalnej wielkości okna.

Bułgaria - Płowdiw - Kapana Bułgaria - Płowdiw - Antyczny Stadion Bułgaria - Płowdiw Bułgaria - Płowdiw Bułgaria - Płowdiw Bułgaria - Płowdiw - Antyczny Odeon

Noc przebiegła spokojnie. No może nie licząc karaluchów w łazience. Od rana plan był jeden – zwiedzamy Płowdiw. Zanim jednak wyruszyliśmy na podbój miasta, udaliśmy się do najbliższego supermarketu na małe zakupy. Billa, bo tak nazywał się ten sklep, to taki polski odpowiednik Biedronki czy Netto. Jest praktycznie wszędzie i wciąż powstają kolejne punkty. Podobieństw między naszymi sklepami a bułgarskimi jest więcej. Większość artykułów na półkach to importowane rzeczy z polskich firm. Niektóre produkty mają zmienione etykiety ale większość jest identyczna z tymi które znajdziemy w Polsce. Cenowo również wygląda bardzo podobnie z czego np owoce i warzywa mają droższe a alkohole dużo tańsze.

Pogoda nie rozpieszczała. Z nieba nie tylko lał się żar ale także i deszcz który z minuty na minutę stawał się coraz bardziej intensywny. Po jakimś czasie się rozpogodziło i mogliśmy zacząć zwiedzanie. Zdecydowaliśmy się na intensywny początek czyli wspinaczkę do pomnika Alyosha na szczycie Bunarjik Hill – jednego z siedmiu wzgórz Płowdiwu. Dojście do parku zajęło nam dłuższą chwilę ale w jej czasie mogłem przyjrzeć się dobrze ulicom które okalały to wzgórze. Miałem nieodparte wrażenie, że to wszystko przypomina trochę obraz Polski, tak z 15 lat temu. Dużo opuszczonych budynków, trochę brudno no i ci ludzie. Ponure społeczeństwo z twarzami morderców.

Pod monument prowadziła wąska i kręta ścieżka. Całkiem stroma o czym świadczyły coraz to ładniejsze panoramy wyłaniające się zza krzewów. Gdy przystawałem by zrobić zdjęcie zachwycony krajobrazem, chwilę później znów musiałem to robić bo widok był jeszcze ciekawszy niż ten poprzedni. Docierając na samą górę ujrzeliśmy dużą figurę żołnierza stojącego na marmurowej podstawie. Dumna młoda twarz mężczyzny to w rzeczywistości prawdziwa podobizna człowieka który brał udział w II Wojnie Światowej a służył w 3 Froncie Ukraińskim. Przyglądając się temu z bliska można zauważyć jak to wszystko było składane i jak wyglądały poszczególne elementy tej konstrukcji. Łatwa sprawa tym bardziej, że pomnik powstał niedługo po zakończeniu II Wojnie Światowej, w latach 1954-57 więc trochę lat już tu stoi a był robiony najniższym wówczas kosztem.

Z tego miejsca rozpościera się widok na całe miasto, na każdą z czterech stron świata. Panorama jest naprawdę zachwycająca. Nie wiem jak daleko sięga wzrok ale na pewno można ujrzeć część Rodopów a po przeciwnej stronie góry Parku Narodowego Bałkanów Środkowych. Jakby się spojrzeć z dalszej perspektywy, może się wydawać, że Płowdiw leży w kotle przez okalające dookoła wzniesienia. Nawet silny wiatr nie przeszkadzał w fotografowaniu miasta z każdej możliwej strony. Szersze kadry mieszają się z tymi wąskimi kiedy tylko dojrzę coś co wymagałoby przybliżenia oka aparatu. To takie miejsce w którym czuje się, że wszystkie te zdjęcia które się wykonało to jeszcze nie to co być powinno albo jest ich po prostu za mało by móc docenić całe piękno tego co się właśnie widzi. Bardziej skupiałem się na obserwowaniu tych dalszych perspektyw niż tych bliższych, miastowych. Miasto nigdy nie zainteresuje mnie tak bardzo jak czysta natura.

Bułgaria - Płowdiw - Alyosha Bułgaria - Płowdiw - Alyosha Bułgaria - Płowdiw - Widok z Góry AlyoshaBułgaria - Płowdiw - Widok z Góry Alyosha Bułgaria - Płowdiw - Widok z Góry Alyosha Bułgaria - Płowdiw - Widok z Góry Alyosha Bułgaria - Płowdiw - Widok z Góry Alyosha

Po mini trekingu wróciliśmy do ścisłego centrum. Płowdiw to miasto starożytne a pierwsze wzmianki o nim pojawiają się już w I tysiącleciu p.n.e. Największy rozkwit tego miejsca jest zasługą Rzymian, którzy w 46 roku przejęli cały ten obszar i rozbudowali choćby o teatr, stadion czy kilkanaście innych budowli. Część z nich ostała się do dzisiaj. Aktualnie fragmenty rzymskiej zabudowy stanowią wartość turystyczną i są z pewnością wizytówką miasta. To w jakim są stanie, jak jest to zagospodarowane i jak się o nie dba to już jest zupełnie inna sprawa bo dba się średnio.

W centrum natrafiliśmy na teatr rzymski. Obiekt jest wyjątkowo ładnie usytuowany, na wzgórzu. Sceneria jest iście bajkowa z panoramą miasta na drugim planie. Chwilę zastanawiam się jakim cudem ten wąski fragment budynku sceny jeszcze się trzyma. Wszystko wydaje się tak kruche a zarazem tak solidne. Ogromne marmurowe bloki tworzące trybuny wydają się przytłaczać całość jeśli wyobrażę sobie pełną obsadę widzów. Teraz teatr jest pusty chociaż trwają jakieś intensywne przygotowania do kolejnego koncertu, raczej z tych orkiestrowych. Nie weszliśmy do środka, oglądaliśmy ten zabytek przez płot. Wejście okazało się płatne i doszliśmy do wspólnego wniosku, że to marnotrastwo pieniędzy bo nic więcej nie zobaczymy, obojętnie po której stronie będziemy.

Udaliśmy się w stronę kolejnego zabytku z serii tych rzymskich. Tym razem przed naszymi oczyma wyrósł stadion. To podobno jeden z najlepiej zachowanych obiektów starożytnego Rzymu na półwyspie Bałkańskim. Pierwotnie miał mieć 240 metrów długości i 50 metrów szerokości o łącznej pojemności do 30 tysięcy widzów. Widzimy tylko jego nie wielką część która faktycznie wygląda na odświeżoną. Wszystko to za sprawą prac renowacyjnych które podobno non stop trwają. Poza marmurowymi trybunami nic więcej tu nie ma. Nie ma czym się zachwycić a i dobre zdjęcie zrobić to problem gdyż mój obiektyw nie łapie takich ujęć jakie bym z tego miejsca chciał mieć.

Bułgaria - Płowdiw - Dzielnica artystyczna
Bułgaria - Płowdiw - Antyczny Teatr
Bułgaria - Płowdiw - Antyczny StadionBułgaria - Płowdiw - Antyczny StadionBułgaria - PłowdiwBułgaria - Płowdiw - Miljo Bułgaria - Płowdiw - Nebet TepeBułgaria - Płowdiw - Widok z Nebet Tepe na PłowdiwBułgaria - Płowdiw - Widok z Nebet Tepe na PłowdiwBułgaria - Płowdiw - Widok z Nebet Tepe na PłowdiwBułgaria - Płowdiw - Widok z Nebet Tepe na PłowdiwBułgaria - Płowdiw - Widok z Nebet Tepe na Płowdiw

Ścisłe centrum nie zachwyca. Jak każde inne. Miło się wędruje po Kapanie, czyli artystyczno-barowej dzielnicy miasta. Mnogość różnych sklepików i różnokolorowych barów zachęca by zatrzymać się na chwilę i poobserwować to miejsce z perspektywy barowego fotela. Knajp, jak przystało na imprezową dzielnicę, jest tu mnóstwo i z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Każdy poza nami. Z każdego budynku, sklepu, galerii bije charakter niespotykany nigdzie indziej. Panuje tu prawdziwy chillout w każdym znaczeniu tego słowa. My, zamiast chilloutu, wybraliśmy jeszcze jedną wędrówkę pod jeszcze jedno wzgórze.

Wieczorem trafiliśmy na Nebet Tepe. To miejsce w którym również można znaleźć rzymskie pozostałości w postaci murów i wież. Stąd też widać ładną panoramę miasta choć nie tak okazałą jak z Alyoshy. Ze względu na bliskość centrum jest to punkt wypadowy na wieczorne i nocne imprezy pod chmurką. My przybywając tu około godziny 20 zobaczyliśmy ludzi czekających na zachód słońca. Z różnych wynikających okoliczności nie zostaliśmy by go obejrzeć. Zdecydowaliśmy się jednak przyjść tu na wschód.

Ciężko było się zerwać o 5 rano ale czego się nie robi dla niezapomnianych wrażeń. Myślałem, że o takiej godzinie będzie pusto ale jak się okazało, całe wzgórze było oblepione ludźmi. Jedni spali na trawie, drudzy powoli kończyli dopijać ostatnie butelki alkoholu. Jeszcze inni słaniali się na nogach albo wypalali papieros za papierosem. Ciężko było się przepchnąć przez nietrzeźwe towarzystwo ale udało się złapać dobre miejsce by wschód słońca podziwiać w całej jego okazałości. To był mój pierwszy widziany wschód i nie ukrywam, że zdziwiony byłem szybkością z jaką to wszystko się potoczyło. Widok z pewnością niezapomniany.

Rano, po odespaniu tej godziny poświęconej na wschód, trzeba było się spakować i ruszać dalej w drogę. Płowdiw w dużej części przechodzi metamorfozę. Buduje się nowe chodniki, widać powstające ścieżki rowerowe i drogi. Z tablic jasno wynika, że poprawiają swoje otoczenie dzięki środkom z Unii Europejskiej. W trakcie godzinnego marszu na dworzec główny, takich tabliczek widziałem kilka. Daleko tu do standardu w jakim są nasze duże miasta ale też już nie jest to zabite dechami miasto do którego strach przyjeżdżać. Nie bez powodu w mieście trwa tyle remontów. Przyszły czyli 2019 rok to to rok w którym Płowdiw będzie Europejską Stolicą Kultury i wiele inicjatyw jest robionych właśnie pod to wydarzenie. Dzięki temu, miasto także przeżywa kulturalny szok i mnogość różnych kulturowych wydarzeń ku uciesze tutejszych mieszkańców.

Taksówkarz, o którym wspominałem na wstępie, ostrzegał by nie podróżować pociągami bo komfort jazdy jest bardzo niski. My jednak się zdecydowaliśmy na ten rodzaj transportu i nie zdziwił nikogo fakt, że wcale tak źle z koleją w Bułgarii nie jest. Większość pociągów z zewnątrz faktycznie jest pomazana i mało estetyczna ale w środku wygląda to solidnie a co najważniejsze czysto. Mogliby poprawić oznaczenie peronów na dworcu i wprowadzić jakąś elektronikę, tego faktycznie tam brakuje. Przydałyby się także jakieś informacje dla podróżnych nieposługujących się cyrylicą. A tak dla ideału to cudownie jakby jeszcze można było kupić bilet w kasie posługując się językiem angielskim a nie migowym.

Dodaj komentarz