Giro D’Italia – 2018

Kolarstwo… kolarstwo… kolarstwo. Kiedyś ten sport był dla mnie dziwny, niezrozumiały. Jak można fascynować się setką facetów którzy jadą w obcisłych gaciach na rowerze. Nic się nie dzieje i tak jadą i jadą i tyle właściwie tej relacji. Kiedy widziałem, że zamiast meczu piłki nożnej który akurat chciałem obejrzeć, dają kolarstwo, to wściekałem się. Jakim prawem ten pseudo sport może być na żywo kiedy równocześnie dzieją się dużo ciekawsze rzeczy w innej dyscyplinie. Nie tylko nie rozumiałem jak można to oglądać ale także jak samemu jeździć na rowerze bo uważałem to za słaby sposób na spędzanie wolnego czasu. Przez długi czas nawet nie miałem roweru no bo po co skoro nie lubię. Wszystko zmieniło się wraz z przeprowadzką nad morze.

Miałem pisać o tegorocznym Giro ale muszę zrobić jakiś wstęp… :v
Wraz z przeprowadzką nad morze okazało się, że jest konieczność jazdy na rowerze co jakiś czas. To tu, to tam, nie było innej opcji dojazdu więc zostawał znienawidzony rower. Po jakimś czasie, po kilku przejazdach uznałem właściwie, że to nie jest aż takie nudne jak mi się kiedyś wydawało i można czerpać z tego jakąś radość. Czym więcej jeździłem tym więcej wkręcałem się i to nie nogawką w pedały a całym sobą. Zacząłem jeździć nie z konieczności a z przyjemnością. Z miesiąca na miesiąc zwiększałem dystanse by rok temu pierwszy raz przekroczyć 100km.

Polubiłem ból nóg kiedy ciśnie się pod górę i wiatr na moim ciele kiedy jadę w dół. Polubiłem długie trasy po których nogi mam jak z waty. Polubiłem rowerową turystykę, poznawanie miejsc z poziomu siodełka. Zaczęło mnie to w jakiś sposób pasjonować. Na tyle pasjonować, że przestałem jeździć nie swoim rowerem i kupiłem swój własny, trekking. Z pewnością do długich dystansów skłoniło mnie oglądanie tego znienawidzonego kolarstwa.

Giro D’Italia – 2017

Rok temu, całkiem przypadkiem, na Eurosporcie włączyłem wyścig Giro D’Italia. Miałem właściwie oglądać coś innego ale chwilę popatrzyłem z nadzieją, że może zrozumiem czym tu się podniecać. W rezultacie obejrzałem cały etap który trwał może ze trzy godziny. Stwierdziłem po tym, że całkiem ciekawe to było i kolejne dni również kładłem się przed telewizorem i oglądałem te rowerowe zmagania. Może pomogło mi to, że są wspaniałe widoki pokazywane przez całą relację. Może pomogło to, że jest jakaś rywalizacja… ale z pewnością i na pewno pomogło to, że całość komentowana jest w tak rewelacyjny i genialny sposób, że słuchanie tego momentami jest lepsze od muzyki. Tak, mówię poważnie.
Panowie Jaroński, Wyrzykowski, Baranowski, Probosz powodują swoimi słowami, że słucha się ich jak dobrego radia a tu nie tylko audio ale przecież i wideo.

Zeszłoroczne Giro zacząłem oglądać od połowy ale wytrwale dojechałem do ostatniego dnia. Nauczyłem się wszystkich pojęć które na początku były czarną magią jak jakieś ucieczki, premie górskie, lotne itp. Poznałem sylwetki zawodników i zacząłem niektórym kibicować. Pamiętam doskonale ten smutek ostatniego dnia kiedy nagle jakiś codzienny rytuał przestał istnieć i człowiek nie wiedział co ze sobą zrobić po południu. No jak to co… na rower.

Tour De France – 2017

W lipcu przyszła pora na oglądanie Tour De France i dopingowanie naszych dzielnych rodaków. Dobrze pamiętam wypadek Rafała Majki na 9 etapie z Nantua do Chambéry gdzie nie wyrobił się na zakrętach. Potem pomoc kolegi z innej drużyny – Michała Kwiatkowskiego który wrócił się do Rafała i pomógł mu dojechać do mety przed limitem czasowym. Michał później dostał wiele nagród FairPlay za ten gest. Pamiętam też ostatni etap czyli czasówka w Marsylii gdzie pierwsze miejsce zajął Maciej Bodnar a drugie właśnie Kwiatkowski. Radio Praciaki to też było coś co znalazło miejsce w pamięci jak codzienna, przyjemna dawka ciekawych opowieści pana Wyrzykowskiego.

Vuelta a España – 2017

W sierpniu i wrześniu kolejny wyścig oglądałem – Vuelta a España. Z tego touru pamiętam oczywiście dwa rewelacyjne zwycięstwa Tomka Marczyńskiego i oczywiście zwycięstwo polskiego króla gór – Rafała Majki. Piękny wyścig gdzie dzięki dzielnym rodakom było mnóstwo pozytywnych emocji. Myśl, że obejrzałem wszystkie toury tamtego roku była przygnębiająca bo z następnym trzeba było czekać aż do maja. No ale się doczekałem!

Giro D’Italia – 2018

Tegoroczne Giro to już 101 edycja tego legendarnego wyścigu. Odbywała się pomiędzy 4 a 27 maja 2018 roku. Na starcie stanęły 22 drużyny co dało łącznie 218 kolarzy biorących udział w wyścigu. Całość zaczęła się od 3 etapów w Izraelu. Dlaczego? Otóż ta edycja Giro D’Italia to hołd dla Gino Bartalli – kolarza, trzykrotnego zwycięzce Giro D’Italia a także człowieka który w czasie II Wojny Światowej uratował setki włoskich żydów z Holokaustu. Osobiście uważam, że rozpoczynanie włoskiego wyścigu w Izraelu to przesada tak samo jak występ Australii na Eurowizji czy Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w grudniu. To nie jest dobre… Aj nie idźcie tą drogą!

Zniechęcającą wiadomością się okazało, że w tym roku nie tylko nie będzie polskiego zespołu tak jak w tamtym roku – CCC Sprandi Polkowice ale też ogólnie nie wystartuje żaden Polak. Zawsze to przyjemniej ogląda się coś jak w danym wydarzeniu uczestniczy rodak bo i jest za kogo trzymać kciuki.

Z tegorocznego Giro D’Italia zapamiętam dobrze wszystkie górskie etapy które były najbardziej spektakularne i emocjonujące. Genialny 14 etap z podjazdem pod Monte Zoncolan gdzie Chris Froome na ostatnich kilometrach uciekł przed Simonem Yates’em. Potem etap 19 w którym Froome zrobił coś co właściwie wydawało się niemożliwe. Na 80km przed metą uciekł od całego peletonu i zameldował się pierwszy na mecie dzięki czemu objął pierwszą lokatę w całym tourze przed ostatnim odcinkiem. W tym samym czasie dotychczasowego lidera – Simona Yates’a całkowicie odcięło i poleciał daleko w dół w rankingu. W ostatnim – 20 etapie odpadł kolejny zawodnik z podium Thibaut Pinot.

Podsumowanie

To co zrobił w tym wyścigu Froome z pewnością przejdzie do historii kolarstwa. Pokazał, że człowiek ma niespożyte siły i jeśli czegoś na prawdę chce to da radę przenieść góry. Pokazał ogromną siłę walki. Zrobił coś co z góry było skazane na niepowodzenie a jednak w swoim szalonym czynie dotrwał do końca i udowodnił przede wszystkim sobie ale też i innym, że może. Współczesne kolarstwo to przede wszystkim kalkulacja drużyn by jak najwięcej zyskać a takie szalone rajdy to rzadkość. Dla mnie, niedzielnego kibica, takie etapy to jest mega atrakcja dzięki czemu to zainteresowanie tym sportem jeszcze bardziej się umacnia.

Teraz trzeba czekać ponad miesiąc na Tour De France, potem Tour De Pologne, Vuelta a España na przełomie sierpnia i września i kolejny sezon będzie odbębniony. Kolarstwo da się lubić tylko trzeba spróbować znaleźć w tym coś niezwykłego i pasjonującego. Ja długo szukałem i znalazłem i polecam i Wam. Muszę zaopatrzyć się w książkę która dostępna jest w polskich księgarniach – Giro D’Italia. Podobno jest warta przeczytania więc ją przeczytam zatem ten wpis nie jest ostatnim jeśli chodzi o kolarstwo! 😉

Dodaj komentarz