HISZPANIA – Kilka dni w Sewilli – część. 2

Przerobione zdjęcia leżą już ponad pół roku, wpis Ucieczka z Tangeru pojawił się po trzech miesiącach od tej podróży, mimo że data postu wskazuje co innego. Nadal Maroko i Hiszpania pozostają w mojej głowie i chyba nigdy nie uda mi się tego wyrzucić. Najpierw długo się ociągałem żeby zrobić wpis z afrykańskiej części a do dnia dzisiejszego nie pojawiło się nic odnośnie następnego. W końcu postanowiłem się za to zabrać i opisać tych kilka dni w Sewilli. Będzie to jednocześnie kontynuacja tego wszystkiego co napisałem w części pierwszej. Vamos!

Do hostelu w Sewilli dotarłem z Kano, dziewczyną z Japonii poznaną na promie z Tangeru do Algericas. Miała już zarezerwowany nocleg. Ja modliłem się żeby było i dla mnie miejsce. Całe szczęście było i udało się załatwić wolne łóżko. Na recepcji siedział chłopak z Hiszpanii i dziewczyna, on załatwiał papierki związane z moim pobytem a ona klikała bezmyślnie w komputer. Dając mój paszport wyraźnie się obruszyła i na jej twarzy pojawił się uśmiech.

– Jesteś z Polski? – zapytała.
– Ano jestem, jestem – odpowiedziałem zniechęcony i marzący właściwie tylko o prysznicu i łóżku.
– Super! W takim razie może masz ochotę jutro gdzieś wyjść na miasto? Ja tu zbyt wielu ludzi nie znam a zawsze przynajmniej będzie można normalnie porozmawiać – zaproponowała.
– No yyyy hmm – wydusiłem z siebie i kontynuując. – no zobaczymy wiesz… ogólnie chciałbym stąd jutro wyjechać – odparłem.
– Okej, ale jakby co to pamiętaj, że moje zaproszenie jest cały czas aktualne – oznajmiła.
– Pamiętam!

Hostel nie był jakiś cudowny jak za cenę 20 euro za łóżko. Spodziewałem się czegoś lepszego ale z drugiej strony, po tym wszystkim, było mi już obojętne. W pokoju zamieniłem kilka słów z dziewczynami z Kanady które właśnie się wybierały na nocne imprezowanie. Nie ukrywam, że trochę w głębi duszy im zazdrościłem. Ja zdążyłem się już tylko wyszorować i położyć się spać.

Pierwszy dzień pobytu w Sewilli zacząłem z samego rana i już o 6 siedziałem przy hostelowym komputerze w poszukiwaniu możliwości powrotu do Polski. Żadne linie nie pasowały a jak coś było to po tak horrendalnych kwotach, że bardziej opłacało się z kapcia wrócić. No ale to nic dziwnego jak się szuka biletu najlepiej na za kilka godzin. W rezultacie udało mi się wytypować kilka możliwych połączeń z których później wybrałem lot z Sewilli do Berlina który miał być dopiero za sześć dni. Tyle dni w Sewilli, co ja tu będę robił? – pomyślałem. Bez telefonu, bez komputera. Jedynie z aparatem i czytnikiem ebooków.

Jeśli szukać w pamięci obrazy miejsc, rzeczy, ludzi którzy kojarzyliby się z tym miastem to nie znalazłbym nikogo ani niczego. No może poza piłkarzami ale nie będę banalny :v Otwierając stronę tripadvisor w poszukiwaniu jakichś ciekawych miejsc w stolicy Andaluzji nie znalazłem nic co by mnie zainteresowało. Katedry, bazyliki, kościoły, muzea czy pomniki zupełnie do mnie nie przemawiają dlatego postanowiłem całe pięć dni poświęcić na włóczeniu się po mieście, bez celu. Gdzie pójdę tam pójdę. Bez mapy, bez zegarka (bo nawet tego nie miałem) a tylko plecak i kilka rupieci w nim. Ktoś może teraz pomyśleć: „Heh, być w takim miejscu i nie pójść do tej pięknej katedry? nawet jak się nie lubi takich miejsc? Skandal” – pewnie skandal ale kto by się tym przejmował?

Hiszpania - Sewilla - ZdjęciaHiszpania - Sewilla - ZdjęciaHiszpania - Sewilla - ZdjęciaHiszpania - Sewilla - Zdjęcia

Z racji początkowych uwarunkowań wyprawy wziąłem do plecaka tylko dwie koszulki, długie spodnie, bluzę, kurtkę i trochę bielizny. Szykowałem się na solidny treking w górach a wyszło, że musiałem się bawić w prowizoryczne pranie w tak eleganckim mieście. Nie ukrywam, że moja garderoba trochę mi przeszkadzała zwłaszcza, że na południu Hiszpanii było już daleko za kreską dwudziestu stopni Celsjusza na plusie. W dzień słońce grzało niemiłosiernie a ja w długich, czarnych spodniach. Trzeba przyznać, że pogoda dopisała i gdybym przyjechał tu z czystej ochoty i dla spokojnego relaksu to byłbym bardzo ale to bardzo zadowolony. Wieczorem pojawiał się lekki wiaterek, rano było bardzo rześko więc no idealnie.

Każdy z pięciu dni wyglądał praktycznie identycznie. Pobudka wczesnym porankiem i wyprawa do sklepu po jakieś śniadanie a następnie szybkie spożywanie go na jakiejś ławce czy murku. W następnej kolejności wybierałem sobie jeden z czterech kierunków świata i zaczynałem iść w tym wybranym danego dnia. Tak najlepiej zwiedza mi się wielkie, brzydkie miasta. Często poza szlakami wyznaczonymi przez miliony turystów przede mną. Do południa przechodziłem z 15-20 kilometrów by znów znaleźć sklep i tym razem zaopatrzyć się w prowiant na obiad a przeważnie też i na kolację. Mój obiad lubiłem zjeść w jakimś parku albo gdzieś gdzie po prostu nie było zbyt wielu ludzi. Po obiedzie jak to w Hiszpanii bywa, trzeba było zrobić sjestę chociaż ja zamieniałem ją na czytanie książki. Z czytnikiem w ręku potrafiłem przeleżeć w tym parku albo innym murku 2-3 godziny by po tym czasie znów udać się na krótki spacer. Dzień kończyłem przy wypożyczonym, hostelowym laptopie by napisać chociaż kilka słów, że jestem nadal cały i wszystko jest w porządku.

Hiszpania - Sewilla - ZdjęciaHiszpania - Sewilla - ZdjęciaHiszpania - Sewilla - Zdjęcia

Co zrobiło na mnie wrażenie?

Z pewnością Plac Hiszpański i okalający go Park Marii Luizy. Długa aleja prowadząca do tego majestatycznego pałacu i mnóstwo drzew, kwiatów, krzewów. Będąc w tym pięknym, zielonym miejscu poczyniłem w zeszycie taką notatkę:

Byłem w wielu parkach: Bugaksan Park w Seulu, ogrodach Bobboli przy Palazzo Pitti we Florencji, w Tiergarten w Berlinie czy Zhongshan Gongyuan Park przy Zakazanym Mieście w Pekinie. Wchodząc w takie miejsca zawsze towarzysz m uśmiech i nieskrępowana niczym chęć obcowania z naturą. Dzisiaj trafiłem do parku Marii Luizy w Sewilli.
Zapach… uwielbima zapachy, uwielbiam czuć. Wszystko ma swój niepowtarzalny zapach, indywidualny znak. Zapach ziół, kwiatów, morza, lasu, pór roku. To jest nie do podrobienia. Za każdym razem kiedy odwiedzam jakiś park biorę głęboki wdech na samym początku i zanurzam się w tym zapachu. Można w ten sposób odkryć co chowa w sobie dane miejsce, jakie ma tajemnice. Sewilskie ogrody mają w sobie dziś zapach wiosny, taki lekki i wszechobecny… ciepły. Taka samo pachną nasze, polskie pola w maju. Zostaję tu…

Hiszpania - Sewilla - ZdjęciaHiszpania - Sewilla - ZdjęciaHiszpania - Sewilla - Zdjęcia Hiszpania - Sewilla - ZdjęciaHiszpania - Sewilla - Zdjęcia

Pierwszy raz w życiu widziałem drzewa pomarańczowe. Jakie to piękne jest. Niby banalne a jednak fascynujące. Nie były wyższe niż 6-7 metrów ale całe pokryte owocami. Tuż za tą pomarańczową alejką wychodzi się na ogromny plac – Plac Hiszpański. Znajduje się tu ogromny budynek w kształcie półkola po bokach zwieńczony dwiema wysokimi wieżami. Na samym środku znajduje się duża fontanna a tuż za nią jest fosa. By się dostać na jej drugą stronę trzeba przejść przez jeden z czterech mostów które mają symbolizować cztery starożytne królestwa Hiszpanii. Sam budynek jest stosunkowo nowy bo zbudowano go dopiero w 1928 roku. Wzdłuż murów ciągną się również kafelkowe malowidła które ukazują wszystkie prowincje kraju. Z pewnością jest to najciekawszy obiekt w Sewilli choć dla mnie, poza zachwytem nad jego treścią, nie ma więcej co tu robić.

Hiszpania - Sewilla - ZdjęciaHiszpania - Sewilla - ZdjęciaHiszpania - Sewilla - Zdjęcia

Przyjemnie jest też się zagłębić w ciasne i wąskie brukowe uliczki Sewilli. Tych kilka dni w tym mieście potwierdziło tylko to czego spodziewałem się przed moją pierwszą wizytą w Hiszpanii – tu jest identycznie jak we Włoszech. Architektura, urocze placyki i wszechobecna sjesta. W wielu miejscach w ścisłym centrum znajdziemy tancerzy którzy zjawiskowo tańczą flamenco, piosenkarzy którzy nucą romantyczne ballady czy malarzy którzy tworzą niesamowite, uliczne dzieła. Czuć tu wolność i radość. Czuć latynoskie powietrze. Tak samo oddycha się we Włoszech (przynajmniej mi).

Hiszpania - Sewilla - ZdjęciaHiszpania - Sewilla - ZdjęciaHiszpania - Sewilla - Zdjęcia

Z pewnością warto się tu wybrać ale czy na aż tyle dni? Dla mnie to miasto na 24 godziny żeby przejść, popatrzeć i właściwie zapomnieć bo oprócz Placu Hiszpańskiego nie ma raczej tutaj nic co by mnie jakoś specjalnie zauroczyło albo nakazało wrócić kiedyś w to miejsce. Ciepły klimat i bliskość do morza sprawia, że jest to fajny punkt wypadowy dalej. Przyjemnie zrobić tu przystanek i szybko uciekać gdzieś dalej.

Dodaj komentarz