Książki

Miklós Nyiszli – Byłem asystentem doktora Mengele

Kurde… ostatni post został opublikowany 11 lipca 2019 roku. Dzisiaj jest 29 styczeń 2020. Dawno mnie tu nie było ale tylko rzeczy się działo i wciąż dzieje, że zaniedbałem setny raz pisanie tego bloga. Jednak w końcu się obudziłem, oprzytomniałem i w końcu coś nabazgrzę. Dzisiaj chciałbym krótko opisać książkę która leży u mnie na półce już jakiś czas a którą z jakichś nieznanych względów nie mogłem przeczytać. Kiedy się zabrałem do tej lektury, przeczytałem ją w ciągu 4 godzin. Prawie 200 stron. U mnie takie rzeczy zdarzają się tylko wtedy kiedy dana literatura wyjątkowo mnie wciągnie. Tak właśnie było z książką węgierskiego Żyda: Miklós Nyiszli pod tytułem: Byłem asystentem doktora Mengele.

Miklós Nyiszli to żydowski lekarz urodzony w 1901 roku w Rumunii. Kształcił się na uniwersytetach w Cluj, Kiel oraz we Wrocławiu. Po studiach osiadł początkowo w mieście Oradea a następnie w Viseu de Sus. Miasteczko to w 1940 roku znalazło się w granicach administracyjnych Węgier. W 1944 roku na Węgry wkroczyły niemieckie wojska i zaczęto deportacje wszystkich żydów do obozów koncentracyjnych. Przede wszystkim do Auschwitz. Milos z rodziną trafił tam w drugiej połowie maja 1944 roku. Mając doświadczenie w zakresie medycyny sądowej został zatrudniony przez Anioła Śmierci – Dokotra Josefa Mengele. Do obowiązków Miklosa należało przeprowadzanie sekcji zwłok które były przedmiotem eksperymentów Mengele a także opieka lekarska nad więźniami i obsługą komór gazowych i krematoriów. Wydaje się, że tylko dzięki swojej inteligencji, charyzmie i oczywiście ogromnej medycznej wiedzy, udało mu się przeżyć pobyt w obozie.

Tę książkę czyta się z jednej strony bardzo ciężko – wszystkie opisy eksperymentów czy szczegóły dotyczące masowego mordowania ludzi a potem ich spalania w krematoriach przyprawiają o dreszcze. Z drugiej strony wszystko jest to tak wciągające, że nie sposób się od lektury oderwać. Miklos opisuje wszystkie te wydarzenia bardzo sztywno, nie przyozdabia tych historii w niepotrzebne słowa. Opisuje to, paradoksalnie, z iście niemiecką precyzją i skrupulatnością. Nie ukrywam, że przy opisach przeprowadzanych przez niego sekcji zwłok, robi mi się momentami słabo. Momentami może się wydawać, że to co opisuje jest wręcz niemożliwe. Bo jak inaczej tłumaczyć sobie, że przy wszystkich czterech działających krematoriach, dziennie można było spalić 8000 ciał. To są liczby które się w głowie nie mieszczą.

Mam bujną wyobraźnie i czytając opis jak wyglądało gazowanie ludzi, ja widzę to aż za bardzo. Ileż cierpienia, łez i krwi było tam przelane i to w imię chorych ideologii. Jak można tak zeszmacić i zezwierzęcić człowieka. Wszystko to jest strasznie przygnębiające.

Zwłoki nie leżą rozsiane na podłodze sali, tylko wznoszą się w potwornym, splątanym, wysokim stosie. Kryształy wydzielające gaz, zatruwają początkowo dolne warstwy powietrza, nad samą podłogą, dopiero stopniowo gaz wznosi się coraz wyżej. Dlatego nieszczęśnicy traktują się nawzajem, wchodząc jedni na drugich. Tych, co są wyżej, gaz dosięgnie później. Jak straszliwa walka rozgrywa się tu o życie! O jedną, dwie minuty życia! Gdyby jeszcze zdolni byli do myślenia, zrozumieliby, że na darmo depczą swoich rodziców, żony, dzieci; ale oni już nie myślą, kieruje nimi wyłącznie instynkt samozachowawczy. Obserwuję, że na samym spodzie tej piramidy leżą niemowlęta, na nich dzieci, potem kobiety i starcy, a na wierzchu najsilniejsi mężczyźni. Splecione w śmiertelnym uścisku ciała, z krwawiącymi nosami, z krwawiącymi ustami, podrapane do krwi w walce. Głowy spuchnięte, zsiniałe, zmienione nie do poznania. Miklos Nyiszli

Jest to bardzo ważna lektura z punktu widzenia historycznego. Dokumentuje piekło tego co naziści starali się za wszelką ceną utrzymać w tajemnicy. Sam Miklos w pewnym momencie pisze, że on wie, że musi to wszystko opisać żeby prawda ujrzała światło dzienne i żeby świat dowiedział się co tak naprawdę działo się w Auschwitz. Całe szczęście udało mu się i dzisiaj, po 75 latach od wyzwolenia obozu w Auschwitz, możemy wciąż czytać i kontemplować nad świadectwem tego co tam się wydarzyło. Wydarzyło i mieć nadzieję, że się już nigdy nie powtórzy.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *