Słów kilka o wyprawie na Nanga Parbat

Nanga ParbatW ostatnich dniach wszystkie media zostały ogarnięte przez Nanga Parbat i heroiczną próbę ratowania polskiego himalaisty Tomka Mackiewicza i francuskiej himalaistki Elisabeth Revol. To co się dzieje w internecie, telewizji i radiu przerasta moje pojmowanie świata a miałem wrażenie, że jest ono dosyć szerokie. Czarę goryczy przelał u mnie obejrzany fragment programu Tak jest prowadzony przez Andrzeja Morozowskiego w stacji TVN24. Czy naprawdę aż tak wiele ludzi nie potrafi zrozumieć drugiego człowieka? Wejść w jego skórę i postarać się zrozumieć co nim kierowało i dlaczego postanowił tak jak postanowił. Cała ta sytuacja też pokazuje, że w większości nie wiemy co znaczy pasja i do czego jest zdolna.

Ostatnie tygodnie na bieżąco przenoszę się w Himalaje. Wszystko za sprawą polskiej wyprawy na K2 2017/2018. Próba zimowego wejścia na ostatni niezdobyty o tej porze roku ośmiotysięczny szczyt. Poleciała tam cała śmietanka naszego himalaizmu i z zaciekawieniem śledziłem wszystkie poczynania tej grupy. W zasadzie to dosyć interesujące, że w przeciętnym, środkowoeuropejskim państwie jakim jest Polska, z najwyższym szczytem wysokości lekko ponad 2500m n.p.m, mamy tak ogromne zasługi i tradycje w alpinizmie i himalaizmie. Wystarczy spojrzeć na statystyki i z czternastu ośmiotysięczników – na dwunastu pierwsi w czasie zimy stawali Polacy albo osoby mające polskie obywatelstwo. Zaskakujące i ciekawe. Można się zastanowić czy jesteśmy jako naród aż tak odważni czy aż tak głupi…

Na przełomie 2017 i 2018 roku, 200km od K2, na podbój innego szczytu – Nanga Parbat ruszył Polak Tomasz Mackiewicz i Francuzka Elisabeth Revol. Nie była to w żaden sposób medialna wyprawa. Zbyt wiele osób by się o niej nawet nie dowiedziało gdyby nie to, że tam, na górze, stała się tragedia. Po dotarciu na szczyt duet zaczął schodzić w dół i tam zaczęły się problemy. Tomek doznał licznych odmrożeń, częściowej ślepoty i choroby wysokościowej co unieruchomiło go na wysokości 7400m n.p.m. Francuzka nie mogła zbyt wiele zdziałać i zaczęła schodzić sama zostawiając Polaka na górze. Udało jej się wezwać pomoc. Do niesienia tej pomocy zgłosiła się czwórka Polaków którzy przebywali w bazie na K2 – Adam Bielecki, Denis Urubko, Jarosław Botor i Piotr Tomala. Po uzbieraniu kwoty potrzebnej do wynajęcia helikoptera wyruszyli pod Nanga Parbat. Zespół ratujący planował opuścić śmigłowiec na wysokości powyżej 6000m. n.p.m ale ze względu na warunki pogodowe byli zmuszeni wysiadać dużo niżej – na 4800m n.p.m. Według specjalistów dotarcie do schodzącej Elisabeth a potem do Tomka miała zająć około 16 godzin. Bielecki i Urubko wzięli tylko najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyli w górę a Tomala i Botor zostali w bazie by chwilę później również powędrować do góry tylko obładowani sprzętem.

Osiem godzin wspinali się panowie Bielecki i Urubko, w całkowitej ciemności, przy silnym wietrze i temperaturze sięgającej -60°C bez praktycznie żadnej przerwy. Niektórzy nie wierzyli, że w tak szybkim czasie można przebrnąć w takich warunkach taką odległość. A jednak. Udało się odnaleźć Francuzkę. Kierownictwo wyprawy podjęło decyzję, że dalsze wspinanie się jest już zbyt niebezpieczne przy tak zmieniającej się pogodzie i postanowiono zejść z Revol do bazy by stamtąd można było przewieźć ją do szpitalu w Islamabadzie a panów oddelegować z powrotem do bazy pod K2. Mimo wszystko ich czyn został zmienił historię himalaizmu i tak to zostało określone w wielu zagranicznych mediach. To co zrobił Bielecki z Urubko trzeba rozpatrywać w kategoriach: niemożliwe, nie do wykonania. To jakim popisali się heroizmem, to jak silni w środku byli by porzucić swoje własne marzenia i narażać życie w celu uratowania kolegów z którymi dzielą tą samą pasję jest wprost niewyobrażalne. Nie dziwię się, że chcą ich odznaczyć medalem – zasłużyli sobie tym jak nikt inny. Brawo!

Dla Tomka było niestety już zbyt późno. To była jego siódma próba wejścia na Nanga Parbat. Próba która zakończyła się upragnionym sukcesem ale która kosztowała go najwyższą cenę – cenę życia. Zastanawiam się co musiał czuć siedząc w namiocie na wysokości ponad 7000m n.p.m bez czucia kończyn, nic nie widząc i mając chorobę wysokościową. Czy liczył do ostatnich chwil, że ktoś po niego przyjdzie czy jako wytrawny himalaista zdążył pogodzić się ze swoją sytuacją i oddał się górom bez słów jakby to było coś normalnego, coś co jest następstwem. Zawsze przy takich wydarzeniach czuje wewnętrzny smutek którego nie umiem opisać…

Po tych wszystkich wydarzeniach media rozpaliły się do czerwoności. Tradycyjnie jak przy takich katastrofach / kataklizmach pełno w programach telewizyjnych wszelkiego rodzaju ekspertów. Każdy się zna nagle na wspinaczce, organizacji takich wypraw. Internet zalała fala hejtu która skierowana była do różnych osób w tym i do Tomka. Wyzywano od debili, nazywano egoistą, zwykłym narkomanem który uciekł od codziennego życia itp itd. Polskich ratowników oskarżono o brak próby uratowania i Mackiewicza. Na Elisabeth posypały się gromy, że zostawiła swojego partnera tam na górze i najzwyczajniej ratowała własne dupsko. Wszystko to wypowiedziane lub napisane przez ludzi którzy w większości góry widzieli na obrazkach a słowo pasja z niczym im się nie kojarzy.

W programie Tak Jest o którym wspomniałem we wstępie. Pan redaktor Morozowski nie mógł się nadziwić jakim cudem i po jaką cholerę w ogóle oni się w te góry pchają. Co tam takiego ciekawego jest, że warto ryzykować życie. Dlaczego nie układać puzzli czy grać w szachy tylko koniecznie wybierają chodzenie w te niebezpieczne góry. Parafrazując klasyka w skrócie: „na co to komu, a komu to potrzebne”.

Tutaj najlepiej pasuje cytat legendarnej polskiej himalaistki Wandy Rutkiewicz która powiedziała:

Nie powinniśmy osądzać ludzi, którzy szukają niebezpieczeństwa w najwyższych miejscach świata, lub wymagać od nich odpowiedzi na pytanie o sens tego, co robią. (…) Kiedy płacą najwyższą cenę za swoją pasję, powinniśmy po prostu o nich pamiętać.Wanda Rutkiewicz

Ja rozumiem doskonale ludzi którzy idą w te góry. Doskonale rozumiem, że jest to ich pasja i coś co w życiu kochają najbardziej. Nie ma znaczenia czy jest to wspinaczka, skakanie ze spadochronem, jazda na motorze czy zwykłe granie w chińczyka. Nieważna jest skala niebezpieczeństwa. Żadne też słowa nie zmienią lub nie odwiodą kogoś od robienia czegoś co ktoś kocha. Drugą sprawą jest to, że człowieka zawsze gnało do rzeczy niewykonalnych. Każdy marzy żeby w czymś być pierwszy, żeby historia zapisała jego imię i nazwisko jako tego pierwszego który coś dokonał. To pasja napędzała ludzi do tworzenia, wynajdywania, wymyślania i projektowania. Pasja która tak często jest nie rozumiana przez otoczenie zwłaszcza jeśli w czyichś oczach jest to ekstrawaganckie, głupie i bezsensu.

Dużo ludzi rzucało argument, że egoista bo zostawił trójkę dzieci. Patrząc na całe życie i historię wielkich ludzi, odkrywców, wynalazców to wszyscy byli egoistami. Nie można iść po niezdobyte a jednocześnie być w domu z rodziną. Druga strona zawsze musi to akceptować. Tomek nigdy nie ukrywał przed nikim, że kocha góry i to do poziomu uzależnienia więc jego otoczenie musiało liczyć się z faktem, że kiedyś może z tych gór już nie wrócić.

Potrzeba nam więcej empatii, więcej zrozumienia. Potrzeba nam zaprzestania patrzenia na drugiego człowieka przez swój własny pryzmat.

(fotografia: Atif Gulzar – http://www.sxc.hu/photo/341372)

Dodaj komentarz